Słowo „chaos” zdecydowanie źle się kojarzy. W muzyce oznacza pewną niespójność, bałagan i brak pomysłu na album będący pewnie zlepkiem różnych gatunków muzycznych. Dlaczego więc Wojtek Mazolewski postanowił nazwać swoje dzieło chaosem, ale pełnym idei? Na to pytanie postaram się odpowiedzieć w recenzji.
Najnowszy projekt Mazolewskiego to z pewnością projekt wyjątkowy, chociażby dlatego, że na albumie udziela się tak wiele znakomitych gości. Lista artystów, z którymi Wojtek współpracował przy Chaosie pełnym idei jest imponująca. Mamy tu wokalistów zajmujących się różnymi dziedzinami muzyki. Jest Justyna Święs, jest Piotr Zioła, Ania Rusowicz, Misia Furtak, Janusz Panasewicz, Vienio.. a to jeszcze nie wszyscy. Czy zaproszenie tylu gości wyszło Mazolewskiemu na dobre? Na pewno wprowadziło to różnorodność, ale czy nie tytułowy chaos?
Za największą zaletę tego albumu uważam piosenkę, którą kompozytor nagrał z połówką formacji The Dumplings. Śpiew Justyny Święs w Organizmach pięknych jest delikatny, uroczy, ale ten jej sposób śpiewania nie jest oklepany i oczywisty. Piosenka idealna na singiel szybko wpada w ucho. Świetna jest też jej melodia. Utwór jest bardzo dobrą zapowiedzią całego krążka. Jakie kompozycje warto jeszcze wyróżnić? Na pewno Kolor czerwieni nagrany wspólnie z niedawnym debiutantem, czyli z Piotrem Ziołą. Niezwykle modne ostatnio nazwisko, artysta odnoszący sukcesy już przed wydaniem debiutanckiego krążka, posiadający coraz więcej fanów. No i dobry, rockowy akcent na płycie Mazolewskiego. Kolor czerwieni ma intrygującą, ciemną linię melodyczną i niezły klimat. Ta piosenka i hipnotyzujący głos Piotra nie chce wyjść z mojej głowy.
Kolejne nazwisko, o którym ostatnio mówi się bardzo dużo. Natalia Przybysz zaśpiewała w nostalgicznym utworze o tytule Angel of the Morning/Bangkok. Przyznam, że słucha się tego dobrze, choć sama piosenka wprowadza smutną atmosferę. Zaletą tej kompozycji jest na pewno silny głos Natalii i to, że śpiewa bardzo emocjonalnie. Zupełnie inaczej jest w piosence Twoi idole/Bombtrack, która faktycznie jest taką bombą na tym krążku. Wybucha i wprowadza muzyczny bałagan i mam wrażenie, że cały kawałek jest jedną wielką improwizacją. White Rabbit z Anią Rusowicz to kolejny utwór, który nie klei się z całością, a pasuje raczej do bigbitowego wizerunku wokalistki. Vademecum Skauta/Punkt Gdańsk w wykonaniu Panasewicza i Borysewicza to akcent związany z polskim klasycznym rockiem, jednak też wprowadza mi to jakiś nieporządek. Ciekawym utworem jest jeszcze Polish girl z Johnem Porterem, choć podobnie jak w poprzednich przypadkach, jestem nastawiona do tego dość sceptycznie. Dlaczego?
Tytuł Chaos pełen idei może i jest chwytliwy. Jednak zauważam tu dużo chaosu, różne idee, a brak mi tej jednej, która byłaby trzonem całego albumu, która by go spajała w jedną, dobrą całość. Muzycznie trudno tu zarzucić jakieś konkretne błędy, bo dla mnie każda piosenka jest z innej bajki. Inaczej będzie w rockowym kawałku, inaczej w bigbitowej konwencji, a inaczej w The Banana Boat Song, które w ogóle nie pasuje mi do krążka. Do tego dochodzą jeszcze instrumentalne kompozycje, które są miłymi przerywnikami. Jednak co one dają słuchaczowi, gdy zaraz jego uszu dopadnie muzyczny bałagan? Chaos pełen idei jest albumem dla wrażliwego słuchacza, na pewno nie dla każdego, bo nie każdy doceni taką mnogość muzycznych inspiracji. Niektórym na pewno się to spodoba. Ale dla mnie to za dużo. Moje uszy zdecydowanie męczą się od natłoku chaosu.


A może ta płyta to idea pełna chaosu? Cały czas się zastanawiam jak jest naprawdę? :-)
Możliwość dodawania komentarzy nie jest dostępna.