Tegoroczna edycja Czad Festiwal dobiegła końca. Na pięciu scenach wystąpiło ponad pięćdziesięciu artystów z całego świata. I chociaż festiwal ten skierowany był do konkretnej grupy odbiorców muzyki, organizatorzy na pięciolecie imprezy postanowili zerwać z tym schematem. Sprawdźcie zatem, które koncerty z tego muzycznego urodzaju zapadły nam w pamięć najmocniej.
Zebrahead
Zestawienie zaczynamy od tego amerykańskiego zespołu. Panowie z wielką radością i entuzjazmem przywitali publiczność czekającą na nich pod Tent Stage. Nie da się ukryć, że ich występ tętnił energią, a ludzie bez najmniejszych problemów śpiewali razem z nimi jednocześnie żywo reagując na polecenia wokalisty. Co ciekawe – Panowie składając życzenia jednemu z ochroniarzy przyczynili się również do spełnienia jego marzenia! Chodziło o zachęcenie jak największej ilości ludzi do wzięcia udziału w „fali”. A ogromne pogo? Nie ma problemu! Dobra zabawa i rockowe brzmienia nie opuszczały Tent Stage do końca występu Zebrahead.
Bastille
Na ten występ dnia pierwszego czekała chyba większość zebranej w Arena Park publiczności. Nie ma co ukrywać – najwierniejsi fani czekali pod sceną już od momentu otworzenia bramek! Warto dodać, że wielbiciele Bastille przygotowali kilka akcji fanowskich – w tym wydrukowane listy gończe uniesione do góry w trakcie trwania piosenki Laura Palmer. Należ dodać, że cała akcja się udała, bowiem nie uszła uwadze wokalisty grupy. Sam zespół zaprezentował się z jak najlepszej strony. Podczas tego półtoragodzinnego występu wykonali swoje wszystkie największe hity w tym np. nowsze – Blame, Send Them Off, Fake It czy starsze – Things We Lost In The Fire, Pompeii oraz Bad Blood. W połowie występu Brytyjczyków zaczęło padać, co nie przeszkodziło publiczności w dobrej zabawie. Odnosimy jednak wrażenie, że stylistycznie Bastille zostali dobrani do tego festiwalu… nijak. Niestety odbiło się to na frekwencji, która była, nie oszukujmy się, mała. Fani cięższych brzmień zwyczajnie pominęli ten koncert. Warto również odnotować, że właśnie przez to koncert przybrał bardziej kameralny wydźwięk, co z kolei stworzyło cudowną atmosferę! Jeżeli chodzi o zespół to warto napisać kilka słów o tym, jak Dan (wokalista grupy) co chwila posługiwał się polskimi wyrazami, chętnie wychodził do publiczności, przejął inicjatywę w interakcji z publicznością. Co tu dużo pisać – koncert pierwsza klasa.
Dubioza Kolektiv
Panowie z Dubioza Kolektiv – czyli bośniackiej grupy muzycznej liczącej obecnie siedmiu członków – ponownie zawitali do naszego kraju przywożąc ze sobą świeżą dawkę energii, którą chętnie podzielili się z publicznością za pomocą swojej muzyki. Chociaż artyści swobodnie poruszają się po wielu gatunkach muzycznych (ska, punk, reggae, elektronika, hip-hop), tak w naszym odczuciu, najbardziej trafnym określeniem ich występu, jest opisanie go jako rockowa biesiada. Być może to zasługa saksofonu, który wyraźnie zaznaczał się na tle innych instrumentów i nadawał utworom tak charakterystycznego brzmienia. Być może to po prostu wrodzona żywiołowość muzyków, która w połączeniu z naprawdę udanymi i energicznymi kawałkami wprawiłaby w ruch każdą imprezę. Oczywiście nie zabrakło także znacznej interakcji z publiką i swobodnej atmosfery, która w tym przypadku objawiła się pod postacią żartów z koloru namiotu, w którym grali panowie z Dubioza Kolektiv (zapewne do dziś się spierają czy był to różowy czy fioletowy). Zdecydowanie był to jeden z najbardziej dynamicznych koncertów na Czad Festiwal, zresztą sami możecie to sprawdzić, ponieważ Dubioza wyraźnie zaznaczyli i namawiali do pobierania muzyki z ich strony – za darmo!
