Lorein – Złamania (2017), recenzja Michała Szuma

Pisać piosenki o miłości to duża sztuka, ale jeszcze większą jest robić to w taki sposób, aby nie powstała z tego typowa piosenka miłosna. Oczywiście – tekst, w którym mowa o złamanym sercu, raczej nie podchodzi pod kategorię „piosenek miłosnych”, choć wciąż tkwimy z nim przy tematyce miłosnej, niemniej często to melodia czyni z danej piosenki twór chwytający za serce (patrz Last Christmas: piękna muzyka swoje, a bądź co bądź smutny tekst swoje). Dziś na tapet bierzemy Lorein i ich podejście do sprawy.

Sinusoida miłosnych opowieści

Najnowszy krążek grupy, czyli Złamania, to opowieść meandrująca pośród wątków uczuciowych, związanych ze stanem zakochania. Czasami jest to opis miłości odwzajemnionej, czasami nie, lecz bywa i tak, że do wszystkiego dochodzi sporo brutalnych i łamiących serce słów. O płycie można mówić jako o spójnym koncepcie, bo między poszczególnymi utworami dochodzi czasem do bardzo dyskretnych koneksji, lecz pojedyncze piosenki z równym powodzeniem mogą również funkcjonować jako osobne byty. Na pewno ciekawym smaczkiem, spinającym początek i koniec niczym klamra, jest wątek tonięcia: w utworze Fale jest to tonięcie w oczach, co jest zalążkiem zakochania, natomiast w Wiśle – tonięcie w Wiśle, będące jego śmiercią.

Wspomniane już Fale, otwierające album, są dość niejednoznaczne, bo niby te oczy pochłonęły, niby pojawiła się miłość, ale z wydźwięku tekstu wynika również, że w danej chwili jest to nie do końca pozytywne uczucie. Ale jeżeli można dokonać pewnego połączenia z bezpośrednio następną piosenką, to właśnie tam, w Dźwiękach Rozstania, sytuacja wyraźnie się klaruje.

Takie łączenie w pary (albo nawet dłuższe sekwencje) jest w wielu przypadkach bardzo uzasadnione i wydaje się celowe, bo kolejny taki przykład, w tym przypadku bodaj sztandarowy dla całego albumu, to utwór Złamania – punkt zwrotny płyty, gdzie trwające uczucie wygasa. Ale smutek nie trwa długo, gdyż już następny kawałek, Ładny, jest najbardziej pozytywny na całej płycie. „Do góry głowa”, „nie stój w miejscu”, „nie myśl co by było gdyby…”, to tylko część pozytywnych wibracji przekazywanych przy okazji tego numeru. Co ciekawe, takie podejście zdaje się działać, bo kolejne w kolejce 5×5 jest już opowiastką stricte o miłości – w domyśle nowej miłości.

https://www.youtube.com/watch?v=_jBfNBXeDig

Ale czym byłby te słowa bez odpowiedniej aranżacji muzycznej. Złamania to połączenie indie rocka z lekkimi synth popowymi nalotami, a zatem znajdziemy tam przede wszystkim gitary i klawisze w różnej formie i brzmieniu. Nie jest to może górnolotne granie, sporo w nim prostoty i minimalizmu, ale nie zawsze jest to minusem. Wszystko zależy od klimatu jaki chce przekazać zespół i w większości przypadków decyzje te są trafione. Najlepsze przykłady stanowią wspomniane już utwory Ładny czy 5×5, ale równie dobrze widać to na przykładzie Liści, gdzie warstwa muzyczna ogranicza się właściwie do dwóch ścieżek: wokalu i lekkiej melodii w tle. Dopiero pod koniec następuje lekkie przyspieszenie, ale jest to już raczej zwiastun kolejnej pozycji na playliście aniżeli dopełnienie piosenki (i znowu ocieramy się o te wzajemne połączenia!).

Na koniec słów parę o wokalu. Co prawda głos pana Łukasza nie jest może wybitny, niemniej nie można mu zarzucić, że nie jest charakterystyczny. Sporo osób próbuje porównywać go chociażby do wokalu pana Artura Rojka, ale według mnie takie porównania są dla artysty krzywdzące, a przynajmniej powinny być, gdyż każdy buduje swoją własną markę. Tak czy inaczej, partie wokalne nie mają w sobie fragmentów, które jakoś wybitnie kolą w oczy, a bardzo często leżą one na drugim biegunie – są dopowiedzeniem historii opowiadanej przez tekst czy linię melodyczną.

Finalny produkt tak poskładanej mozaiki to właśnie Złamania: 11 kompozycji ułożonych w emocjonalną sinusoidę. Kto chce, ten może dopatrzeć się wzajemnych korelacji pomiędzy poszczególnymi utworami i słuchać ich od deski do deski, lecz z równym powodzeniem płyty można słuchać jako zbiór bytów niezależnych, wybiórczo, chociażby w dopasowaniu do aktualnego nastroju. Polecam przetestować oba warianty.

Czytaj również

Pisać piosenki o miłości to duża sztuka, ale jeszcze większą jest robić to w taki sposób, aby nie powstała z tego typowa piosenka miłosna. Oczywiście - tekst, w którym mowa o złamanym sercu, raczej nie podchodzi pod kategorię "piosenek miłosnych", choć wciąż tkwimy z...Lorein - Złamania (2017), recenzja Michała Szuma