Lao Che – Dzieciom (2015), recenzja Joanny Gulewicz

Być może nie każdy z was jest w stanie wymienić utwory zespołu Lao Che, z całą pewnością jednak każdy z was słyszał i ich i o nich. Lao Che to jedna z tych mitycznych kapeli – owianych mgiełką tajemnicy, których nazwa pojawia się na ustach co butniejszej młodzieży niczym modlitwa.  Zespół istnieje już od ponad piętnastu lat, nie mówimy więc tutaj o nieopierzonych podlotkach, ale raczej „starych wyjadaczach”, którzy doprowadzili swoje rzemiosło na szczyt! Za album Powstanie Warszawskie zgarnęli nie tylko Złota Płytę, ale zostali też uhonorowani przyznawanymi przez prezydenta Srebrnymi Krzyżami Zasługi.  Kolejny krążek – Gospel przyniósł takie perełki, jak Hydropiekłowstąpienie, które dotarło do 1-szego miejsca na Liście Przebojów Programu Trzeciego. No i oczywiście Drogi Panie – czy ktoś z was nie kojarzy osławionego refrenu Nie będę do pana telefonował (…)?.. Tak, tak – to też Lao Che! 6-ego marca światło dzienne ujrzał najnowszy, 6-ty studyjny album Lao CheDzieciom. W produkcji brał udział sam Piotr „Emade” Waglewski, zatem warto rzucić okiem, co to takiego. Zapraszam do lektury!

 

Płytę otwiera tajemniczy Dżin. Kompozycja została oparta o dźwięki ślizgające się po gamie i bliskie brzmieniem muzyce  Wschodu. Specyficzny efekt klimatu orientalnego został osiągnięty dzięki stale powtarzającemu się motywowi przewodniemu. Mimo nadmienionej powtarzalności, melodia za każdym razem zostaje nam podana w innej formie. Różni się od pierwowzoru pojedynczymi dźwiękami, to znów nałożonym efektem stłumienia – o monotonii nie ma tutaj mowy. Falująca kreacja utworu zakłada nie tylko falowanie melodii, ale też nakładające się na nie „fale” głosu, który pojawia się w chwilach wytłumienia reszty instrumentarium. Dzięki temu zabiegowi na plan pierwszy wysuwa się warstwa tekstowa utworu.

 

Singlowe Tu z kolei to propozycja skoczna, wręcz wyliczankowa. Konstrukcja kompozycji bazuje na figlarnym dialogu trąbki z gitarą i wokalem. Kanwą utworu jest opierający się o kilka blisko spokrewnionych ze sobą dźwięków stały motyw wiodący. Elementem różnicującym poszczególne partie kompozycji jest natomiast rytm melodii, która na każdym z poszczególnych instrumentów wydaje się brzmieć inaczej. W ślad za dynamiczną, skoczną partią trąbki podąża także sekcja strunowa. Gitary pozornie tylko mogą wydawać się nieco bardziej „rozlazłe” i mniej dynamiczne niż sekcja dęta, w rzeczywistości bowiem jest to dokładnie takie samo tempo. Solowa partia gitary zawiera w sobie jedynie co drugi dźwięk przypadający trąbke, dzięki czemu wydaje nam się, że mamy do czynienia z zupełnie inną melodią o odmiennej dynamice. Bardzo podobnie został skonstruowany kawałek Legenda o Smoku.

 

 

Dla odmiany Wojenka to zalotny dialog ze znaną nam z Koszmaru z Ulicy Wiązów wyliczanką, która przewija się przez cały film. Lao Che twórczo wykorzystuje ten motyw, zupełnie zmieniając jego znaczenie. Utwór inaczej, niż w poprzednich propozycjach opiera się o dynamiczną sekcję syntetyzatorów, podbudowanych prostymi dźwiękami gitary. Całość została utrzymana w molowej i subtelnej tonacji, bliskiej kołysance. Mimo prostoty środków wyrazu, kawałek ujmuje wdziękiem i aurą melancholijnej refleksji.

 

https://www.youtube.com/watch?v=IaDSid-zUgs

 

Znajdę rozpoczyna urzekająca, bliska tym wszystkim nocnym balladom rockowym melodia. Kanwą dla niej jest harmonijne połączenie stłumionej sekcji perkusyjnej, z niemal niezauważalną partią gitary i delikatnymi syntetyzatorami. Całość oscyluje wokół wysokich, molowych rejestrów, co jest płodnym gruntem dla refleksyjnej tkanki utworu. Utwór wydaje się niespiesznie sączyć, lecieć przez rozświetlone okienkami wieżowców miasto. Ten specyficzny, senny klimat został osiągnięty dzięki rozdźwiękowi między dynamiką instrumentarium i głosu. Podczas kiedy tło muzyczne, choć subtelne i wytłumione bazuje na dynamicznie następujących po sobie dźwiękach, wokal pod koniec każdej zwrotki rozlewa się nad nimi, obejmując pojedynczą artykulacją kilka odpowiadających jej taktów.

