Kygo – Cloud Nine (2016), recenzja Justyny Rojek

Choć mogłoby się wydawać, że scena EDM jest już mocno przepełniona, a David Guetta, Avicii czy Calvin Harris tak szybko nie ustąpią, to mimo wszystko pojawia się on – nowa nadzieja współczesnej elektroniki. Mowa oczywiście o Kygo – norweskim dj’u, muzyku i producencie. Chłopak właśnie wydał swój debiutancki album Cloud Nine, a ponieważ idzie jak burza – warto się przyjrzeć jego poczynaniom i spodziewać, że z łatwością wygryzie już trochę przebrzmiałą konkurencję!

Wszystko tak na prawdę zaczęło się od singla Firestone z Conradem Sewellem i wprowadzenia do muzyki elektronicznej nowego podgatunku house zwanego tropical house. Elektroniczna kompozycja całościowo doprawiona wokalem Sewella to propozycja od której nie prędko uwolni się nasze ucho. Mamy spokojniejsze zwrotki, w których podmiot liryczny śpiewa o potrzebie rozniecenia ognia pożądania. Natomiast razem z refrenami przechodzimy do prawdziwej eksplozji uczuć – Nasze serca są jak krzemienie, kiedy się zderzają, czujemy miłość. Podobnie sytuacja ma się przy okazji kolejnego singla Stole the Show z Parsonem Jamesem – już pierwsze dźwięki uzależniają. Ciekawostką jest wykorzystanie w tekście piosenki metafory przedstawienia w teatrze jako końca związku dwojga ludzi. Opisana tu relacja po pewnym czasie po prostu zmierza donikąd. Ale nie ma powodu, aby kogoś o to obwiniać – miłość i pasja zwyczajnie wygasły. Ostatecznie refren nadaje smutny, ale równie triumfujący ton – aplauz reprezentuje wszystkie dobre rzeczy, które wyniknęły z tego uczucia.

Dlaczego relacje międzyludzkie potrafią być tak skomplikowane? Odpowiedź jest prosta – żeby tworzyć ujmujące kompozycje typu Fragile. I tak przechodzimy do kolejnego singla z płyty, gdzie wokalnie udziela się Brytyjczyk Labrinth. Piosenka jest opisem związku, w którym obie strony przeżyły bolesny zawód miłosny. Skutkiem tego, człowiek staje się kruchy, a jego serce szklane i oporne na uczucie. Ale w tym wszystkim jest nadzieja, że osoba, która przeżyła to samo, zrozumie ten ból i poskłada złamane serce … Raging z dublińskim zespołem Kodaline, grającym alternatywnego rocka, to propozycja może nieco zaskakująca, ale równie przekonująca. Z początku akustyczne gitarowe brzmienie – charakterystyczne dla Kodaline, w miarę jak piosenka posuwa się do przodu przechodzi w kygowski tropical house. Sam utwór porusza kwestie samotności i tęsknoty naszej duszy, ale jak zwykle pojawia się akcent pozytywny – miłość dzika i wzburzona – ona to wszystko powstrzyma. Kontynuując dobre pasmo singli pod uwagę warto również wziąć utwory Stay (feat. Maty Noyes) i Nothing Left (feat. Will Heard). Przy pierwszej piosence po raz kolejny mamy przykład trudnej relacji damsko-męskiej. Czasem związek powinien dawno się rozpaść, ale współczucie bierze w górę, przez co zostajemy i tkwimy w beznadziejnej sytuacji. Natomiast z drugim kawałkiem okazuje się, że aby ratować resztki miłości niekiedy warto przymknąć oko na to co było i po prostu zacząć żyć swoim życiem.

Poza artystami mniej znanymi jak wyżej wspomniani Conrad Sewell czy Parson James, Kygo miał również możliwość współpracować ze sprawdzonymi nazwiskami. Jak się okazuje one nigdy nie zawodzą. W związku z czym, mamy porywającą kompozycję Happy Birthday z Johnem Legendem brzmiącą jako hymn uwielbienia i najlepszych życzeń wobec ukochanej osoby. Kawałek Oasis z Foxes o sile miłości – w chwili zagubienia i dezorientacji tylko ona może zadziałać jako schronienie. Do powyższej dwójki można jeszcze spokojnie dorzucić Ficition z Tomem Odellem, gdzie w wyniku rozłąki z drugą połową, doświadczymy szaleństwa życia w pojedynkę.

Ciekawą stronę albumu stanowią kawałki z kategorii spokojniejszych, a wręcz kojących nasze uszy. Delikatne nuty Not Alone (feat. RHODES) idealnie nasycą samotną duszę i podbudują jej zszargane serce. Błogi charakter kawałka Serious (feat. Matt Corby) przedłuża smak przyjemności i daje poczucie poddania się jego kontroli. Ostatnia, ale nie mniej ważna jest kompozycja For What It’s Worth (feat. Angus & Julia Stone), która wyraźnie wybija się pośród powyższych propozycji. Poruszające dźwięki fortepianu przy udziale łagodzących głosów wokalistów od razu wypełniają słuchacza i nie pozwalają o sobie zapomnieć.

Na Cloud Nine trudno o słabsze kawałki, co sprawia, iż praktycznie każdy utwór może pretendować do miana hitu. Jaki jest przepis Kygo na sukces? Dosyć oryginalny – połączenie fortepianowych kompozycji z tropical house plus współpraca z artystami różnych gatunków muzycznych. Całościowo daje to efekt zamierzony, bo Kygo wyróżnia się spośród licznej grupy przedstawicieli muzyki elektro. Coś poza tym?  Najważniejszy element, czyli pozytywne przesłanie jego kompozycji – nastrój naszego ducha od razu przechodzi na optymistyczne tory życia. Podsumowując, czy tego chcemy czy nie to lato należy do Kygo, a największe festiwale muzyczne w tym Open’er Festival już przyjmują go z otwartymi ramionami!

Czytaj również