To nie moje pierwsze spotkanie z zespołem, który jest największym odkryciem programu Must Be The Music. Po raz pierwszy z chłopakami z Enej spotkałem się w tym roku w Dęblinie, teraz przyszła kolej na miasto Lublin. Jak bawiłem się tym razem? Dowiecie się czytając dalszą część relacji.
12 lutego 2015 r. do sprzedaży trafił czwarty studyjny album zespołu Enej pt. Paparanoja. Od tamtego czasu płyta pokryła się złotem i to właśnie w celu promocji chłopaki odwiedzili Klub Graffiti w Lublinie. Całe przedsięwzięcie miało zacząć się o godzinie 20, jednak z powodu supportu, a raczej jego braku, gwiazda wieczoru wystąpiła wcześniej.
Wieczór rozplanowany był tak: 18:00 otwarcie klubu, 19:00 występ Spring Rolls w roli supportu i o godzinie 20:00 Enej. Także do godziny 19:40 musieliśmy zadowolić się muzyką z głośników, jednak zespół zrehabilitował się i 2 razy grał na bis (to pod koniec relacji).
Kiedy zgasło światło, chłopaki weszli na scenę, a w głośnikach rozbrzmiało Intro, to najmłodsi i najstarsi fani zaczęli krzyczeć i bić brawo. Wtedy też zespół Enej zagrał pierwszą piosenkę i tym samym drugi oficjalny singiel z czwartej płyty. Już od początku wszyscy fani dobrze się bawili, tańczyli i śpiewali równie głośno co artyści. Po dwóch kolejnych utworach promujących płytę muzycy przywitali się zebranymi słuchaczami, powiedzieli, że bardzo chętnie wracają ponownie do Lublina, za każdym razem miło wspominają to miasto i cieszą się, że mają tutaj tak wielu fanów.
Na koncercie nie zabrakło hitów z poprzedniej płyty Folkhorod. Pomimo, że minęło 3 lata od wydania tamtego wydawnictwa, to wszyscy bardzo dobrze pamiętali teksty i przednio się bawili. Dziwnym byłoby nie znać słów do Skrzydlatych Rąk, albo Lili, która jeszcze niedawno podbijała wszystkie rozgłośnie radiowe i telewizyjne w Polsce. Przeciętny Kowalski na pewno kojarzy te hity, a co dopiero mówić o fanach zespołu.
Podobało mi się to, że muzycy bardzo szybko złapali kontakt z publicznością i świetnie się bawili, zarówno Ci na scenie, jak również Ci pod sceną i trochę dalej.
Jeśli Enej kojarzy Wam się tylko z remizowymi kawałkami, to jesteście w błędzie. Podczas tego koncertu chłopaki pokazali swoją drugą, spokojną stronę i zaśpiewali m.in. utwór Bilia Topoli, który znacznie różni się od tego, co serwują nam na co dzień radia (pod względem tempa i odmiennego języka). Ponadto pozytywną częścią występu były solówki muzyków (zarówno te w trakcie jak i pod koniec wydarzenia) i fakt, że artyści nie mogli rozstać się z publicznością i wracali do nas aż 2 razy. Podczas wykonywania bisów Mirosław Ortyński, znany lepiej jako Mynio brał telefony od ludzi stojących w pierwszym rzędzie i nagrywał wideo ze sceny – to na pewno miły prezent dla największych fanów zespołu.
Po zakończonym koncercie chłopaki zaczęli sprzedawać koszulki oraz płyty, rozdawać autografy i robić sobie wspólne zdjęcia z fanami.