 

Senny, kołyszący klimat jest utrzymywany również w utworze Spięty – Bajka o Misiu (Tom Pierwszy). Kawałek to kolejna zabawa z konwencją. Artyści tym razem sięgają po znany nam z dzieciństwa baśniowy motyw zaczynający się od: Za siedmioma górami, za siedmioma lasami (…). Ale co tutaj się dzieje? O czym jest baśń? Nie, nie spodziewajcie się królewny i magicznych elfów. Widzą to inaczej:

 

Za górami, za lasami,

za czterema Burger Kingami

był sobie raz zielony las

w lesie tym miś co w ekosystem wdepnął po pas.

 

Historia oczywiście się rozwija i misia spotyka sporo przygód, ale jak to zwykle z Lao Che bywa, wszystko stroni od sztampy, czy banału i niczego nie da się przewidzieć. Ten uroczej historii towarzyszy równie urokliwa warstwa brzmieniowa.  Kołyszące dźwięki dzwonków, stłumiona, choć rytmizująca całość perkusja, delikatny, kołyszący wokal, nucenie – całość rzeczywiście jest bliska baśni, czy kołysance szeptanej dzieciom do snu, choć mocno trzyma się tonacji molowej.

 

 

Zupełnie inaczej rzecz się ma z kawałkiem Bajka o Misiu (Tom Drugi). Kompozycja jest gęsta, chaotyczna, wydaje się rozpadać. Dźwięki pozornie krążka po różnych orbitach, skacząc po różnych tonacjach i gamach. W rzeczywistości jednak ciekawy efekt rozpadania się dźwięków i nieskładności utworu wynika z zupełnie czego innego. Kawałek opiera się na stałej i napędzającej dynamikę całości partii syntetyzatorowej, której melodykę i tempo stara się odtworzyć zarówno wokal jaki i partia gitary. Nadmieniony efekt został osiągnięty dzięki zmieniającej się formie, w której otrzymujemy sekcję gitarową. Proszę zwrócić uwagę, ze jest ona niczym krzyżówka, za każdym razem skupia się na innych dźwiękach tej samej melodii, pomijając inne. To właśnie stąd efekt „rozpadania się” kawałka.

 

https://www.youtube.com/watch?v=QePEZEdualI

 

Jeszcze inaczej sprawa wygląda w wypadku Z Kamerą Wśród Zwierząt Buszujących w Sieci. Kawałek jest silnie zdynamizowany syntetyzatorami, którym odpowiada równie dynamiczna partia wokalna. Głos idealnie pokrywa się z rytmiką utworu, nie opuszczając artykulacją ani jednego dźwięku. Dzięki temu, że utwór oscyluje wokół sąsiadujących ze sobą dźwięków, ze szczególnym uwzględnieniem półtonów spiętrza się w nim klimat napięcia i niepokoju. Aura ta jest dodatkowo potęgowana stale powtarzającym się w refrenie opadaniem dźwięków, z tonu na półton, w dół gamy. Mniej więcej w połowie utworu następuje nieoczekiwane wyciszenie, ciążące ku wysokim rejestrom i górze pięciolinii. Oczywiście jedynie po to, by znów powrócić do melodycznej podstawy.

 

Errata to „jazzująca”, rozlewająca się muzyczna fantazja. Charakterystyczny dla jazzu klimat rozleniwienia i „rozlewania się” utworu został osiągnięty dzięki głosowi, który poszczególną artykulacją obejmuje kilka dźwięków tła. Ten smaczek zostaje dodatkowo podbudowany za pomocą wciąż zmieniającego się motywu wiodącego, który co prawda ma stałą bazę w postaci kilku opadających na pięciolinii dźwięków, lecz za każdym razem muzycy dodają do tej podstawy jakąś modyfikację. A to kolejny dźwięk, to znów zmiana tonacji, lub odbicie w przeciwnym kierunku gamy. Bardzo podobnie wygląda konstrukcja utworu A Chciałem Sobie.

 

Podsumowując Dzieciom to kawał solidnej roboty. Szczególnie przykuły moją uwagę zabawy z konwencją, twórcze wykorzystanie zastanych motywów i podanie ich w zupełnie nieoczekiwanej formie. Nie każdy muzyk jest gotów igrać ze słuchaczem i nie każdy może sobie na to pozwolić. W tej materii Lao Che radzi sobie świetnie. Materiał jest świeży, szalony ale wszystkim utworom zawsze towarzyszy rozbrajający, pół-ironiczny, pół-pobłażliwy uśmiech.

 

 

Czytaj również