Macklemore & Ryan Lewis – This Unruly Mess I’ve Made (2016), recenzja Doroty Kutnik

Nie ukrywam, że na najnowszy krążek duetu Macklemore & Ryan Lewis czekałam z niecierpliwością. Do ich debiutanckiego albumu podchodzę z sentymentem, a wierzcie mi że, jest na nim dużo więcej ciekawych utworów niż Thrift Shop czy Can’t Hold Us. Ale dziś nie o tym. Jakiś czas temu Macklemore i Ryan Lewis zaszyli się na odludziu na północnym zachodzie USA, by skupić się na tworzeniu nowej muzyki. Już po pierwszych utworach, które ujawnili przed premierą można zauważyć, że wyszło im to na dobre. Czytając dalej dowiecie się, czy album This Unruly Mess I’ve Made spełnił moje oczekiwania.

Na twórczość, którą Macklemore i Ryan Lewis zaprezentowali na The Heist, czyli ich pierwszym wspólnym krążku, składają się szczere teksty, dobry przekaz i ciekawe współprace. Można powiedzieć, że te cechy stały się dla nich charakterystyczne. Jest to też na pewno oryginalny rozdział w muzyce, który panowie postanowili kontynuować. Jak sami przyznali, sukces i zainteresowanie ich debiutem przerosło najśmielsze oczekiwania zarówno Bena jak i Ryana. Zmęczenie życiem w trasie spowodowało, że nie mieli czasu na inne rzeczy. Dlatego na nowy materiał fani musieli czekać bardzo długo. Jak wiadomo, w ciągu tych paru lat Haggerty i Lewis zajęli się też życiem prywatnym. Raperowi urodziła się córka Sloane, która stała się dla niego kolejną inspiracją. W końcu duet poczuł, że czas na nową muzykę. Ben i jego producent wyjechali więc na półtora miesiąca w rodzinne strony i zaszyli się w cichym miejscu, gdzie zorganizowali studio nagraniowe. Macklemore stwierdził, że był to dla niego najbardziej twórczy czas w życiu, w którym naprawdę się temu poświęcił. Pisanie o karierze i muzyce duetu to dla mnie temat rzeka, ale dziś skupię się na efektach ostatnich wysiłków Bena i Ryana, które możemy zaobserwować na ich drugim krążku zatytułowanym This Unruly Mess I’ve Made. Przejdźmy więc do konkretnych spostrzeżeń na jego temat.

Zacznę od utworów, które poznaliśmy już przed premierą. Jako pierwszy singiel promujący najnowszy album, Macklemore i Ryan Lewis ujawnili Downtown. To współpraca z takimi wykonawcami jak Melle Mel, Grandmaster Caz, Kool Moe Dee i Eric Nally, z czego ostatni to chyba najbardziej charakterystyczna postać w kawałku. Sama piosenka kojarzy się ze stylistyką hitów znanych nam z The Heist, chociażby z numerami Thrift Shop czy White Walls. Downtown jest bardzo ciekawym utworem, a więc nie mogło zabraknąć do niego teledysku, który oczywiście jest trochę prześmiewczy i trzeba podchodzić do niego z dystansem. Jednak był to świetny start w promocji krążka This Unruly Mess I’ve Made. Przed pojawieniem się tego kawałka, duet zaprezentował też piękną piosenkę Growing Up, w której możemy usłyszeć Eda Sheraana. Mimo, że utwór nie został wydany jako singiel, to zasługuje na uwagę. Mack kieruje w niej słowa do swojej małej córeczki, Sloane (no tak, stąd Sloane’s Song). Była ona dla niego dużą inspiracją, ale w tym kawałku Ben próbuje się też odnaleźć w roli ojca, która jest przecież dla niego czymś nowym. Potem Macklemore i Ryan Lewis zdecydowali się na opublikowanie piosenki powodującej niezłe zamieszanie (lub chociażby oburzenie Iggy Azzalei). Mowa o numerze White Privilege II poruszającym ważny problem segregacji rasowej. Słychać w nim, że Mack jest szczerze przejęty i wie, o czym rapuje. A żeby znaleźć sens całej otoczki wokół właściwego utworu, tekstu i śpiewu, trzeba się dobrze wsłuchać. Duet umieścił tam różne wtrącenia w formie wypowiedzi kilku osób, dlatego budowa piosenki może wydawać się zaburzona. Jednak warto chwilę zastanowić się nad „przywilejem białych”. Gdyby nie śpiew Jamili Woods umilający i sprawnie łączący wszystko w całość, może ciężej byłoby tego słuchać. Niedawno poznaliśmy też utwór zatytułowany Kevin, który Macklemore poświęcił swojemu zmarłemu koledze. Haggerty opisuje w nim po części też własne przeżycia, jak wiadomo przez wiele lat miał problem z narkotykami i ciężko było mu poradzić sobie z tym nałogiem. W piosence porusza ważną kwestię uzależnienia od leków, które może być bardzo niebezpieczne w skutkach. Do tego numeru duet zaprosił Leona Bridgesa. Dzięki niemu utwór nabrał soulowego klimatu. Parę dni temu w sieci pojawił się również czarno-biały klip do piosenki Kevin, który kręcono w opuszczonym szpitalu. Ostatnią kompozycją, którą autorzy krążka ujawnili przed premierą jest kawałek Buckshot będący współpracą z KRS-One i DJ-em Premier. W tej piosence Ben dostarcza nam dobrego oldschoolowego klimatu kojarzącego się z jego wczesną twórczością, kiedy to tworzył jeszcze jako Professor Macklemore. W czasie oczekiwań na album przewinął się jeszcze walentynowy utwór Spoons, który panowie nagrali razem z Ryanem Bednardem, ale niestety nie znalazł się on na ostatecznej wersji krążka. Przejdźmy zatem do numerów, których jeszcze możemy na nim posłuchać.