Billy Talent
Billy Talent… co tam się wydarzyło! Ten kanadyjski zespół zamykał dzień pierwszy na Main Stage. Panowie swój koncert rozpoczęli punktualnie o 23:00 i grając ponad godzinę zaprezentowali swoje największe hity. Warto odnotować entuzjastyczne przyjęcie grupy przez publiczność, która tłumnie zgromadziła się pod sceną. Ben Kowalewicz dawał z siebie wszystko! Jego żywiołowość, energia i ciągła interakcja z fanami sprawiła, że koncert upłynął w mgnieniu oka. Nie zabrakło z jego strony również politycznych aluzji, kiedy to poprosił publiczność o wyciągnięcie środkowego palca w stronę przytoczonej osoby Donalda Trumpa. Koncert grupy Billy Talent obfitował również w bardziej sentymentalne i wzruszające momenty – takie jak chociażby zadedykowanie piosenki Nothing to Lose zmarłym Chesterowi Benningtonowi i Chrisowi Cornellowi. Co do ogólnego zdania na temat występu muzyków – publiczność zebrana w Straszęcinie właśnie na taką muzykę czekała! Mocne granie, młyn pod sceną – nic więcej nie trzeba dodawać.
Czesław Śpiewa
Pierwszym koncertem na Monster Stage podczas dnia drugiego był występ formacji Czesław Śpiewa. Oh co to był za występ! Pomimo wczesnej pory artyści na czele z Czesławem Mozilem zebrali dość dużą publiczność, która żywo odbierała cały występ. Każda wykonywana piosenka została poprzedzona krótkim wprowadzeniem przez wokalistę, albo krótką anegdotką. Czesławowi udało się stworzyć niesamowity klimat, a wszystko to dzięki jego bezpośredniości, szczerości. Głównym tematem, co nie powinno dziwić, był temat emigracji. Artysta bez ogródek śpiewał i opowiadał o swoich obserwacjach, przeżyciach, doświadczeniach. Najbardziej wyczekiwanym momentem było wykonanie piosenki Maszyna do świerkania. Zespół jednak zaprezentował jej szybszą, dynamiczniejszą wersję, która spotkała się z aplauzem publiczności. Kończąc występ muzyk wspomniał o możliwości zrobienia sobie pamiątkowych zdjęć za opłatą… Tak, opłatą! Cała zebrana kwota powędruje na konto wybranej przez Czesława fundacji.
Lady Pank
Legenda polskiego rocka bez wątpienia ciągle jest w formie! Panowie otworzyli drugi dzień festiwalu na Main Stage. Grupa zaserwowała nam swoje największe hity takie jak: Mniej niż Zero, Kryzysowa Narzeczona czy Na Co Komu Dziś. Nie zdziwi zatem, że publiczność śpiewała znane od wielu lat teksty z całych sił. W połowie koncertu muzycy musieli sprostać pewnym problemom technicznym – całe zasilanie padło. Nie przeszkodziło im to w dalszym graniu. Janusz Panasewicz z ekipą grali w dalszym ciągu nic sobie z problemów nie robiąc. Akustyczna wersja jednej z piosenek zabrzmiała cudownie w akompaniamencie publiczności. Klasa!
One Ok Rock
Generalnie One Ok Rock zaczęli źle… bardzo źle. Ich półgodzinne spóźnienie odbiło się na całym drugim dniu festiwalu. Długo zastanawialiśmy się czy umieścić ten zespół w naszym zestawieniu, jednakże stwierdziliśmy, że zrobili tak dobre show i szkoda by było nie wspomnieć o nich ani jednym słowem. Panowie, jak wspominaliśmy wcześniej, zaczęli od spóźnienia. Jednakże po wejściu na scenę było już tylko lepiej. One Ok Rock zagrali takie kawałki jak: Take What You Want, I was King czy Taking Off. Zespół zadedykował również jedną z piosenek zmarłemu Chesterowi Benningtonowi. Panowie wykonali kompozycję One More Light z repertuaru Linkin Park. Przez cały koncert widać i słychać było ich ogromne zaangażowanie. Natomiast wokal wokalisty zasługuje na osobne wyróżnienie. Jakim cudem w tak drobnym ciele znalazł się taki kawał głosu?! W ostatecznym rachunku One Ok Rock zrobili dobre wrażenie.
