Jak coming out to tylko w teledysku. Felieton Łukasza Jaćkiewicza

Kilka dni temu do sieci trafił teledysk młodego, obiecującego wokalisty Toojiego. Nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie fabuła zahaczająca o wątki kontrowersyjne. Muzyk swój coming out zaprezentował w bogato zdobionym klipie. Teraz już nikt nie ma wątpliwości…

Tooji – norweski wokalista, o którym większość z nas zapewne nie słyszała. Szerzej dał się poznać dzięki występowi w Konkursie Piosenki Eurowizji w 2012 w azerskim Baku. Jego propozycja Stay dostała się co prawda do finału, ale tam zajęła zaledwie 26- miejsce. Piosenka jednak szybko stała się hitem list przebojów i… słuch o nim zaginął. Wokalista wydawał co prawda kolejne single, prezentował teledyski, ale do popularności z przełomu 2012 roku nadal mu było daleko. Niestrudzony postanowił odbić się od dna i wydał prowokacyjny teledysk do utworu The Father Project. Pewnie nie byłoby w nim nic spektakularnego, gdyby nie odważne sceny i deklaracja dotycząca jego orientacji seksualnej. Cała fabuła ma swój wątek kulminacyjny mniej więcej od połowy, gdy Tooji podchodzi w kościele do księdza i zaczyna go całować. Jak się nietrudno domyślić panowie zaczynają się rozbierać, a całość kończy się stosunkiem seksualnym. Mało tego ich akt oglądają wierni – jedni są zdziwieni i zaskoczeni, drudzy natomiast patrzą z niedowierzaniem i są zbulwersowani. Wszyscy jednak akceptująco się uśmiechają bądź są zaciekawieni całą sytuacją.  Na końcu nagiej parze wyrastają wielkie, anielskie skrzydła – jak gdyby aprobata boska.

Do sprawy tej podchodzić można dwojako. Z jednej strony muzyk w końcu chciał wyjawić swoją tajemnicę całemu światu. Dla niedowiarków – nie było to jedynie kreacja aktorska. Tuż po wydaniu teledysku na swoim Twitterze napisał:

Mój ksiądz z video dokonał coming outu, więc zrobię to i ja

Tooji więc autentycznie przyznał się do swojej homoseksualnej orientacji seksualnej, a także poruszył wiele interesujących kwestii jak chociażby temat orientacji księdza czy (nie)akceptację ludzi na takie zjawisko. Wielu internautów podkreśla odwagę wokalisty i w sposób jaki to zrobił. Inni jednak mają odmienne zdanie. Zarówno prowokacyjny klip jak i cały utwór traktują jako próbę odbicia się wokalisty od dna, próbę ponownego zaistnienia chociażby na norweskim rynku muzycznym. Może i po części tak było, ale nie wierzę żeby to był główny zamysł tego teledysku. Pamiętacie Sama Smitha i teledysk do piosenki Lay Me Down? Plotki o jego orientacji towarzyszyły mu chyba od pierwszych kroków na scenie. Wokalista grał w nim rolę przyjaciela pewnej pary będącej w stałym związku. Jak się później okazuje, tak naprawdę jest on zakochany w mężczyźnie i poprzez krótką scenę tańca ma nadzieję, że zakończy związek z kobietą. Tak się jednak nie staje… Krótko po premierze teledysku, wokalista potwierdził tę informację i  swoją orientację. Podobnie mogło być w przypadku Tooji, o którym plotek też było co nie miara. W jego przypadku jednak trzeba zauważyć jego odwagę. Wokalista nie kryje swojego irańskiego pochodzenia, a przecież homoseksualizm w krajach arabskich jest prawnie zakazany, każde jego przesłanki gorzko karane. Innym przykładem może być także Maria Niklińska, która w swoim teledysku całuje się z kobietą i udaje zakonnicę (jak na polskie realia, fakt rzadki). Tu jednak jest to tylko kreacja aktorska, a wokalistka próbuje swoich sił w byciu kontrowersyjną.

Takich „coming outów” w muzyce można by wymieniać długo. Świat idzie do przodu i przestaje się wstydzić swoich upodobań. W dobie Internetu, paparazzi i wielu plotkarskich mediów, jest ten fakt co raz ciężej ukryć. Artyści sami decydują się na wyjście z cienia i opowiedzeniu o swojej historii. Praktycznie każdy z nich jest wtedy traktowany z szacunkiem i jak widać po Samie – zdobywa pierwsze miejsca list przebojów i sprzedaje miliony płyt. Tego też i życzę Toojiemu – aby w końcu znalazł swoją wymarzoną drogę w muzyce i został tak samo (jak nie lepiej!) traktowany przez społeczeństwo!

Czytaj również