Kazik jest w pełni niespokojnym artystycznie duchem. Z jednej strony na stałe, dożywotnio wręcz zadomowionym w pieleszach Kultu, z drugiej niezmiennie poszukującym, przełamującym kolejne tabu, koczującym w kolejnych, nowych projektach. Statyczność i zmienność. W obrębie tej twórczej cyrkulacji znajduje się także formacja Kazik na Żywo stanowiąca niejako odskocznię, nową przestrzeń artystyczną, różną od rodzimej jednostki muzycznej Kazika. 20 maja formacja Kazik na Żywo wydała swój finalny album. Wydawnictwo nosi tytuł Ostatni koncert w mieście.
Historia tej muzycznej kombinacji, mająca swe źródło w 1991 roku to prawdziwa sinusoida, istne pasmo wybojów. Odejścia i powroty, pewna wypadkowa przypływów i odpływów – i tych muzycznych, i tych wewnątrz składu formacji. Właśnie nadszedł czas na wydanie ostatniego, pożegnalnego wydawnictwa tego projektu. Po ukazaniu się w 2011 roku krążka Bar La Curva / Plamy na słońcu, który pokrył się złotem, myślę, że nie tylko ja przypuszczałam, że kolejne wydawnictwo formacji Kazik na Żywo również zostanie zrealizowane w studio. Tak się jednak nie stało.
Finalny dwupłytowy album jest rejestracją koncertu, który zakończył dwumiesięczną trasę. Odbył się 6 marca minionego roku. Koncert otwiera krótka przemowa Kazika Staszewskiego, po której rozbrzmiał utwór Nie ma litości rozpoczynający całe show mocnym gitarowym tąpnięciem. Z równie wyrazistym impetem rozbrzmiał drugi utwór noszący tytuł Artyści. Ten mocny wstęp dopełnił hardcore punkowy utwór Kalifornia ponad wszystko – cover utworu grupy Dead Kennedys. Choć wokal Kazika w tym utworze w dość znacznym stopniu zlewał się, był nie w pełni czytelny i klarowny, to instrumentaliści dali wielki popis swoich umiejętności. To zawrotne tempo trwa aż do utworu Las Maquinas de la Muerte, w którym rytm wyraźnie zwalnia, choć ciężkie gitarowe riffy i sekcja rytmiczna utrzymują pewną ciągłość pomiędzy sąsiadującymi utworami tej setlisty. Taki rosnący i opadający muzyczny pęd utrzymuje się przez całość tego koncertu. Całemu temu wydawnictwu nie brakuje również nieugłaskanych dźwięków – zarówno pochodzących z instrumentów, jak też generowanych głosem przez Kazika. To zabrudzone brzmienie nadaje charakternego klimatu, specyficznego nastroju.
Monolityczną strukturę każdego koncertu rozbija oczywiście konferansjerka – w przypadku tego występu fantastycznie rozbudowana. Kazik naszpikował ten koncert mnogością zapowiedzi, jak przed utworem Jeśli kochasz więcej to boisz się mniej podkreślając dobitnie wpływy grupy Killing Joke, komentarzy dotyczących współczesnej sytuacji w kraju i na świecie oraz kondycji człowieka funkcjonującego w istniejących mechanizmach. Szczególnym wyrazem panującej atmosfery i interakcji wiążącej muzyków z publicznością były okrzyki, brawa oraz gromkie owacje i skandowanie „KNŻ” lub „dziękujemy!” dosłyszalne podczas całości koncertu. Luźną atmosferę koncertu potęguje żywa autentyczność Kazika przejawiająca się w niepowściągliwym słownictwie czy swobodzie wypowiedzi, a także dźwiękowe „wpadki” muzyków, jak zagranie riffu rozpoczynającego utwór Kocham Cię, kochanie moje grupy Maanam tuż przed utworem Plamy na słońcu. Ważnym aspektem wszelkich wydawnictw koncertowych jest sam sposób rejestracji – w tym przypadku bardzo solidny. W tle nie słychać szumów, trzasków czy innych zbędnych dźwięków eteru zakłócających odbiór.
Bardzo zaskakującym jest dla mnie fakt, że album finalny tej formacji jest wydawnictwem koncertowym, a przez to nie stanowi jakiejś swoistej formy wyraźnego podsumowania nowymi słowami i dźwiękami, dopowiedzenia, nie nadaje wyrazistego, odrębnego akcentu końcowi istnienia formacji. Choć z drugiej strony jak sama nazwa projektu Kazik na Żywo wskazuje, że w sposób studyjny nie sposób położyć kres temu przedsięwzięciu. Za finalnym wydawnictwem koncertowym przemawia być może także zamysł odkreślenia grubą kreską całości dotychczasowego dorobku artystycznego formacji, o czym świadczy różnorodność utworów wchodzących w skład setlisty pochodzących ze wszystkich albumów studyjnych formacji.
Warszawski koncert ostatni właściwie nie jest. Już wkrótce, w drugiej połowie sierpnia formacja Kazik na Żywo zagra jeszcze jeden swój występ na Cieszanów Rock Festiwal. Z jednej strony szkoda, że rockowo-postpunkową niszę opuszcza taka formacja, z drugiej pulsuje świadomość, że nic nie trwa wiecznie, a to pewien etap na artystycznej drodze wszystkich muzyków tego składu. Być może ta formuła już się wyczerpała. Czasami rzeczywiście lepiej jest odpuścić niż na siłę ciągnąć coś, w czym nie dostrzega się sensu.


