Josef Salvat – Night Swim (2016), recenzja Doroty Kutnik

Kiedy po raz pierwszy usłyszałam utwór Open Season i obejrzałam do niego teledysk, pomyślałam, że po tym artyście można spodziewać się ciekawej muzyki. Chociaż ten Australijczyk może wydawać się niepozorny, to jednak ma w sobie coś, co przykuło moją uwagę. Miałam więc nadzieję, że na debiutanckim krążku Josefa Salvata znajdę dobry pop, który nie będzie podobny do wszechobecnego kiczu w tym gatunku muzycznym. Czytając dalej dowiecie się, czy album Night Swim spełnił moje oczekiwania.

Na pierwszy longplay Josefa Salvata przyszło nam trochę czekać, a apetyt na jego twórczość rósł wraz z wydłużającym się czasem oczekiwania. O jego premierze mówiło się poważnie już w ubiegłym roku. Niestety artysta zdecydował się wydać ten album w październiku tylko dla kilku krajów. W 2014 roku swoją premierę miała piosenka, dzięki której artystę poznał cały świat, czyli Open Season, pochodząca z jego EPki In Your Prime. Szczyt popularności zdobył on jednak dopiero w 2015 roku, kiedy wokalista zdecydował się na zrealizowanie teledysku. I to był bardzo dobry krok. Klip do Open Season wpasował się w niewymuszoną melodię, ale jednocześnie zaprezentował inne spojrzenie na show biznes, za co go cenię. Podkreślił to, jak media i muzyczny światek manipulują zarówno odbiorcą jak i samym artystą, prezentując wyidealizowane teledyski, które mają w większości te same składowe. Już za to Salvat dostał ode mnie dużego plusa. Jednocześnie ten numer rozpoczyna naszą muzyczną przygodę z debiutanckim krążkiem artysty. A czego jeszcze możemy się spodziewać po płycie?

Oczekiwanie na światową premierę krążka Night Swim, która odbyła się 19 lutego, artysta starał się nam umilić również innymi singlami. Tytułowy utwór był jednym z pierwszych promujących najnowsze wydawnictwo Australijczyka. To dosyć spokojna, wyważona kompozycja, w której prym wiedzie rozmarzony głos Josefa Salvata. Trzeba przyznać, że ma on dobrą, miękką barwę głosu do tego typu piosenek. Potem artysta ujawnił utwór Hustler, w którego tle jest charakterystyczna melodia, sprawiająca, że piosenka zapada w pamięć. Po tym wokaliście nie spodziewałam się wulkanu energii, więc to kolejna umiarkowany, wyciszony kawałek. Następnym numerem promującym Night Swim został utwór Till I Found You, który niektórzy mogą kojarzyć z pierwszej EPki Josefa Salvata. Pojawia się w nim trochę więcej życia. W refrenie melodia stopniowo się zmienia, by w jego finalnej części osiągnąć punkt kulminacyjny. Jednak nie ma w tym nic nowatorskiego i oryginalnego. Po teledysku do Till I Found You, który został opublikowany w maju ubiegłego roku, było parę miesięcy, kiedy w ogóle nie otrzymywaliśmy nowej muzyki od młodego Australijczyka. Dopiero pod koniec roku zaprezentował kolejny singiel. Utwór Paradise jest wypełniony nowoczesną muzyką i elektroniką.  To znośny, taneczny kawałek. Na początku lutego Josef zaprezentował ostatni kawałek przed światową premierą Night Swim. Punchline to w miarę długa piosenka, która tak naprawdę rozkręca się dopiero pod koniec. Nie jestem jej fanką, bo na tym krążku są lepsze utwory, ale cóż, zła też ona nie jest.

Do moich faworytów zdecydowanie należy numer zatytułowany Closer. Jest to prosty kawałek z budową podobną do Till I Found You opartą na układzie spokojne zwrotki-taneczny refren. Przyznam, że to dzięki melodii w refrenie zwróciłam uwagę na ten utwór. Gdyby cały był taki spokojny, to nie wiem czy by mi się spodobał, wtedy nie odróżniałby się od pozostałych. Kolejna kompozycja, która wyjątkowo przypadła mi do gustu, to The Days. I znowu zaczyna się spokojnie, ale jej melodia sprawia potem, że ciężko usiedzieć w miejscu. Głowa sama chodzi, a nogi podrygują w wyklaskiwany rytm. Według mnie ten utwór jest jednym z lepszych z płyty.

Dużym zaskoczeniem dla mnie był cover, którego możemy posłuchać w edycji deluxe tego krążka. Artysta umieścił go również na swojej pierwszej EPce. Mowa o ciekawej wersji Diamonds Rihanny w wykonaniu Salvata. Te wykonanie obnaża głos Josefa, który odpoczywa nieprzytłoczony melodiami z podstawowej wersji albumu. Mam wrażenie, że nie jest to jednak wersja choć trochę zbliżona jakościowo do oryginału. Owszem, spokój emanuje z barwy głosu Salvata, ale moim zdaniem, pasuje on bardziej do jego kompozycji. Artysta związał się z tak popowymi kawałkami jak Open Season i może niech lepiej przy nich zostanie, bo to wychodzi mu najlepiej.

Wracając do początkowej myśli, oczekiwałam dobrego popu, ale znalazłam go tylko częściowo. Niestety jak zawsze jest mały niedosyt, może spodziewałam się trochę ambitniejszych melodii. Nie do końca zachwyca mnie podobna kompozycja większości piosenek. Czasami nie mogę niektórych rozróżnić, a to chyba zły znak. Mimo wszystko, jestem bardzo ciekawa jak dalej potoczy się kariera Australijczyka i czy jego muzyczny styl ewoluuje. Mam nadzieję, że show-biznes go nie omota i nie skończy się jak w wizji z Open Season. A Wam polecam przesłuchanie krążka Josefa Salvata, możliwe, że komuś spodoba się taki pop.

Czytaj również