Dzisiaj sobota, 20 października. Obchodzimy Światowy Dzień Statystyki, także statystycznie rzecz ujmując, jest wszystkim jest zimno i ponuro. Na rozgrzanie, obok obowiązkowych herbatki i kocyka, muzyczne wydarzenia sprzed lat – i to jakie!
1971

W Long Beach w Kalifornii urodził się amerykański raper i aktor Cordozar Calvin Broadus, czyli Snoop Dogg. Debiutował w 1992 roku, odkryty przed Dr. Dre. Od tego czasu wydał szesnaście albumów, które sprzedały się w ilości prawie 60 milionów egzemplarzy na całym świecie. Co ciekawe, nie rapował od kołyski – jako dziecko chodził na lekcje śpiewu i gry na fortepianie i dopiero w szóstej klasie zainteresował się na poważnie hip-hopem. Jego styl określany jest jako skrajnie wyluzowany i pełen uproszczeń, czego zasługą jest z pewnością nierozerwalny z jego wizerunkiem skręt.
Nie samym nawijaniem Snoop Dogg żyje. W trakcie swojej kariery przeszedł na rastafarianizm i, jak Snoop Lion zainteresował się muzyką reggae (płyta Reincarnated z 2013 roku), a następnie zwrócił się ku gospelowi i biblii, czego owocem jest płyta Bible of Love z marca 2018 roku. W międzyczasie zagrał w kilkudziesięciu produkcjach kinowych i telewizyjnych, wyreżyserował dwa filmy pornograficzne, a obecnie, u boku Marthy Stewart, prowadzi kulinarne talk-show na kanale VH1.
W 48 urodziny życzymy dalszych sukcesów. I dużo dobrego towaru.
1992
Ćwierć wieku i jeden rok temu premierę miał bez wątpienia najbardziej kontrowersyjny album Królowej Popu – Erotica. Już na etapie promocji skrajnie podzielił odbiorców, przede wszystkim zawierającą erotyczne zdjęcia książką Sex, jak i główną rolą piosenkarki w, nie ukrywajmy, przeciętnym thrillerze erotycznym Sidła Miłości.
Płyta pozostaje jedną z najbardziej niedocenionych w twórczości artystki, jak i historii muzyki w ogóle, będąc uznaną dopiero po latach. Madonna, jako swoje alter-ego Dita, porusza nie tylko oczywistą tematykę sadomasochizmu, fetyszów i sypialnianych tematów tabu, ale również szeroko odnosi się do homoseksualizmu i problemu AIDS.
Na gruncie muzycznym w niczym nie przypomina wcześniejszej twórczości piosenkarki – dominują brzmienia łączące dance, house i techno z ciężką perkusją i transowymi syntezatorami, a śpiew w dużej mierze ustępuje zmysłowemu szeptowi lub melorecytacji. Płyta zdecydowanie wyprzedzała swoją epokę, wywierając wpływ na późniejszą twórczość Janet Jackson oraz Beyonce i znajdując echo nawet w bliższych nam nagraniach Rihanny, Britney Spears czy Katy Perry.
