Mikromusic na scenie toruńskiej Od Nowy. Relacja Łukasza Jaćkiewicza i zdjęcia Jakuba Molina

Koncertem w Poznaniu zespół Mikromusic rozpoczął swoją jesienną trasę koncertową promującą nowy studyjny album. Nam dane było pojawić się na koncercie w Toruniu. Oto nasza relacja i zdjęcia z tego wydarzenia.

Mikromusic w Toruniu grali już kilkukrotnie, a z klubem Od Nowa nie spotkali się po raz pierwszy. Zmianą jednak była scena, tego wieczoru wystąpili na głównej scenie toruńskiego klubu. Przybyło też dużo słuchaczy, bez których koncert nie byłby taki sam.

Takie koncerty trudno jest opisać słowami. Ciężko wyrazisz je zlepkiem słów, które i tak nie oddają całej magii tego wydarzenia. A działo się dużo! Na scenie zaprezentowane zostały głównie utwory z nowej płyty Matka i żony, która wydana była zaledwie tydzień temu. Już wersje studyjne przypadły mi do gustu. Magiczne i tajemnicze Krystyno, biło się w moim TOP 3 utworów z chwilowo meksykańskim brzmieniem (Quentin Tarantino, jak najbardziej!) Pocałuj Pochowaj oraz sentymentalną Matką Teresą z wyraźnym dźwiękiem rytmicznej perkusji i gitar. W trakcie koncertu moje ustawki najlepszych utworów całkowicie się zmieniły. Bardzo spodobało mi się melorecytowane w refrenie Zakopolo i pięknie ciągnące się dźwiękiem Lato 1996. Szczególnym momentem koncertu było również wykonanie utworów, które towarzyszyły ścieżce dźwiękowej do filmu Chemia, opowiadającą historię z faktami z życia zmarłej Magdy Prokopowicz. O ile w Domie słychać bardziej pozytywne emocje, to Kostuchę zaliczyć należy do najsmutniejszych utworów na płycie. Oszczędny aranż, minimalizacja dźwięku i wysunięty na pierwszy plan wokal, sprawiają, że nie potrzeba dużo, aby utwór brzmiał intrygująco, a odbiorcy się w nim zasłuchiwali. Zespół nie zapomniał również o swoich starszych utworach na czele z Takiego chłopaka (ktoś tego nie zna?!), balladowym Pod Włos, Sopocie czy wywołującym uśmiech na twarzy utworze Niemiłość. W tym miejscu trzeba też podkreślić doskonałą pracę muzyków, którzy byli wręcz perfekcyjni. W momentach bez wokalu, ich solówki wprowadzały nas w nieco jazzowy klimat, który dobrze komponował się w całości koncertu. Bardzo zgrana ekipa!

Osobny akapit chciałbym poświęcić wokalowi Natalii Grosiak, który nie ukrywajmy, jest wyjątkowy. Od pierwszych jego taktów zastanawiałem się czy nie posiłkuje się ona playbackiem. Szybko jednak zrozumiałem, że jej głos jest tak krystaliczny i czysty, że trudno odróżnić go od studyjnego, takiego słyszanego na płycie. Doskonale pasuje on do balladowej Krystyno, w której dźwięki są długie i trzeba umiejętnie po nich płynąć. Z drugiej strony dobrze komponuje się w weselsze melodie typu Matka Teresa ( i nie, nie jest to piosenka o wiśniówce). Możliwości wokalne są tu ogromne, a przy tym uzyskujemy zespół emocji bardzo różnych w swojej odsłonie. Jak widać nie trzeba wnosić się na wyżyny wokalne, wymyślne vibrato i wręcz krzyki, aby piosenki były w dobry sposób odbierane i skłaniały nas do refleksji.

Zespołowi życzę udanych koncertów na tej trasie, a sobie więcej takich występów w Toruniu.

Fotogaleria: Jakub Molin / All About Music

Czytaj również