Alter Bridge – The Last Hero (2016), recenzja Justyny Rojek

0
228

Nie ma co owijać w bawełnę, na panów z Alter Bridge można zawsze liczyć –  wrócili i to w wielkim stylu! Mając w pamięci ich ostatnią świetną płytę Fortress i poczucie, że ich pozycja jest starannie budowana od 2004 roku, pozostało tylko jedno zasadnicze pytanie: w jakim kierunku pójdzie ich najnowsze dzieło? Jak się okazuje album The Last Hero nie tylko zaskoczy, ale z pewnością narobi sporo słusznego zamieszania!

Płytę najlepiej rozpocząć od trylogii obejmującej utwory: Show Me A Leader, This Side Of Fate oraz The Last Hero. Taki układ sił z pewnością najlepiej ukaże esencję najnowszego materiału. Singiel i jednocześnie kawałek otwierający piąty album Show Me A Leader z chwytliwym hiszpańskim gitarowym intro z miejsca porywa nas w zdecydowanie cięższe i mroczniejsze niż dotychczas brzmienie Alter Bridge. Piosenka idealnie oddaje poczucie rozczarowania ludzi obecną sytuacją na świecie. Brak godnych zaufania i skutecznych przywódców doprowadza do coraz większego podziału i sieje zamęt w społeczeństwie. Tym bardziej uzasadnione jest wołanie w refrenie: Pokaż mi lidera, który nie pójdzie na kompromis, pokaż mi lidera, dzięki któremu nadzieja nigdy nie umrze! Kontynuacja powyższej historii w postaci This Side Of Fate to próba ukazania konsekwencji jakie wynikną z podjęcia pewnych decyzji. Z pozoru spokojniejszy wydźwięk utworu nacechowany  jest  sporą dawką emocji, które w ostatecznym rozrachunku muszą gdzieś znaleźć swoje ujście. W tym celu zespół stosuje sprawdzony zabieg w postaci gitarowej solówki jeszcze bardziej akcentującej nieuchronność losu. Z trzecią kompozycją The Last Hero od razu zaczynamy od mocnego przytupu: Słyszysz kroki marszu? Uderzenia bębnów? Jeszcze raz, psy chcą krwi… Już wiadomo, że sprawy zabrnęły za daleko przez co Tyrani przejmują stery, odurzają kłamstwami, a to doprowadza już tylko do najważniejszego pytania: Czy straciliśmy ostatniego bohatera? Myślę, że zespół mając świadomość ważnego przesłania jakie niesie w sobie piosenka zastosował przed ostatnim refrenem tzw. most, który z pewnością utrzyma zainteresowanie słuchacza na dłużej. Nie zmienia to faktu, iż piosenka jest długa, skomplikowana i nie lada wyczynem będzie jej wykonywanie na żywo!

Po dość solidnej dawce moralizatorskiej warto przejść do kompozycji, które ucieszą ucho, bo bez problemu do niego wpadną. Numerem jeden jest zdecydowanie kawałek Cradle To The Grave, który najbardziej zachwyci fanów spragnionych bardziej przebojowej strony albumu. Główny riff na którym zbudowana jest cała piosenka emocjonalnie przypomina wybitne dzieło Blackbird. Zresztą również strona liryczna skupia się na podobnym temacie jakim jest ulotność życia: Czas maszeruje, nie mamy nic (…) Nic nie trwa wiecznie, i nic nigdy nie zostaje takie samo. Ból po stracie bliskiej osoby po raz kolejny posłużył jako inspiracji do stworzenia czegoś przepięknego, a gitarowa solówka wyraziła frustracje i złość płynące z tej bolesnej rany. A teraz kawałek, który po prostu miażdży od pierwszych dźwięków – ciężki, ale zarazem chwytliwy riff plus pełen przestrogi głos Mylesa to wszystko zawiera Crows On A Wire. Oni tylko czekają jak wrony na prętach, węszą i spiskują – to wszytko, co robią. Kogo tym razem pod lupę wzięło Alter Bridge? Jasne, że media, ale te z najgorszej półki, gdzie żądza sensacji sprowadza wszystko na sprzedaż. Osoby publiczne powinny mieć się na baczności – ryzyko odarcia z życia prywatnego oraz co więcej utraty pozycji z dnia na dzień jest więcej niż pewne!

