The Shipyard – Niebieska Linia (2016), recenzja Pawła Markiewicza

Ten trójmiejski zespół na swoim koncie ma już dwie płyty, od dziś do dyskografii możemy zaliczyć kolejną, zatytułowaną Niebieska Linia. Pomimo, że The Shipyard wydali już trzy krążki, to nie są zbyt rozpoznawalni na naszym rynku muzycznym. Powód? Może dlatego, że nie tworzą muzyki mainstreamowej. Warto jednak zatrzymać się na chwile przy najnowszym krążku tej formacji.

Kiedy przedpremierowo włączyłem Niebieską Linię w serwisie Tidal rzuciła mi się jedna rzecz w oczy i nie była to okładka. Był to utwór Nightcall, który poznałem kilka lat temu dzięki zespołowi London Grammar. Specjalnie na potrzeby recenzji postanowiłem przesłuchać oryginalną wersję, która należy do Kavinskiego. Porównując cover zespołu do pierwotnej wersji, nie można zobaczyć żadnej różnicy (poza damskim wokalem w refrenie oryginału).  Muzycy poszli najniższą linią oporu i nie zrobili nic, by tchnąć nowe życie w piosenkę (chyba, że taki był zamiar). Pozwalam sobie również porównać wersję The Shipyard, do wcześniej wspomnianego zespołu London Grammar. Wokalistka brytyjskiego zespołu ma bardzo specyficzny głos, potrafi pięknie przekazać emocje i trafić w czułe punkty słuchacza. Dodatkowo LG pokusili się o zmienienie tła muzycznego. Nowa wersja jest jednak słaba muzycznie i wokalnie. Dlatego też za to posunięcie dostają ode mnie ogromny minus. Po parokrotnym odsłuchaniu tego utworu stwierdziłem, że chyba nikt nie powinien ruszać Nightcall (poza jednym wyjątkiem).

W tym momencie ze spokojem mogę powrócić na sam początek płyty, czyli do dwóch pierwszych utworów: Kruki i wrony oraz Na Barykady. Te dwie kompozycje pomimo opozycyjnych brzmień są najbardziej interesującymi piosenkami na albumie. Oba utwory mają ciekawą linie muzyczną, interesujący i wyróżniający się tekst na tle innych artystów oraz wokal, który doskonale komponuje się z całością. Tak, słowa zdecydowanie wiodą tutaj prym. Osobie, która napisała te teksty, należą się ogromne brawa – to właśnie podoba mi się najbardziej w zespołach rockowych.

Płytę Niebieska Linia promuje jak na razie jeden utwór – Oceany. Piosenka jest ciekawa brzmieniowo i nic poza tym. Tekst, jak i wokal do mnie nie przemawiają w przeciwieństwie do Wielkiej Ciszy, gdzie oprócz denerwującego „Loud” wszystko się zgadza; no może oprócz wymowy słowa „sytuacje„. Głos wokalistki zdecydowanie lepiej brzmi w mocniejszych, rockowych kompozycjach. Nie obraziłbym się, jeśli wspomniana powyżej piosenka zostałaby kolejnym numerem promującym to wydawnictwo. Miłym akcentem okazało się interlude. Ostatnio coraz mniej artystów decyduje się na tego rodzaju posunięcie, a tutaj wyszło to naprawdę dobrze. Zaprezentowany minimalizm przekonał mnie do We Are At Sea. Po raz kolejny pojawił się na albumie motyw akwatyczny.

Największą perełką, jaka zawarta została na płycie, jest Morze las. Nie wiem czemu, ale po pierwszym przesłuchaniu piosenka skojarzyła mi się z twórczością innego polskiego rockowego zespołu – neony. W piosence, począwszy od melodii, przez wokal, a kończąc na tekście wszystko się zgadza. Piosenka chwyciła mnie za serce i na długo w nim zapadła, dzięki swojej prostocie i interesującym przekazie. Na zakończenie krążka dostajemy 8-minutowy utwór Niebieska Linia. Pomimo, że piosenka trwa tak długo, to nie można mówić tu o monotonni. Numer jest ciekawy i różnorodny. Na początku dostajemy łagodną linie melodyczną, później jest już ostrzej i dynamiczniej.

Trzecia płyta The Shipyard nie jest idealnym wydawnictwem, ale też nie jest złym albumem. Krążek jest różnorodny, ale interesujący i spójny tematycznie (za co ogromny plus). Możemy na nim znaleźć utwory wysokich lotów, ale również typowe zapychacze, które nie powinny znaleźć się na Niebieskiej Linii (mówię tutaj o coverze Kavinskiego). Jeżeli oceniać całokształt, to tą płytą zespół mnie nie do końca mnie kupił.

Czytaj również