KSHMR
Drugiego dnia, po zachodzie słońca, scena główna przeszła w stery DJ-ów. Pierwszym z nich był amerykański DJ pochodzenia hinduskiego – KSHMR. Początek jego spektaklu (inaczej się tego nazwać nie da) rozpoczął się od krótkiej, animowanej historyjki opatrzonej polskim dubbingiem, która była sukcesywnie kontynuowana w przerwach między kolejnymi utworami DJ-a. Nie można także nie wspomnieć o godnym podziwu przygotowaniu KSHMR’a do występu w Polsce. Dołączył on bowiem do swojego repertuaru dwie polskie piosenki: happysad – Zanim pójdę oraz Kayah & Goran Bregovic – Śpij kochany, śpij. Publika wręcz oszalała, kiedy z głośników wyłoniły się dobrze znane rytmy, oczywiście w interpretacji DJ-a. Podobne, choć nieco mniejsze owacje padły, gdy zabrzmiało intro do kultowego już serialu, Gry o Tron – również w podkręconej przez KSMHR’a wersji. Całemu występowi nie tylko towarzyszyły różnego rodzaju projekcje wyświetlane łącznie na czterech ekranach, ale także serpentyny, konfetti oraz atrakcje pirotechniczne.
Steve Aoki
Kolejnym dużym nazwiskiem muzyki elektronicznej było nazwisko Steve’a – wyświetlane na kilku ekranach, bowiem artysta korzystał z przygotowanej wcześniej sceny, na której swój występ zaprezentował KSHMR. Aoki podczas koncertu uraczył publiczność szerokim przekrojem muzyki własnego autorstwa, chociaż znalazło się również miejsce na hołd dla niedawno zmarłego Chestera z Linkin Park, utwór Nirvany czy dosyć zabawną interpretację Titanica, gdzie w obie tytułowe role podczas najbardziej charakterystycznej sceny z filmu wcielił się sam Steve. Niestety dosyć późna pora i fakt, że był to czwartek sprawił, że publiczność nie była tak liczna do jakiej przyzwyczajony jest Steve. Jednak artysta zachował się w sposób bardzo profesjonalny, twierdząc, że nie ważna jest frekwencja, lecz energia jaką dają zebrani pod sceną ludzie. Zdecydowanie możemy się pod tym podpisać i potwierdzić słowa muzyka. Widać było, że DJ dał z siebie wszystko, zachęcał zgromadzonych ludzi do zabawy i bawił się razem z nimi. Nie zabrakło również charakterystycznych dla Steve’a akcji, czyli pozbycia się koszulki, rozdawania skarpetek sygnowanych nazwiskiem Aoki, robieniem wspólnych zdjęć na Instagrama czy, chyba najlepszej części występu – rzucania tortami w publiczność. Całość wzbogacona była oczywiście o elementy pirotechniczne, serpentyny i konfetti.
Blind Guardian
Niemiecki zespół Blind Guardian zagrał w trzeci dzień festiwalu na Main Stage. Już na samym wstępie warto zaznaczyć jak dużą zebrał publiczność! Nic dziwnego, w końcu Panowie są klasą w reprezentowanym gatunku. Cały koncert rozpoczęli od mocnej kompozycji The Night Wave. Co ciekawe zespół nie bał się grać piosenek akustycznie. Na plus zasługuje jeszcze interakcja wokalisty z publicznością, dzięki czemu od samego początku nawiązała się pewna więź. Jak sam Hansi Kürsch wspomniał – Blind Guardian swoim występem miał edukować ludzi w sprawach seksu, alkoholu i śmierci. Nic dziwnego zatem, że do swojej setlisty wybrali takie piosenki jak: Welcome to Dying, Valhalla czy And The Story End. Grupa podczas swojego ponad godzinnego występu zaprezentowała się z jak najlepszej strony tworząc niesamowitą atmosferę, która udzieliła się nie tylko najwierniejszym fanom.