Niestety, ale na najnowszym albumie próżno szukać sentymentalnych ballad w stylu Lover z płyty Fortress czy Watch Over You z Blackbird. W sumie nie ma co się dziwić, gdyż panom tym razem bardziej po drodze było z problemami współczesnego świata niż kwestiami miłosnymi. Zachowały się natomiast piosenki z kategorii ku pokrzepieniu serc. Zacznijmy więc od autobiograficznego My Champion z wyraźnym nawiązaniem do slashowskich klimatów. Kennedy w jednym z wywiadów przyznał, że głównym impulsem do stworzenia tego kawałka było jego dzieciństwo i trudności w dorównaniu swoim rówieśnikom. Czasami tracimy wszystko tylko po to, by zrozumieć, że trzeba walczyć i ponownie stanąć do boju – to właśnie tymi słowami rodzice i nauczyciele dodawali otuchy młodemu Mylesowi w chwilach całkowitego zwątpienia. Gdy przechodzimy do You Will Be Remembered dalej czujemy wydźwięk budującej melodii z jednoczesnym powrotem do tematyki bohatera. Piosenka jest pięknym hołdem złożonym wszystkim osobom, które codziennie ryzykują swoje życie na rzecz drugiego człowieka. Dla tych, co poświęcili wszystko, zaśpiewamy (…) Zawsze będziecie bohaterami, a my będziemy śpiewać, więc będziecie zapamiętani.

Z pewnością słuchając The Last Hero swoją uwagę zwracają również The Writing On The Wall oraz The Other Side. Od pierwszych dźwięków wiadomo, że panowie nie tylko są mocno wkurzeni, ale również buntują się przeciwko ludzkiej głupocie. Pierwszy numer to tak zwany killer song – nie ma szans aby przejść obok niego obojętnie. W potężnym głosie Mylesa słychać wyraźne oburzenie faktem, że niektórzy z nas nadal zaprzeczają istnieniu globalnego ocieplenia: Odrzucasz każde ostrzeżenie (…) A napisy na murach mówią, że nadejdzie koniec. Dodatkowo wsparcie w postaci ostrego gitarowego brzmienia jeszcze bardziej umacnia nas w przekonaniu jak paląca jest to kwestia! The Other Side z jednym z najcięższych gitarowych riffów w historii AB najbardziej ze wszystkich piosenek wzbudza w słuchaczu przekonanie, że koniec może okazać się tragiczny w skutkach: Rytuał się rozpoczyna, myślisz, że bramy niebios czekają, ale to będzie tylko piekło! Co istotne zespół, nie narzuca nam swojego zdania, ale jako świetny obserwator bada aktualną kondycję świata i wyciąga tylko oczywiste wnioski!

Być może pierwsze przesłuchanie album The Last Hero przyniesie mieszane uczucia. Melodie okażą się momentami przekombinowane, agresywne, a teksty piosenek zbyt problematyczne. Jednak nikt nie powiedział, że będzie prosto! Oswojenie z nowym materiałem AB zwyczajnie wymaga większej ilości czasu i zaangażowania niż w przypadku poprzednich płyt. Chłopaki nie tylko wyciągnęli najcięższy kaliber jeśli chodzi o brzmienie, ale także przyłożyli się pod kątem lirycznym. Tremonti wspominał w jednym z wywiadów, że tworząc piątą płytę przyświecał im jeden zbożny cel – zainteresowanie jak największej ilości ludzi obecną, niestety, pogarszającą się sytuacją na świecie. Półśrodki nie wchodziły w grę, więc zespół zaryzykował i wydał album stanowiący kwintesencję współczesnego hard rocka. A przekonać będzie się o tym można na żywo, bo już 16 listopada w katowickim Spodku Alter Bridge zagra swój pierwszy w pełni samodzielny koncert w Polsce!

PS. A tak było dwa lata temu w Łodzi:

https://www.youtube.com/watch?v=4sgrQFerxZE