Bryan Adams to nazwisko znane każdej osobie, która choć trochę interesuje się muzyką. Ten artysta, od ponad ćwierć wieku, tworzy, nagrywa i występuje. A teraz, by podsumować swoją dotychczasową karierę, muzyk postanowił wydać album – Ultimate. Krążek jest zbiorem utworów nagranych przez artystę w latach 1980-2017. Jak „stare” kawałki wypadają w porównaniu do „nowych” i czy Ultimate to dobry przegląd twórczości Adamsa? Przekonajmy się.
Bryana Adamsa poznałam mając klika lat i od razu zakochałam się w jego muzyce. Charakterystyczny, zachrypnięty głos, gitarowa stylistyka i zapadające w pamięć, poruszające piosenki – to rzeczy, które ujęły mnie praktycznie od razu, a co lepsze, z czasem odkrywałam jeszcze inne zalety jego kompozycji. Właśnie dlatego, gdy dowiedziałam się o tym, że artysta postanowił wydać album podsumowujący jego dotychczasową twórczość, o mało nie oszalałam z radości. Po Ultimate sięgnęłam pewna jego jakości i nadziei względem dwóch nowych utworów tam się pojawiających – Ultimate Love i Please Stay. I jak zwykle, jak to u Adamsa, nie zawiodłam się.
Ocenę Ultimate zacznę od dwóch nowych kawałków tam się pojawiających. Oba utwory są utrzymane w zupełnie innej stylistyce. Pierwszy – Ultimate Love zlokalizowany w pierwszej części albumu, utwór bardzo energiczny z szybką i dynamiczną gitarową melodią. Drugi natomiast – Please Stay jest całkowitym przeciwieństwem pierwszego, spokojny z delikatną melodią, zlokalizowany pod koniec albumu. Taki ułożenie nowych kompozycji jest bardzo korzystne, bo pozwala porównać „nowe” kawałki ze „starymi”. I cóż mogę powiedzieć: świeże utwory wypadają nadzwyczaj dobrze i niczym nie ustępują poprzednikom.
Nie będę się za bardzo rozpisywać nad pozostałymi piosenkami na płycie, gdyż są to po prostu jedne z największych hitów Adamsa – ocenione i kochane przez rzeszę fanów (w tym mnie). Bardzo cieszy mnie obecność takich klasyków jak It’s Only Love z królową Tiną Turner, mojego ukochanego When You’re Gone ze wspaniałą Melanie C, Can’t Stop This Thing We Started czy Summer Of ’69, ale też wielu, wielu innych. Album jest napakowany, jak już pisałam, największymi przebojami muzyka.
Mnie osobiście cieszy obecność na Ultimate jednych z moich ulubionych, najbardziej poruszających utworów Adamsa. Mam tu na myśli Here I Am, (Everything I Do) I Do It For You, Heaven, Please Forgive Me oraz All For Love, czyli moje ukochane trio – Bryan Adams, Rod Stewart i Sting. Połączenie tych trzech legend w tak wzruszającej piosence to majstersztyk. Wszystkie te kawałki zawsze kojarzą mi się z tym artystą i mam do nich ogromy sentyment. Uwielbiam charakterystyczny głos Adamsa, który wbrew pozorom szczególnie pięknie wpasowuje się w wolniejsze kompozycje czy ballady (chociaż w energicznych piosenkach też wypada znakomicie).
Ultimate to świetne podsumowanie wieloletniej kariery Adamsa, obfitującej w wiele niezapomnianych, niepowtarzalnych hitów, które z pewnością nie zmieściłyby się na jednej płycie. Dobór utworów na ten krążek jest bardzo dobry, między innymi przez ich różnorodność. Nie ma tu jednostajności, spokojnie kawałki przeplatają się z dynamicznymi, żywiołowymi, a dwie nowe kompozycje w żaden sposób nie odstają od starych przebojów. Bryan Adams stworzył bardzo dobrą składankę swoich najlepszych utworów, która dla każdego fana będzie spełnieniem marzeń. Bogactwo świetnych, różnorodnych kompozycji i brak słabych kawałków sprawia, że jest to płyta, zaryzykuję stwierdzenie, wręcz idealna!

