Andrzej Piaseczny – O mnie, o Tobie, o nas (2017), recenzja Marty Mrowiec

Andrzej Piaseczny należy do grona artystów, którzy nie muszą na siłę wpisywać się w obowiązujące trendy. Być może artysta wydał zupełnie bezpieczny krążek, ale to wcale nie musi oznaczać, że jest on zły.

Andrzej Piaseczny już dawno znalazł swoją muzyczną drogę, której trzyma się od wielu lat. Nie eksperymentuje, nie bawi się w nowe brzmienia, a korzysta z tego, z czego dał się poznać do tej pory. Najnowszy album zatytułowany O mnie, o Tobie, o nas jest doskonałym przykładem tego, że prostota i pokora w muzyce to dobre połączenie. Tym razem artysta powierzył brzmienie krążka Ani Dąbrowskiej, która znana jest z delikatności i subtelności. Nic więc dziwnego, że właśnie tak można określić większość kompozycji na tym albumie. Piaseczny pokazuje swoją romantyczną stronę okraszoną nutką tajemniczości. Nie brakuje jednak chłopięcej zadziorności. Całość stanowi dobrą mieszankę na jesienne wieczory.

O mnie, O Tobie, o nas otwiera utwór popiołach, który przepełniony jest smutkiem i tęsknotą. Przełamaniem dla niego jest tytułowe My (o mnie, o tobie, o nas), które idealnie nadaje się na radiowy hit. Nie boję się mówić o utworach artysty w tym kontekście. Nie ukrywajmy, że jest to album z muzyką rozrywkową, która będzie grana w rozgłośniach. God Pride za sprawą gitary przypomina bardziej letni hit. To jedna z bardziej energicznych kompozycji. Podobnie jak Do jutra. Jednak poza skocznymi utworami jest tutaj wiele innych, bardziej emocjonalnych i ciepłych utworów. Jedną z nich jest Na palcach. Niezwykle delikatna i ujmująca. Podobny charakter i klimat utrzymany został w Twoim największym skarbie. To Piasek jakiego lubię. Spokojny, lekko bujający, a przy tym wyrazisty.

Ania Dąbrowska zadbała o oszczędność kompozycji, które dzięki temu dają przestrzeń dla wokalu, chociaż wydaje się, że Piaseczny również wokalnie nie szarżuje. Warstwa tekstowa porusza tematy miłości, zagubienia, tęsknoty, ale też nadziei, bliskości i swoistej afirmacji życia. To tematyka, która pasuje do mnie, do ciebie, do nas. Życiowa i bliska. Ubrana w piękne dźwięki zmusza do refleksji, chociaż nie ma w niej zbyt dużo poetyckości. A może właśnie najtrudniej jest mówić prosto o trudnych kwestiach? Andrzej Piaseczny pokazuje, że czasami mniej znaczy więcej, a oszczędność słów tak naprawdę tylko wpływa na głębsze dotarcie do słuchacza.

Najnowszy album Andrzeja Piasecznego jest zupełnie w jego stylu. Nie ma tutaj nic odkrywczego i zaskakującego, ale to wcale nie jest zarzut. Fani artysty na pewno będą usatysfakcjonowani. To taki krążek, którego melodyjność otula nas, w który możemy się wsłuchać siedząc pod kocem z kubkiem herbaty w ręce. I ta melancholia. Ale czego podziewać się po Ani Dąbrowskiej i Andrzeju Piasecznym? Dwie osobowości, do których określenie melancholia pasuje idealnie. I chociaż artysta uchodzi na swoich płytach za smutnego człowieka, na najnowszym albumie pokazał, że jest w nim energia i potrafi odnaleźć się w mocniejszych i bardziej wyrazistych kompozycjach. Takie połączenie subtelności z energicznymi brzmieniami sprawia, że album nie nuży.

Warto także zwrócić uwagę na szatę graficzną albumu. Minimalizm projektu idealnie komponuje się z zawartością. O mnie, o Tobie, o nas to zbiór kompozycji, które pokazują to co artysta potrafi najlepiej. Łatwość w opowiadaniu historii, melodyjność i przyjemne brzmienia. Lubię ten krążek właśnie za prostotę i zwyczajność.

Czytaj również

Andrzej Piaseczny należy do grona artystów, którzy nie muszą na siłę wpisywać się w obowiązujące trendy. Być może artysta wydał zupełnie bezpieczny krążek, ale to wcale nie musi oznaczać, że jest on zły. Andrzej Piaseczny już dawno znalazł swoją muzyczną drogę, której trzyma się od...Andrzej Piaseczny - O mnie, o Tobie, o nas (2017), recenzja Marty Mrowiec