Limboski – W trawie. I inne jeszcze młode (2016), recenzja Kamila Pawłowskiego

0
242

Tym razem Limboski nie musiał martwić się o zebranie kwoty na wydanie płyty. Siódmy krążek w dorobku Michała Augustyniaka pojawia się na rynku dzięki kontraktowi z Sony Music. Wydaje się, że po wieloletniej aktywności na scenie głębokiej alternatywy muzyk akcje crowdfundingowe ma na szczęście już za sobą.

Z ogromną ciekawością, ale przyznam też z pewnym niepokojem przyjąłem fakt o podpisaniu przez Limboskiego kontraktu z dużą wytwórnią fonograficzną. Ciekawością – ponieważ artysta z Krakowa jest niesamowicie utalentowanym tekściarzem i gitarzystą, co udowodnił wiele razy. Niepokojem – ponieważ podpisanie kontraktu z dużą wytwórnią niesie ze sobą poważne ryzyko – ryzyko, czy ktoś nie zacznie układać kariery Limboskiemu pod swoje dyktando.

W trawie. I inne jeszcze młode to podsumowanie dotychczasowej działalności Augustyniaka wzbogacone o kilka smaczków. Na albumie znalazło się osiem starannie wybranych numerów z dwóch najważniejszych krążków z sześciopłytowej dyskografii. Oprócz utworów z płyt Cafe Brumba i Verba Volant na wydawnictwie zagościły piosenki wcześniej niepublikowane, i te które w ostatnich miesiącach z powodzeniem krążyły po rozgłośniach radiowych.

Jedną z premierowych piosenek jest chwytliwa kompozycja W trawie. Utwór szybko stał się największym hitem (choć sam autor wolałby unikać tego słowa) Limboskiego i długi czas utrzymywał się na liście przebojów Trójki. Po sukcesie tego kawałka Augustyniak nawet ironizował, że nagrał z zespołem w końca coś do posłuchania. Numer powstał w studiu Rogalów Analogowy wraz z inną premierową piosenką Świat to kwiat. Gdybyśmy dodali do tego tylko Nie poddawaj się i Nie boję się śmierci, mielibyśmy bardzo spójny album. Harmonię kompozycyjną krążka burzą Wesołe rozmowy z otchłanią, w których lider zespołu pozwala sobie na bardziej rockową odsłonę swojej osobowości, znaną z płyty Tribute to Georgie Buck. Utwór kończy się gitarową solówką. Oczywiście to nie wada. Ten kawałek wyrywa z nostalgii i melancholii, w które popadamy, słuchając wcześniejszych piosenek.

To, co zdumiewa w twórczości Michała Augustyniaka, to łatwość, z jaką tworzy on piękne, melodyjne tematy i jak stylowo robi z każdej piosenki historię wpadającą w ucho. Nie znajdziemy tu przypadkowych wersów. Ba! Na próżno szukać tu przypadkowych słów. Można śmiało powiedzieć, że teksty wokalisty z Krakowa ocierają się o poezję, która świetnie koresponduje z warstwą muzyczną. Augustyniaka brzmieniowo wspierają: znakomity klawiszowiec Jacek Cichocki i Jakub Rutkowski na bębnach. A na Cafe Brumba i Verba Volant mogliśmy usłyszeć także świetnego kontrabasistę Jacka Mazurkiewicza.

Limboski to świadomy artysta sięgający do muzycznej kwintesencji amerykańskiej sceny bluesowej. W jego twórczości słychać jednak także brzmienia z licznych podróży – i to niekoniecznie tych all inclusive. Każdy nowy album Limboskiego jest inny od poprzedniego, a jednocześnie każdy pozwala Augustyniakowi kontynuować podróż trasą, którą wytyczył sobie dobre kilka lat temu. To wszystko połączone z jego charyzmą, dojrzałością i wrażliwością sprawia, że za nic nie chce się wyjść z tego fantasmagorycznego świata.