Lanberry – Lanberry (Edycja Specjalna) (2017), recenzja Pawła Markiewicza

0
293
photo: P. Tarasewicz / Universal Music Polska

Profesjonalną przygodę z muzyką zaczęła 5 lat temu w niszowym Projekcie NOD. Jednak cała Polska usłyszała o Niej dopiero wtedy, kiedy w roku 2015 opublikowała pierwszy singiel, który zawładnął rozgłośniami radiowymi w całej Polsce. Niespełna siedem miesięcy później ukazał się jej debiutancki krążek, który pokazał, że to jedna z najbardziej obiecujących artystek młodego pokolenia. Po rocznej przerwie powróciła z odświeżoną wersją płyty, którą promował m.in. singiel Piątek i Zagadka. 

W ubiegłym roku, na polskim rynku fonograficznym, mogliśmy zauważyć wysyp debiutów. Jedne z nich były mniej udane, a drugie bardziej. Muzycznym objawieniem okazała się młoda Małgorzata Uściłowska, która znana jest jako Lanberry. Od pierwszych swoich poczynań miała ogromny wkład w swoją twórczość. Artystka sama komponuje, pisze teksty i jest współproducentem prawie każdego utworu zawartego na fonograficznym debiucie. Trzeba podkreślić, że wychodzi jej to bardzo dobrze, a patrząc na teraźniejsze dokonania – można stwierdzić, że muzyczny talent zaczyna szlifować do perfekcji.

Materiał zebrany na podstawowej edycji pierwszego muzycznego dziecka balansował pomiędzy dźwiękami charakterystycznymi dla elektropopu i popu. Słuchacz podczas podróży w świecie Lanberry natknął się na lekkie, niewymagające, typowe popowe piosenki (np. Podpalimy świat), ale również te bardziej angażujące, brzmieniowo zakrawające o elektronikę (Iluzja). Pełną recenzje możecie przeczytać tutaj.

You like me when it rains,
Cause baby I get wet,
You know I love to hate
And you don’t have regrets
You like the tragedies
Then my heart break
What you wanna need
Addicted to the pain

Lanberry dojrzewa i ewoluuje muzycznie na naszych oczach. Mija zaledwie rok, a słuchacze dostają materiał, który przewyższa o kilka poziomów wcześniejsze dokonania. Zdaje się, że artystka uwierzyła w siebie, stała się bardziej otwarta na muzykę i zaczyna konsekwentnie budować swoją pozycję na rodzimym rynku muzycznym.

Otwartość i odwaga Małgorzaty Uściłowskiej nie objawia się jedynie za pośrednictwem brzmień, ale również wokalu, którym artystka zaczęła się bawić i w pełni go wykorzystywać (How Do You Like Me Now). Pierwsze skrzypce odgrywa konsekwentnie zrealizowana produkcja, która w elektropopowych brzmieniach potrafi wynurzyć wszystkie walory Lanberry (Only Human). Jej wymowa i akcent języka angielskiego niczym nie odstaje od międzynarodowych gwiazd.

Niepublikowana dotąd piosenka Smak Ust, podobnie jak poprzednicy, idealnie nadaje się do radia. Wyraźne i chwytliwe refreny, zmienne tempo i mocno wybite rytmicznie dźwięki, to jest to, co charakteryzuje twórczość artystki. Pośród zalewającego nas zewsząd chłamu i kiczu, ona – Lanberry, wyróżnia się na plus – co przekłada się na popularność jej singli w rozgłośniach radiowych.

Cieszy mnie, że artystka idzie bardziej w stronę elektro niż pop. Materiał zebrany na specjalnej edycji pokazuje nam jak na dłoni, że to artystka, która w przyszłości może zapisać się w historii polskiej muzyki popularnej, a słuchacze przez długie lata będą pamiętać jej pseudonim. Można powiedzieć, że Lanberry to „Zagadka”, której jeszcze nikt do końca nie rozpracował. Zauważając tendencję zwyżkową w twórczości Małgorzaty, nie mogę doczekać się kolejnego materiału.