Tradycyjnie coroczna Pomarańczowa Trasa Kultu zgromadziła w Stodole tłumy. Bilety wyprzedały się na oba warszawskie koncerty długo przed wydarzeniem. Nie ma się czemu dziwić – Kult jest w formie, nie zwalnia tempa i gra energiczniej niż niejedna młoda rockowa kapela. W ostatni październikowy weekend mogliśmy usłyszeć nie tylko największe przeboje grupy, ale także materiał z nowego wydawnictwa. Kazik i spółka zaserwowali, jak zwykle, solidny set przerywany co jakiś czas krótkimi anegdotami frontmana.
Koncert legendy polskiego rocka poprzedził półgodzinny występ Illegal Boys, którzy w swojej twórczości łączą reggae z ulicznym folkiem. Zespół z Bydgoszczy gra akustycznie a ich brzmienie jest unikalne dzięki użyciu armii egzotycznych instrumentów. Sekcję rytmiczną tworzy kontrabas i afrykańska skrzynia, tzw. cajon. Pozytywne dźwięki instrumentów, takich jak: gitara akustyczna, mandolina, ukulele, banjo, harmonijka ustna, grzechotki i saksofony, odpowiednio rozgrzały atmosferę przed gwiazdą wieczoru.
Kult rozpoczął koncert tuż po 20:00, od utworu Jeśli będziesz tam, ze świeżo wydanego albumu Wstyd. Piosenka okazała się dobrym wprowadzeniem do całego występu. Większość setlisty wypełniona była największymi przebojami zespołu, gdzieniegdzie przeplatanymi premierowymi piosenkami. Nie zabrakło oczywiście Baranka, wykrzyczanego przez całą salę, Celiny w szybszej wersji czy Wódki. W utworze Niejeden pojawił się gość specjalny – Janusz – syn Kazika, który już na poprzednich trasach występował razem z ojcem na scenie. Muzycy kilkakrotnie zwalniali i przyspieszali tempo koncertu, nie dając nudzić się publiczności.
Tradycyjnie serię bisów, które trwały pół godziny, rozpoczął jeden z największych szlagierów Kultu – Polska. Od pierwszych dźwięków gitary basowej całą salę ogarnęło szaleństwo i piosenka od początku do końca została wyśpiewana przez fanów razem z Kazikiem. Pozostałe numery kończące koncert to stałe punkty w repertuarze zespołu: Konsument, Po co wolność, Krew Boga, Totalna stabilizacja i Sowieci. Bisowe utwory to integralna część każdego koncertu Kultu i mocne zakończenie wieczoru.
Koncerty Kultu cenię nie tylko za możliwość usłyszenia na żywo jednego z najważniejszych polskich zespołów, ale także za profesjonalizm i rzetelność, które artyści prezentują na scenie. Gwiazdorskie zagrywki takie jak obsuwa w wyjściu na scenę czy odpuszczanie koncertu są dla nich obce. Często muzycy rockowi z upływem lat skracają swoje koncerty bo najzwyczajniej w świecie nie mają zdrowia na takie granie, jak 10 czy 20 lat wcześniej. Kult natomiast niezmiennie od lat pokazuje niespożytą energię. Dowody najlepiej widać w statystykach. W Stodole usłyszeliśmy aż 37 piosenek, koncert trwał trzy godziny, a na muzyków czekaliśmy „aż” 7 minut.



