Rockowi giganci nie zwalniają tempa. Niecały rok po wydaniu płyty Blue & Lonesome grupa The Rolling Stones wydała swój kolejny album. I o ile ich ostatnie wydawnictwo jest swoistym hołdem złożonym ich inspiracjom i idolom z młodzieńczych lat, o tyle On Air jest rzeczywistym powrotem do wczesnego okresu istnienia formacji.
Ogromny sukces wydanego w grudniu 2016 roku albumu Blue & Lonesome wprawił zespół The Rolling Stones w niemałe osłupienie. Płyta, której materiał tworzą zarejestrowane w zaledwie trzy dni covery największych bluesowych przebojów, w krótkim czasie zajęła pierwsze miejsca w rankingach sprzedaży aż w 15 krajach – m.in. w Stanach Zjednoczonych, w Wielkiej Brytanii, Szwecji, Niemczech czy w Belgii. Nie powinno więc dziwić, że brytyjska grupa postanowiła kuć żelazo póki gorące. Właśnie ukazała się płyta On Air – swoisty sequel albumu Blue & Lonesome, prawdziwa gratka dla fanów zespołu, a właściwie wczesnej twórczości grupy z kilku pierwszych lat jej istnienia.
Tak jak początki działalności grupy The Rolling Stones tworzy szachownica utworów autorskich i coverów, z przewagą tych drugich, tak jest też w przypadku On Air, wszak płyta obejmuje nagrania z lat 1963-1965. Album wypełniony jest rockandrollowymi i bluesowymi klasykami autorstwa m.in. Chucka Berry’ego, Berta Bernsa czy Bo Diddley’a – wielkich inspiracji młodych Stonesów. I tak możemy usłyszeć interpretacje takich utworów jak Roll Over Beethoven, Mona, Cry to Me czy Come On w wersjach live zarejestrowanych podczas sesji dla BBC. Nie brakuje też autorskich kompozycji Stonesów, choć te są w zdecydowanej mniejszości. Słuchając (I Can’t Get No) Satisfaction, The Last Time lub The Spider and the Fly z niemałym zdziwieniem odnosi się wrażenie, że – w czasie, kiedy Jagger jeszcze nie cieszył się tak silną pozycją w zespole, jak miało to miejsce w późniejszych latach – to on koncentruje na sobie uwagę, a przy tym zachwyca. Nie zabrakło też popisów gitarowych Keitha Richardsa oraz Briana Jonesa jak w Around And Around oraz Hi Heel Sneakers, które – mimo swojej znakomitości – momentami dosyć skutecznie zagłuszają perkusyjne partie Charliego Wattsa. Oczywiście nie jest to tendencja utrzymująca się podczas całego albumu – miłośnicy gry perkusisty Stonesów swoją uwagę powinni zwrócić szczególnie w stronę utworów takich jak Route 66 czy You Better Move On, gdzie muzyk wraz z basistą grupy Billem Wymanem niekwestionowanie dominuje.
Być może pamiętacie składankę Grrr sprzed sześciu już lat. Promocję tego wydawnictwa wspierała aplikacja, która przenosiła okładkowego goryla w otaczającą, rzeczywistą przestrzeń. Tym razem Brytyjczycy sięgnęli po inne pionierskie, choć niesłużące celom wizualnym, narzędzie. On Air jest pierwszą w historii płytą, w której zastosowano tzw. Audio Source Separation. Proces, dzięki któremu liczące ponad pół wieku nagrania brzmią czyściej – i to zdecydowanie słychać – bez utraty ich żywego, autentycznego charakteru czy klimatu.
Grupa The Rolling Stones kreśli coraz słabsze widoki na kolejny album studyjny z autorskim materiałem. Ostatnia taka płyta to A Bigger Bang z 2005 roku, a poprzednie lata mocno obfitowały w różnego rodzaju albumy kompilacyjne. Mimo to mam nadzieję, że sprawdzą się zapowiedzi Keitha Richardsa sprzed kilku miesięcy i za jakiś czas otrzymamy kolejne wydawnictwo Brytyjczyków. Z drugiej strony, jeśli Stonesi płytą On Air szerzej otwierają drzwi do swoich przepastnych archiwów, to na nową płytę przyjdzie nam jeszcze długo poczekać. Nie mam nic przeciwko takim wydawnictwom – wręcz przeciwnie – to prawdziwe rarytasy! Pod warunkiem, że nie zajmują miejsca albumom studyjnym.

