Dami Im jest jedną z najbardziej rozpoznawalnych artystek w Australii. Nic więc dziwnego, że to właśnie ją wybrano na reprezentantkę kraju podczas tegorocznej Eurowizji. Konkurs jest w końcu wielką szansą marketingową dla każdego wokalisty, któremu marzy się światowa kariera. Artystka na liście swoich sukcesów – ma przecież na koncie zwycięstwo w X-Factor – może dopisać jeszcze jeden: najlepszy wynik w historii startów Australii podczas wspomnianego wcześniej wydarzenia. Zarówno po tym talent show jak i dzisiaj, chwilę po Eurowizji mamy okazję przekonać się, jak artystka radzi sobie z „cudzymi” utworami. Tym razem padło na największe przeboje od The Carpenters.
Dami Im nie boi się wyzwań. Wystarczy spojrzeć na jej życiorys: wyemigrowała aż z Korei Południowej, by kilka lat później wziąć udział w przesłuchaniach do X-Factor. Im wykorzystała szansę daną przez to talent show w stu procentach i zaraz po wydaniu singla Alive oraz wygranej światło dzienne ujrzało debiutanckie wydawnictwo ze wszystkimi wykonaniami z programu, zatytuowane po prostu Dami Im. Artystka z miejsca stała się gwiazdą, a swoją wartość udowodniła płytą Heart Beats, która zawierała już numery, których nie znajdziemy na innych wydawnictwach – współautorką większości z nich jest właśnie Im.
Nigdy chyba nie zrozumiem, dlaczego artyści wydają albumy z coverami. Jednak wciąż szukam na to wytłumaczenia – może wokaliści chcą w ten sposób udowodnić, że mogą te nie-ich utwory jakoś udoskonalić? Może chcieliby w ten sposób kogoś upamiętnić albo wręcz mają pragnienie śpiewania po prostu dla przyjemności? Odnośnie Classic Carpenters wokalistka wyjaśniła powody podczas wywiadu: intencją artystki wcale nie jest kopiowanie stylistyki Karen Carpenter, wręcz przeciwnie. Classic Carpenters jest osobistym hołdem dla sławnego amerykańskiego rodzeństwa, który włożył niesamowity wkład w rozwój tamtejszej muzyki popularnej. Mówimy jednak o latach 70-tych, a prawie 50 lat temu. Nie zaskoczę stwierdzeniem, że wszystko było po prostu inne. Ten klimat próbuje nam po swojemu zinterpretować Dami Im, pokazując na nowo piękno tych starych i trochę zakurzonych utworów.
Czy udało się to laureatce 2. miejsca tegorocznej Eurowizji? – niech to pozostanie pytaniem retorycznym jeszcze przez chwilę. Z coverami jest przecież tak, że jedne wychodzą drugie nie. Jedne są lepsze od oryginału, co często potwierdza ich większa popularność, a drugie są takie, że po prostu za chwilę zapomnimy, że w ogóle takie „dziełko” powstało. Można tak bawić się kontrastami przez cały dzień, lecz to raczej bezcelowe. W przypadku Dami Im mamy do czynienia z odwagą – niekażdy artysta może sobie poradzić z „cudzym” repertuarem. Wszystko zależy od jego zdolności skutecznego przekonania odbiorcy, charyzmy, a przede wszystkim głosu, który czasem jest jak jakaś ozdoba: nie za każdym razem będziesz mógł ją założyć, gdyż po prostu nie wszędzie pasuje. Dami wszystkie te czynniki ma, lecz piosenki do tego albumu wybrała dość ambitne, z górnej półki. Zresztą… swój wielki talent przekonywania pokazała podczas trwania X-Factor, kiedy przedstawiała własne wersje znanych utworów. Kawałki The Carpenters były dość znane, lecz dzisiaj dość zapomniane, a pochodząca z Korei Południowej artystka z odrobiną smaku ożywia je, przystosowując je odrobinę do naszych realii. Yesterday Once More, This Masquerade czy też I Won’t Last a Day Without You mimo kosmetycznych zmian nadal są moimi ulubionymi utworami.
Mówiąc cokolwiek o tym wydawnictwie, to tak naprawdę nie powiedzieć nic. Dami Im wykonuje w ostatnim czasie kawał profesjonalnej pracy, czego dowodem niech będą również koncerty z tym materiałem. A za mnie niech wypowie się ocena zamieszczona niżej. Za kilka miesięcy, może za rok kolejna płyta (pewnie z premierowymi, jej utworami), lecz póki co… Zasłuchajcie się w pięknie.


