Runforrest – Runforrest EP (2017), recenzja Aleksandry Żeleźnik

Twórczość Runforresta miałam przyjemność poznać podczas tegorocznej edycji Czad Festival. Ten młody muzyk od razu zwrócił moją uwagę, gdy bez zbędnego szumu pojawił się na Acoustic Stage, krótko się przywitał i zaczął grać… Co to było za granie! By oczarować zebranych wystarczył tylko jego wokal i gitara. Z niecierpliwością wyczekiwałam jakiś informacji odnośnie jego studyjnego materiału. I oto jest – epka zatytułowana po prostu Runforrest.

Za pseudonimem Runforrest kryje się Grzegorz Wardęga, który już do jakiegoś czasu pojawia się na mniej lub bardziej kameralnych solowych występach. Jak wspomniałam wyżej, jego twórczość poznałam na festiwalu Czad Festival 2017. Już wtedy zwróciłam na niego uwagę umieszczając go w rankingu dziesięciu odkryć tegorocznej edycji Czadu.

Artysta nie kazał na siebie długo czekać. Kilka dni temu tj. 10 listopada 2017 roku, Runforrest zaprezentował nam swoją pierwszą epkę zatytułowaną po prostu Runforrest. Usłyszymy na niej pięć utworów. Jak sam muzyk przyznaje na swoim profilu na Facebooku:

Ta epka to takie małe puzzle. Wybraliśmy 5 piosenek, które napisałem, a następnie musieliśmy je jakoś poukładać. Jeśli wiecie, ile to jest 5!, wiecie, ile było możliwych ułożeń tych 5 piosenek. Jeśli nie wiecie, ile to jest 5!, możecie policzyć.

I faktycznie, będąc po parokrotnym odsłuchaniu tego minialbumu jestem w stanie przyznać mu rację. Ta epka to puzzle. I to jakie udane! Trzeba przyznać, że piosenki są do siebie w jakimś stopniu podobne. Nie jest to w tym przypadku zarzut, bo opierając kompozycje praktycznie tylko na dźwiękach gitary, artysta mógł wykrzesać to co najlepsze ze swojego wokalu. I oto, co powstało.




Kompozycje Butterflies, Sleep oraz Lost są utrzymane w podobnej konwencji. Spokojne brzmienie gitary, subtelne dźwięki melodii i chropowaty głos Runforresta – daje to niesamowity efekt. Słychać, że muzyk stawia na wolniejsze utwory, dzięki czemu uwydatnia wyżej wspomniane atuty. Co ciekawe, nie straszne mu są mocniejsze refreny, które idealnie balansują spokojnie zwrotki, dzięki czemu słuchacz nie ma prawa narzekać na nudę. Kawałek Fall zaś dzięki długiemu wstępowi zdecydowanie zapada w pamięć.

Na ogromne wyróżnienie zasługuje kompozycja zamykająca to wydawnictwo. Chodzi o piosenkę Stoned On Dylan, która już od pierwszych dźwięków wyróżnia się na tle pozostałej czwórki. Jest zdecydowanie najszybsza, słychać w niej mocniejsze brzmienie gitary, przez co daje wokaliście możliwość pokazania swojego drugiego oblicza. Sprawdza się w nim wyśmienicie! Ten szybszy kawałek pokazuje też, że Runforrest nie tylko dobrze panuje nad swoim głosem, ale co ważniejsze – potrafi się nim bawić. Stoned On Dylan to idealne zamknięcie epki. Zamknięcie z przytupem.



Podsumowując debiutancką epkę Runforresta, mogę z czystym sumieniem stwierdzić, że jest bardzo dobrze. Jednak od razu trzeba zaznaczyć, że nie jest ona dla wszystkich. Materiał, który na niej znajdziemy jest stworzony po to, żeby się wyciszyć, skupić, uspokoić. Wsłuchanie w głos Runforresta oraz tekst, który wyśpiewuje tylko spotęguje te emocje kłębiące się podczas słuchania. Wracając do motywu przewodniego tekstu, czyli wspominanych puzzli – tutaj stylistycznie układają się w jedną całość, są przemyślane. W tej wersji epka jest idealna do posłuchania w jesienne wieczory przy kominku. Jednakże osobiście nakłaniałabym Runforresta do tworzenia szybszego, mocniejszego, dynamiczniejszego materiału, bo to właśnie w tego typu utworach zaskakuje, dzięki czemu możemy usłyszeć jego cały wachlarz umiejętności. Z niecierpliwością czekam na debiutancki album i jeszcze mocniej kibicuje!

Czytaj również

Twórczość Runforresta miałam przyjemność poznać podczas tegorocznej edycji Czad Festival. Ten młody muzyk od razu zwrócił moją uwagę, gdy bez zbędnego szumu pojawił się na Acoustic Stage, krótko się przywitał i zaczął grać… Co to było za granie! By oczarować zebranych wystarczył tylko jego...Runforrest – Runforrest EP (2017), recenzja Aleksandry Żeleźnik