Wulkan energii, niezwykle pozytywny chłopak, ale przede wszystkim świetny wokalista. Kamil Bednarek, bo on nim mowa w środowy, zimny, listopadowy wieczór wystąpił w warszawskim klubie Palladium, gdzie zagwarantował wszystkim przypływ energii i świetną zabawę. Zapraszam do przeczytania relacji z tego wydarzenia.
Jedno jest pewne. Miejsce Kamila Bednarka jest zdecydowanie na scenie. Jego koncert to prawdziwa energetyzująca bomba pełna dźwięków muzyki reggae. Z każdą kolejną piosenką było tylko lepiej. Artysta potrafi zachęcić do wspólnej zabawy dosłownie wszystkich, nie odpuszczając nawet ostatnim rzędom.
A na koncercie w Palladium zdecydowanie było się przy czym pobawić i poskakać. Bednarek zaśpiewał swoje największe przeboje zarówno z debiutanckiego albumu Jestem, jak i ostatniej płyty Oddycham. Publiczność wypełnionego po brzegi klubu mogła posłuchać między innymi takich piosenek jak: Euforia, List, Sailing czy doskonałej interpretacji Dni, których jeszcze nie znamy. Na setliście koncertowej znalazły się również utwory zespołu StarGuardMuffin, w którym to Kamil zaczynał swoją przygodę z muzyką. W miniony wieczór na żywo zabrzmiało 1 2 w górę ręce oraz Pół żartem. Koncert nie byłby doskonały bez obecności Staffa, który razem z Bednarkiem rozgrzewał warszawską publiczność. Na bis zabrzmiał wyczekiwany tego wieczoru kawałek Chwile jak te.
90 minut muzycznego spotkania z Bednarkiem upłynęło pod znakiem świetnego klimatu powstałego za sprawą muzyki artysty oraz jego doskonałego kontaktu z publicznością. Bednarek ma w sobie tyle energii, że potrafi naładować wypełnioną po brzegi salę ludzi. W miniony wieczór klub Palladium za sprawą dźwięków reggae niewątpliwie zamienił się w muzyczną Jamajkę. Zimny, deszczowy wieczór artysta zdecydowanie zamienił w gorący klimat i świetną zabawę. To co wydarzyło się na scenie ciężko opisać słowami, najlepiej przeżyć to osobiście i przy najbliższej okazji wybrać się na koncert Bednarka.
Dziękujemy kochani! :D
Gepostet von Kamil Bednarek am Mittwoch, 16. November 2016


