Pseudonim artystyczny LP do niedawna mówił nam jeszcze niewiele, a kryjąca się za nim wokalistka nie wiązała się z niczym konkretnym. Wszystko jednak się zmieniło, gdy w stacjach radiowych pojawiła się wyjątkowa kompozycja Lost On You, a oczy świata zwróciły się na jej autorkę, czyli Laurę Pergolizzi. Jak się okazało dla pochodzącej z Nowego Jorku artystki nie był to wcale debiut muzyczny. Pergollizzi do tej pory wydała trzy pełne płyty oraz dwie EP-ki. A w show biznesie funkcjonuje głównie jako ceniona kompozytorka – tworzyła m. in. dla Rihanny, Christiny Aguilery, Rity Ory czy Backstreet Boys. Tym razem jednak ponownie postanowiła zawalczyć o własną tożsamość wydając kolejną EP-kę Death Valley. Czy właśnie nadchodzi jej moment, trwający dłużej niż przysłowiowe pięć minut? Przekonajmy się!
Zacznijmy od tego co najlepsze, a mianowicie wielkiego hitu ostatnich miesięcy – Lost On You. Spokojnie można uznać, że Pergolizzi stworzyła miłosną piosenkę tego roku. Historia nieudanej relacji wyśpiewana w formie wiwatu na cześć utraconych chwil to przede wszystkim próba rozliczenia się z przeszłością. Można powiedzieć, że miłość po raz kolejny pokazuje swoje kruche oblicze. Ostatecznie jednak pomimo całego bólu spowodowanego rozstaniem wokalistka nadal wierzy, że pewne rzeczy można jeszcze cofnąć: Przytul mnie i bądź cierpliwa jak kiedyś. Powiedz mi, że kochasz mnie bardziej niż nienawidzisz (…) I że nadal jesteś moja … Przepiękna i do tego lekka ballada z przejmującym głosem wspieranym co jakiś czas charakterystycznym gwizdaniem przenosi słuchacza w osobliwe klimaty muzyczne z nurtu spaghetti western. Kolejnym utworem, który z pewnością zadziała na gusta szerszej publiki jest Muddy Waters. Tytułowa mętna woda to odpowiednik depresji z którą zmaga się podmiot liryczny. Mając tego świadomość prosi o pomoc w wydostaniu się z tego położenia, ale jednocześnie zaznacza, że będzie to wiązało się z poświęceniem: To, co zobaczysz, jest najgorszą wersją mnie. Ale ona nie jest ostatnią. Muzycznie poznajemy bardziej mroczną wersję LP wzmocnioną oryginalnym chórkiem gospel oraz klaskaniem. Jako ciekawostkę warto dodać fakt, iż owa piosenka pojawiła się w finałowej scenie ostatniego sezonu serialu Orange Is The New Black.
W dalszej części EP-ki artystka prezentuje przed nami swoje kolejne odsłony. Wybierając popową kompozycję Other People poczujemy jak swobodna melodia wzmocniona rozpoznawalnym gwizdaniem pobudza nasze ciało do kołysania. Z kolei tekst piosenki ujawni nam frustracje wynikające ze złamanego serca. Namiętne chwile spędzone z ukochaną okazały się nic nie warte, gdyż przy pierwszej nadarzającej się okazji oddała się w ramiona kogoś innego. Wokalistka pogodziła się z tym i nie przebierając w słowach rozlicza się z dawną miłością: Nigdy nie przejmowałyśmy się innymi ludźmi. Zniszczyłaś czar i chciałaś czegoś innego. Cóż, pieprz się z innymi ludźmi. Dynamiczny kawałek Death Valley przenosi nas z kolei w klimaty bardziej rock’n’rollowe. A Pergollizzi z lekkim zadziorem w głosie próbuje w nas zaszczepić młodzieńczą beztroskę i nakłonić do życia na całość: Powiedziała, że nigdy nie umrzemy. Czekaj, czekaj, czekaj. Utwór nie dość, że wprawi nas w stan wyraźnego rozluźnienia to jeszcze zdecydowanie bardziej podniesie poziom naszej energii. Jedynie słuchając kompozycji Strange pojawiają się mieszane uczucia. Choć możliwości wokalne Pergolizzi są tu wystawione na najwyższe obroty to dostajemy tak na prawdę standardowy popowy kawałek. Może o taki efekt chodziło ale z LP mogę się tylko udać nagrania niebanalne.
Wracając do pytania z samego początku recenzji – czy z Death Valley nastąpi przełom w karierze wokalistki? Można uznać, że już nastąpił bo w końcu jej piosenka święci triumfy w wielu miejscach na świecie, a sama artystka wyszła z ukrycia i przestała działać tylko jako kompozytorka. Połączenie mocnego wokalu przypominającego brzmieniowo Gwen Stefani oraz oryginalnego stylu niczym Sia okazało się na tyle trafione, że w tym momencie LP mogłaby spokojnie kończyć szykować materiał do płyty długogrającej. Tym bardziej, że ostatnio trochę bez szału jeśli chodzi o wokalistki, Pergolizzi powinna kuć żelazo póki gorące.


