CO?! – taka była moja reakcja, kiedy przeczytałem, że w maju na polski rynek trafi autobiografia Duffa McKagana – byłego basisty Guns’N Roses – zatytułowana Sex, drugs & rock n’ roll… i inne kłamstwa. Nie zrozumcie mnie źle – nie odbierałem Duffowi w żaden sposób zasług, jakie należą mu się za bycie jednym z założycieli i członków tej legendarnej grupy. Jednak bałem się, że jego opowieść okaże się nieciekawa.
Moje podejście w tej kwestii okazało się zupełnie bezpodstawne. Oceniane wydawnictwo to jedna z najlepszych muzycznych publikacji, jakie w życiu przeczytałem. A przeczytałem ich całkiem sporo.
Książka Duffa McKagana rozkłada na czynniki pierwsze życie gwiazdy rocka. Prezentuje niesamowitą podróż chłopaka, który w wieku nieco ponad dwudziestu lat wsiadł do swojego zdezelowanego i starego forda, a następnie pozostawiając za sobą rodzinne Seattle, wyruszył w stronę L.A, by odnaleźć muzyków, z którymi mógłby założyć wielki muzyczny projekt. To, jak wiadomo, mu się udało. Autor szczegółowo opisuje okres formowania się pierwszego i legendarnego składu Gunsów. Przedstawia zdobywanie przez grupę coraz to wyższych hierarchicznie pozycji w świecie muzyki rozrywkowej – od małych klubów w L.A po wielkie widowiskowe hale, od prowizorycznych tras koncertowych po ogólnoświatowe tournee, w czasie którego stać ich było na takie zachcianki jak… prywatny tatuażysta.
Lecz pozycja ta to nie tylko spowiedź gwiazdy rocka. To również zwierzenia osoby, która była mocno uzależniona od alkoholu i narkotyków. Duff, jak sam przyznaje na łamach książki, potrafił wypić dwie butelki wódki dziennie. Mieszał ją ze wszystkimi znanymi wtedy dragami, by móc w jakikolwiek sposób „normalnie” funkcjonować. Często tracił kontakt ze światem. Najbardziej powaliło mnie na kolana jego wspomnienie, że w czasie trasy po Europie Wschodniej w 1992 roku kompletnie nie pamiętał tego, że występował przez kilkudziesięciotysięczną widownią w Pradze. Ba, nie kojarzył nawet, że był w ówczesnej Czechosłowacji!
Sex, drugs & rock n’ roll… to także historia człowieka, któremu udało się wyjść z naprawdę wielkiego dołka. Dwa rozwody, problemy wewnątrz zespołu oraz wieloletnie katowanie organizmu alkoholem i narkotykami doprowadziło McKagana prawie do śmierci. Pewnego dnia jego trzustka nie wytrzymała i pękła. Od tego feralnego dnia autor kompletnie odmienił swój tryb życia. Używki zamienił na zdrową dietę, a całonocne balangi na treningi z mistrzem sztuk walki i mentorem.
Bardzo trudno odnaleźć w tym wydawnictwie coś nudnego – jakiś niepotrzebny epizod, czy rozdział. Sex, drugs & rock n’ roll… jest przebojową i pełną hardcorowych anegdotek historią muzyka, który pomimo milionów na koncie osiągnął egzystencjalne dno. A co ważne, zdołał się z niego wydostać. Mimo, że w późniejszych latach przez chwilę powrócił do brania narkotyków (w postaci leków przeciw zaburzeniom lękowym), to miłość do rodziny, którą kilka lat wcześniej ostatecznie założył, pomogła mu raz na zawsze odstawić dragi w kąt.
Publikacja ta wciąga czytelnika jak odpływ wodę pod prysznicem. Szybkie, kilkustronowe rozdziały dodają całej historii dynamizmu. Czyta się ją bardzo lekko, mimo niekiedy ciężkiej i przygnębiającej tematyki. W przypadku ocenianej książki trudno mówić o jakiejkolwiek nudzie. Jej stężenie wynosi zero.
Martwi mnie tylko jedna rzecz – wpis od autora znajdujący się na jednej z pierwszych stron. Oto jego treść: Moi przyjaciele i koledzy z zespołu mogą pamiętać niektóre z opisanych przeze mnie historii inaczej niż ja, ale zrozumiałem, że każdą opowieść można ukazać z wielu punktów widzenia. To są moje historie. To moja perspektywa. To moja prawda. W głowie mej od razu rodzi się pytanie: czy czasem część tej opowieści nie została troszkę podkoloryzowana? Poprzez taki wpis Duff daje mi do zrozumienia, że może tak rzeczywiście być. W książce McKagan wspomina, że nazwa piwa Duff w The Simpsons pochodzi właśnie od jego pseudonimu. Problem w tym, że twórcy serialu zdecydowanie temu zaprzeczają. Tu powstaje kolejne pytanie: ile w tej książce jest prawdy, a ile fikcji? Szczerze? Mam to gdzieś i daję dziewięć i pół, bo od dawna żadna publikacja ze świata muzyki nie wciągnęła mnie tak mocno, jak właśnie ta.