Kompozycja otwierająca This Unruly Mess I’ve Made to piosenka Light Tunnels, w której słyszymy Mike’a Slapa. To kawałek o zagubieniu w show-biznesie, odcięciu się, zamieszaniu, które nastąpiło w życiu Bena i Ryana po szaleństwie związanym z ich pierwszym krążkiem. Jednocześnie w tym numerze Macklemore krytykuje iluzję i sztuczność obecną w światku dla osób tworzących zamknięte kliki. Kawałek ma jednak pozytywny wydźwięk, bo Haggerty zapewnia, że on nie chce do nich należeć. Co do warstwy muzycznej, możemy usłyszeć w tle podłożone oklaski publiczności, co jeszcze podkreśla temat. No i trzeba zwrócić uwagę na świetny refren w wykonaniu Slapa. Warto przesłuchać też piosenkę St. Ides, która jest jedną z niewielu bez artystów wspomagających Macka. To przyjemna, spokojna i wyciszająca kompozycja. Rap Bena jest w niej podbity chórkami, co potęguje wrażenie o balladowym charakterze kawałka. Dochodząc do półmetka płyty, trafiamy na numer zatytułowany Need To Know, w której pojawia się Chance The Rapper. Muzyka jest dość ciekawa, bo połączono w niej fortepianową melodię rodem z ballad i charakterystyczne brzmienia trąbki, co buduje świetne tło. Co do tematu, utwór porusza problem współczesnego pokolenia żyjącego w fikcyjnym, wirtualnym świecie, mówi o kłamstwach i wszechobecnej iluzji. Z kolei piosenka Let’s Eat to jedna z dwóch na krążku, w których pojawia się XP. Jest utworem o dążeniu do ideału, perfekcyjnego wyglądu, zrzucenia wagi na siłę. Macklemore wyśmiewa takie podejście, ale podchodzi do tego w optymistyczny sposób. Drugim kawałkiem z XP jest ponownie piosenka, do której trzeba podejść z dystansem. Mowa o numerze Brad Pitt’s Cousin. Tak, w tekście jest nawiązanie do Brangeliny. Cóż, może to ciekawić. Sam kawałek jest przedstawiony w trochę ciężkiej formie, możliwe, że to przez bit i tytułowe wstawki. Warto wspomnieć też o kompozycji zatytułowanej The Train, w której może oczarować bajeczny głos Carli Morrison. Chociażby z tego względu zachęcam Was do jej posłuchania. Barwa wokalistki jest idealna do spokojnego utworu.

Jedynym zapychaczem na krążku jest chyba piosenka Dance Off, która po prostu najmniej przypadła mi do gustu. To numer w sam raz na imprezę, na co wskazuje sam tytuł. No i jest jeszcze Bolo Tie, czyli duet z YG. Według mnie, jest średnia, ale pewnie jeszcze zmienię do niej nastawienie. Z piosenkami Macka już tak jest, na niektóre potrzeba czasu.

Ufff, najważniejsze kwestie już zapisane. Nadszedł więc czas na kilka zdań podsumowania. Przede wszystkim cenię Macklemore’a i Ryana za to, że do współpracy dobierają takich, a nie innych artystów. Niektórzy z nich to legendy, inni dopiero zaczynają. Nie zapraszają jednak gwiazd, które wyskakują nam z lodówki, takich jak chociażby Sia. Owszem, jest Ed Sheeran, ale myślę, że on wyjątkowo pasuje do Sloane’s Song. Poza tym w twórczości tego duetu uwielbiam różnorodność muzyczną. To jak łączą różne style, pokazuje ich oryginalność, takie brzmienie kojarzy mi się tylko z nimi. No i oczywiście, trzeba wspomnieć o tekstach, które czasami są wzruszające, innym razem lekko prześmiewcze. Jednak Macklemore i Ryan Lewis nie boją się poruszać w nich ważnych problemów, a Ben zna niektóre niestety z autopsji. This Unruly Mess I’ve Made, z pominięciem dwóch piosenek, to majstersztyk. Z tego krążka szczerość bije na kilometr, ale musicie przekonać się o tym sami. Mam nadzieję, że przebrnęliście przez tę recenzję i w jakiś sposób zachęciłam Was do przesłuchania drugiego albumu duetu.

Czytaj również