Polacy zdobywają Berlin, oświadczyny podczas „Perfect” i niesamowity koncert Eda Sheerana. To najkrótsze podsumowanie tego, co działo się 27 marca 2017 roku w berlińskiej hali Mercedes-Benz Arena.
5:40
5:40, ruszam w kierunku hali, gdzie dojeżdżam mniej więcej o 6:20. Jest już kilkanaście osób, czekających w śpiworach i kocach termicznych. Podchodzę zająć miejsce w kolejce i pierwsze co słyszę, to język polski. Już wtedy wiedziałem, że może on zdominować poniedziałek pod halą. Samego oczekiwania nie będę opisywał, bo to było blisko pół doby oczekiwania na otwarcie bramek. Czy to normalne? Pewnie dużo osób myśli, że nie, ale zobaczyć osobę, którą słucham codziennie z bardzo bliska, licząc na najlepsze miejsca przy scenie powodują mobilizację do tak długiego czekania.
16:00
Jedna sytuacja z oczekiwania na otwarcie hali wymaga chyba opisania. Godzina mniej więcej 16:00, są już długie kolejki do bramek, niektórzy czekają 10 albo i więcej godzin i jak sumienie, szacunek i sprawiedliwość nakazuje, nowe osoby ustawiały się oczywiście na końcu kolejki. Nagle na sam początek kolejki podchodzą dwie dziewczyny z transparentem. „Ed, zrób sobie z nami selfie, prosimy”. Długo nie trzeba było czekać na reakcję osób z kolejki. Natychmiast pojawiły się przy nich osoby, mówiące ile godzin tu czekają i wskazujące koniec kolejki. Wiadomo było jednak, że żadna z nich nie ustąpi. Po chwili jedna dziewczyna z kolejki obok mnie na dużej kartce napisała coś po niemiecku i postawiła przy dwójce dziewczyn. Nie wiem, co tam było napisane, bo nie znam niemieckiego i nie zdążyłem zrobić zdjęcia, jednak szyderczy śmiech osób z kolejki mówi wszystko. Wiedziałem jednak, że wyśmiewanie przez kilkadziesiąt, a może i więcej osób nie pomoże. Kartka została wyrzucona, dziewczyny siedziały dalej. Zmierzają do sedna, pewna osoba z kolejki podeszła do jednego z ochroniarzy, przedstawiła całą sytuację. Długo się on nie zastanawiał. Od razu poinformował dziewczyny, żeby zajęły miejsce na końcu kolejki, bo po prostu nie zostaną wpuszczone. Ochroniarz dostał brawa, dziewczyny uciekły z płaczem. Da się!
17:30
O 17:30 zostały otwarte bramki. Wszystko poszło tak naprawdę sprawnie. Kilka wejść, dużo osób do sprawdzania osób i można było zająć miejsce na płycie. Tyle czekania, wymarzony koncert coraz bliżej. O 19:00 pierwszy support – Ryan McMullan. Mam tak, że przed koncertem nie sprawdzam supportów jeśli ich nie znam. Liczę na to, że dźwięki spodobają mi się od pierwszego usłyszenia i tak też było tutaj. Od pierwszych sekund wiedziałem, że to odpowiednia osoba na rozkręcanie publiczności przed Sheeranem. Magiczny koncert, który sprawi, że po powrocie z pewnością będę śledził poczynania McMullana. Drugiego supportu nie będę oceniał. Porównując to do Ryana Keena, który w Warszawie występował przed Sheeranem – dla mnie w zupełności wystarczyłby tutaj Ryan McMullam. Głos Anne-Marie mi nie podchodzi i czekałem po kilku utworach, aż zejdzie ze sceny. Nie hejtuję, po prostu nie podchodzi mi jej głos. Świetnie poruszała się po scenie, bawiła się na niej, złapała dobry kontakt z publicznością i sporej grupie raczej się podobało. Mnie do śledzenia jej kariery raczej na ten moment nie zachęciła.
Przerwa. Dość długa przerwa. Jeśli support ma rozgrzewać, to rozgrzał, ale przerwa pomiędzy Anne-Marie a Edem Sheeranem trwała trochę długo. Może to problemy ze sprzętem, bo ktoś z obsługi technicznej wyszedł z mikrofonem, później z nim wrócił, kilka razy sprawdzał looper Sheerana. Trudno. Przerwa trwająca jakieś 20 minut została wybaczona gdy Sheeran pojawił się na scenie. Na to czekali wszyscy, na to czekałem też ja.
