Wolf Alice – Visions of a Life (2017), recenzja Alicji Surmiak

0
282

Dwa lata – tyle czasu minęło odkąd brytyjski zespół Wolf Alice, prezentujący muzykę przede wszystkim obracającą się w klimacie alternatywnego rocka, potrzebował na wydanie nowego krążka. Debiutancki album, My Love Is Cool z 2015 roku pokazał, że Wolf Alice to zdecydowanie grupa godna uwagi, choć ich twórczość nie była jeszcze do końca wyrazista. Sięgając po Visons Of A Life liczyłam, że znajdzie się na tej płycie coś, co przykuje uwagę na dłużej. Na szczęście, nie zawiodłam się. Drugi krążek grupy to szokująco duży krok w przód.

Na Visions Of A Life jeszcze więcej psychodelii, mroku i mocniejszych brzmień – taki wniosek można by było wysnuć poznając już pierwszy singiel promujący to wydawnictwo. W Yuk Foo jest głośno, wulgarnie, krzykliwie. To najbardziej dosadny z tego rodzaju utworów na albumie i raczej na próżno szukać tu utworów, które byłyby od początku do końca tak ostre jak ten. Elementy takie jednak możemy znaleźć w rozkręcającym się z czasem Sadboy, czy na przemian cichym i głośnym Formidable Cool, będącym jednym z najciekawszych nagrań na płycie – przeplatający się szept z krzykiem robi wrażenie.

Zdecydowanym przeciwieństwem pierwszego singla jest ten drugi – łagodne, choć wpasowujące się w klimat wydawnictwa Don’t Delete The Kisses. Podobnym mianem określić można otwierające album, zahaczające o shoegaze Heavenward. Miano mojego faworyta zaś z utworów promujących płytę przypada gitarowej, indie-rockowej kompozycji Beautifully Unconventional, w której pojawiają się elementy… funku.

Wielbicielom mroku i melancholii poza Heavenward powinno spodobać się również Planet Hunter, charakteryzujące się mocniejszą końcówką, czy ciche, mistyczne After The Zero Hour. Warto zatrzymać się jednak także przy psychodelicznym, choć niesamowitym Sky Musings, w którym uwagę przyciągają szeptane wokale, a sam tekst porusza temat rozmyślań, które nachodzą autorkę podczas podniebnych podróży. Ciekawą tematykę porusza i St. Purple & Green, przedstawiając nam swoje uczucia związane z miłością do zmarłej już babci oraz wyobrażenia o jej aktualnej egzystencji w zaświatach.

Bardziej pozytywny wydźwięk ma gitarowy utwór Space & Time, w którym wokalistka, rozmyślając o swojej przyszłości śpiewa:

I hate the word „forever”.
I hate the word „change”.

Zamknięciem, a zarazem idealnym podsumowaniem najnowszego wydawnictwa Wolf Alice jest najdłuższa kompozycja, jaka się na nim znalazła – Visions Of A Life, będąca kwintesencją twórczości grupy – zarówno muzycznie, jak i lirycznie. I chociaż rzadko zdarza mi się zachwycić długim – w tym wypadku prawie ośmiominutowym – utworem, to obok tej kompozycji ciężko przejść obojętnie, kiedy dzieje się w nim tak dużo, a na dokładkę, poznając go głębiej, czeka na nas przepiękny tekst, przepełniony bólem i pragnieniem miłości:

I left this world behind for the world I’d built inside.

Dawniej, mówiąc o grupie Wolf Alice, ciężko było mi móc się tą grupą zachwycić. Dziś, przeciwnie, ciężko jest mi się nią nie zachwycać. Visions Of A Life to wydawnictwo przemyślane, dojrzałe, odważne, niebanalne, piękne w swej prostocie. Skrywające wiele ukrytych smaczków, które sprawiają, że chce się je odkrywać wciąż i wciąż na nowo – by znaleźć tych pięknych elementów jak najwięcej. Nowy krążek Wolf Alice to płyta przepełniona emocjami, wyjątkowa i klimatyczna, a na pewno ciekawsza niż debiut. Warto chyba nawet zaryzykować stwierdzenie, że to jeden z najlepszych, dotąd wydanych albumów 2017 roku.