Amber Run – For A Moment, I Was Lost (2017), recenzja Justyny Rojek

0
198

Co robi zespół, który nie dość, że traci kontrakt z własną wytwórnią płytową to na domiar złego rozstaje się ze swoim perkusistą? Może potraktować to jako okazję do zmiany i zadania sobie szczerego pytania: rzucić to wszystko, czy jeszcze raz zawalczyć? Grupa Amber Run będąc w takiej sytuacji wybrała tą drugą możliwość i na przekór trudnym chwilom zaryzykowała. W tym roku wydała drugi album o wymownym tytule For A Moment, I Was Lost i spróbowała jeszcze raz, tylko czy z pożytkiem dla swojej muzyki?

Poczucie niepewności w jakiej znalazł się Amber Run w 2016 roku okazało się siłą mobilizującą do działania. Dlatego choć debiutancki krążek 5AM obfitował w radiowe przeboje, na najnowszym albumie zespół nie kontynuował tej formuły. Co więcej zdecydowanie bardziej postawił na odkrycie swojej nowej artystycznej natury.

Otwarcie płyty FAMIWL od razu odsłania bardziej alternatywną, a miejscami nawet rockową wersję Amber Run. Zamiast indie-popowych kawałków w stylu Just My Soul Responding czy Pilot dostajemy mocniejsze brzmienia pod postacią Insomniac, No Answers oraz Island. Tę silną trójcę z miejsca wyróżnia również zbliżona warstwa liryczna. W piosence Insomniac po raz pierwszy usłyszmy tematykę dezorientacji z jaką jeszcze do niedawna zmagał się zespół. Całość rozpędzona przy dźwiękach dominującego pianina i perkusji zaskakuje dynamicznością oraz świeżością melodii. W No Answers w warstwie tekstowej dochodzi jeszcze próba zawalczenia z niepewnością sytuacji. A słychać to bardzo dobrze w zawodzącym głosie wokalisty, który wspierany brzmieniem gitary urasta w sile. W końcowej części utworu pełen żalu i złości zostaje jeszcze wzmocniony pulsującą perkusją. Na tle powyższej dwójki najbardziej wyróżnia się przepiękna kompozycja Island. Ujmująca warstwa muzyczna, spotęgowana przestrzennością dźwięków prezentuje refleksyjną twarz zespołu. To właśnie z tej piosenki pochodzi tytuł albumu i poczucie, że chłopaki stawiają na większą szlachetność dźwiękową.

Kolejna rzecz, która podkreśla odmienność najnowszego krążka od debiutu to także chęć eksperymentowania. Kawałek Haze, a właściwie ozdobnik pojawiający się w połowie albumu to najbardziej zaskakujące rozwiązanie jakie dotychczas  prezentuje Amber Run. I choć fajerwerków nie będzie, bo głos Joego Keogha modyfikuje jedynie vocoder, to warto po prostu docenić tę próbę poszukiwań nowej tożsamości muzycznej.

W dalszej części FAMWIL dość ciekawie prezentują się również kolejne utwory. White Lie, w którym podmiot liryczny powtarza: Jestem porażką, Jestem katastrofą (…) Jestem samotnikiem, Jestem nieudacznikiem, to niczym chęć wyrzucenia z siebie swoich frustracji. I choć próba zostaje podjęta to niekoniecznie przynosi ze sobą oczyszczenie. Piosenka kończy się dość niespodziewanie, tak jakby zabrakło jeszcze jednego niewyśpiewanego zdania. Z kolei bardziej nastrojowa kompozycja Fickle Game to najmocniejszy punkt na albumie. Rozpoczyna się przy subtelnych dźwiękach fortepianu, aby móc spokojnie rozwinąć swoje skrzydła przy wtórze nawarstwiającego się brzmienia gitary, perkusji i falsetu Joego. To istny pejzaż dźwiękowy, który wyraźnie wskazuje na większą wolność chłopaków po rozstaniu ze swoją wytwórnią płytową.

Niestety, ale na albumie nie zabrakło również piosenek rozczarowujących. Ballada Machine z pozoru może przynieść chwilowe wytchnienie. Jednak dłuższe zasłuchanie zwyczajnie nuży, a głos Joego staje się zbyt rzewny. Zawodzi również utwór zamykający cały krążek. Wastelands będąca wspomnieniem niespełnionej miłości ma za zadnie poruszać. Jednak z całości na pierwszy plan wysuwa się końcówka utworu, która przypomina uderzanie w przypadkowo napotkane instrumenty.

To co z pewnością wyróżnia najnowszy album Brytyjczyków to próba stworzenia dzieła dojrzalszego. Jeśli debiutancki krążek 5AM  był zestawem bardziej komercyjnych piosenek, to FAMIWL pozwala chłopakom na lepsze wykorzystanie swojej kreatywności. Kompozycje są mniej mainstreamowe, a bardziej ambitne z nastawieniem na odkrywanie nowych brzmień. Decyzja może i ryzykowna, bo nie każde rozwiązanie przynosi sukces, ale z pewnością dobrze rokująca na przyszłe działania zespołu.