Scena robi świetną robotę. Wizualizacje niejednokrotnie dopełniały całość. Grafiki podczas „I See Fire” były bezkonkurencyjne. To tak naprawdę pierwszy raz, kiedy za Edem pojawiają się tak ogromne ekrany. Do całości należy dodać światła oraz duże elementy z reflektorami, które pod koniec koncertu spuszczały się na dół. Pamiętam, że w Warszawie za Sheeranem był jeden duży ekran i to chyba tak naprawdę tyle. Nowe elementy są jednak świetnie dobrane. Zostaje klimat Sheerana, który kojarzony jest z tego, że zadziwia samym głosem i grą na gitarze – nie potrzeba nic więcej. Wizualizacje dodają jednak kolejny ciekawy element, który się zapamięta – z pewnością za sprawą „I See Fire”.
Nie wiem, czy jest sens opisywać się na temat głosu i gry Sheerana. To jest po prostu mistrzostwo, które zadziwia za każdym razem, często powoduje ciarki na całym ciele i sprawia, że chce się cały czas więcej. Głównie z tego względu, że blisko dwugodzinny koncert minął w mgnieniu oka i nie spodziewałem się, że tak szybko będę musiał wychodzić z hali.
Oświadczyny podczas „Perfect” są czymś, o czym warto wspomnieć. Idealna piosenka na taki moment, idealna na pierwszy taniec podczas wesela i jak dla mnie lepsza od „Thinking Out Loud”, dokładnie tak jak sam Sheeran zapowiadał. Nie umknęło to oczywiście uwadze Eda. Piski i okrzyki towarzyszące oświadczynom zauważył Sheeran, który po skończeniu utworu pogratulował parze. Świetny moment, który też sprawia, że koncert będzie niezapomniany. W końcu takie wydarzenia często nie mają miejsca.
Pierwszy raz byłem na koncercie za granicą, jednak dało się odczuć całkowicie inny klimat, niż ten w Polsce. Wiadomo, że Polacy są najlepszymi fanami na świecie. Tutaj nie było żadnych akcji koncertowych. Sporo osób po prostu stała, a na trybunach dużo osób siedziało. Akcja koncertowa z nagrodą Grammy z Warszawy i inne podczas tego dnia były doskonałe, tutaj tego zabrakło. Nie zabrakło jednak polskich flag. Stojąc bardzo blisko barierki na płycie, widziałem ich co najmniej pięć i myślę, że nie umknęło to uwadze Eda. Szczególnie podczas „Sing”, kiedy to byłem pewien, że Sheeran przez kilka sekund patrzy na polską flagę, na której coś było napisane. Ed nie przyjechał do Polski, Polska przyjechała do Eda. Podczas następnej trasy musi zaplanować koncerty u nas, bo to już zapewne nie będzie mu wybaczone…
Było warto jechać z Krakowa do Berlina, stać pół doby w kolejce, wydać kupę pieniędzy, żeby zobaczyć przez niecałe dwie godziny Eda Sheerana. Niesamowite mash-upy w jego wykonaniu (Don’t / New Man mistrzostwo), covery innych utworów oraz oczywiście swoje kawałki. Nie rozumiem krytykowania Sheerana za najnowszy album. Szczególnie po tym magicznym koncercie. Największy minus? Brak „Supermarket Flowers” (na które czekałem najbardziej) i tylko dwa kawałki podczas „bisu”. Mimo wszystko wybaczam. Było nieziemsko.
Teraz czas na depresję pokoncertową.
Setlista:
- Castle On The Hill
- Eraser
- The A Team
- Don’t / New Man
- Dive
- Bloodstream
- Happier
- Galway Girl
- How Would You Feel (Paean) – z Ashtonem Mirandą ma scenie
- Human / I See Fire
- Barcelona
- Perfect
- What Do I Know?
- Nancy Mulligan
- Thinking Out Loud
- Sing
Bis
- Shape Of You
- You Need Me, I Don’t Need You











