W poniedziałek przypomnieliśmy Wam kilka piosenek, które kończą w tym roku dziesięć lat. Teraz, pora na albumy, bo je również warto powspominać. Jak wcześniej – lista jest alfabetyczna, a na końcu znajduje się polski akcent tego zestawienia. Zapraszamy na kolejną podróż w czasie!
Adele – 21
Dwa Grammys, Brit Award, Billboard Music Award… A to zaledwie szczyt góry lodowej nagród, jakie Adele otrzymała za to dzieło. 21 był dopiero drugim albumem studyjnym młodziutkiej artystki, a osiągnął tak wiele. Nic dziwnego, bo każdy utwór stoi na najwyższym poziomie i mógłby promować płytę. Dodatkowo, 21 pobiło 5 rekordów Guinnessa: pierwszy album w historii Wielkiej Brytanii, który sprzedał się w trzech milionach kopii podczas roku kalendarzowego, 11 tygodni jako najlepszy album solowej artystki w Wielkiej Brytanii (a później kolejny rekord – 18 tygodni), najlepiej sprzedający się album cyfrowy w Wielkiej Brytanii i Stanach Zjednoczonych. Jak to możliwe? Wystarczy silny jak dzwon głos, charyzma i ciężka praca.
Beyoncé – 4
Chwila oddechu od popowych brzmień na rzecz R&B i funku pozwoliła Beyoncé stworzyć album, który był powiewem świeżości na rynku. Czerpała inspiracje z życia codziennego. Wycofała się na jakiś czas z blasku fleszy, by otoczyć się sztuką – spektaklami na Broadwayu, czy w teatrze. Dodatkowo zakończyła współpracę ze swoim ojcem, który od lat 90. pełnił funkcję jej managera. To wszystko złożyło się na 4 – płytę, która pokazała nam, jaka naprawdę była Beyoncé w 2011 roku.
Britney Spears – Femme Fatale
Swój siódmy album studyjny zaprezentowała również Księżniczka Popu we własnej osobie. Femme Fatale to jednak nic odkrywczego. Proste, wpadające w ucho teksty, trochę elektronicznego beatu i dziecięcy głos Britney. Wokalistka dała fanom to, czego oczekiwali. Czyli parę dobrych popowych utworów. W ramach trasy promującej zagrała aż 79 koncertów w obu Amerykach, Europie i Azji. Co ciekawe, supportowała ją wtedy sama Nicki Minaj.
Coldplay – Mylo Xyloto
Ta płyta była nagrywany aż przez trzy lata. Dlaczego tak długo? Mylo Xyloto to album koncepcyjny, który opowiada pewną historię. W świecie Silencia (który jest orwellowską dystopią) autorytarny rząd wytoczył wojnę dźwiękowi i kolorom. Sprzeciwia się temu tytułowy wojownik Mylo Xyloto. Kawałek po kawałku śledzimy jego zmagania, rozterki i to, jakie zmiany w nim zachodzą. Na podstawie tej opowieści powstał nawet siedmiotomowy komiks. Nic dziwnego, że płyta jest przez wielu nazywana najlepszą w karierze Coldplay, choć wszystkie ich dzieła stoją na najwyższym poziomie!
Ed Sheeran – +
Ten album to było spełnienie jego najskrytszych marzeń. Ed Sheeran uwiódł słuchaczy swoją skromnością i ogromnym talentem, który zaprowadził go na szczyt. Wcześniej wydał kilka niezależnych EP-ek, lecz to + – debiutancki album wokalisty – zapewnił mu szerszy rozgłos. Chociaż płyta trwa prawie pięćdziesiąt minut i składa się aż z 13 kawałków, nagrywano ją tylko przez trzy miesiące. Sprzedała się nie tylko w ojczystej Wielkiej Brytanii, ale również w Stanach Zjednoczonych, gdzie została ogłoszona największym brytyjskim debiutem od czasów Susan Boyle. A taka konkurencja to sam zaszczyt!
Florence + the Machine – Ceremonials
Po nagraniu piosenki na potrzeby sagi Zmierzch Florence Welch zamknęła się z Paulem Epworthem na dwa tygodnie w studio. Efektem ich pracy był utwór Strangeness And Charm, który stał się kamieniem węgielnym nowego projektu. Później poszła fala i powstała cała reszta. Sam producent nazwał ten projekt dziwnym, bo z jednej strony jest bardzo energetyczna, a z drugiej przypominała mu maszynę. Inspiracje twórcze były naprawdę różne – kac, sen o babci, wizja o Virginii Woolf… Ale w tym szaleństwie jest metoda. Wspólnym mianownikiem są odważne dźwięki i mocny przekaz.
Jennifer Lopez – Love?
Powrót w takim stylu mogła zrobić tylko Jennifer Lopez. Po czterech latach milczenia światło dzienne ujrzał jej nowy krążek. Nie obyło się jednak bez problemów. Premiera była wielokrotnie przekładana, a pierwotnie single w końcu nie znalazły się na albumie. Jednak nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło. Dostaliśmy płytę wręcz naszprycowaną hitami – On The Floor, Papi, I’m Into You… Jednym słowem, Love? to czterdziestominutowa impreza, z której nie chcemy wychodzić.
Jessie J – Who You Are
Kolejny debiut na naszej liście. Jessie J z albumem Who You Are. Sesje nagraniowe trwały przez prawie sześć lat z przeróżnymi producentami. Każdy dodał coś od siebie, a wszystko ze sobą dobrze współgra. To właśnie z tej płyty pochodzą takie hity jak Domino, czy Price Tag. Who You Are zostało pierwszym w historii żeńskim, brytyjskim projektem, z którego pochodzi sześć top hitów w Wielkiej Brytanii.
Kelly Clarkson – Stronger
Piąty album amerykańskiej wokalistyki – Kelly Clarkson – został zatytułowany Stronger. Od razu na myśl przychodzi jej nieśmiertelny singiel Stronger (What Doesn’t Kill You), który pochodzi właśnie z tej płyty. Jednak na krążku znajdują się inne, równie dobre hity – Mr. Know It All, czy Dark Side. Nic dziwnego więc, że album został nagrodzony Grammy.
Lady Gaga – Born This Way
Choć w świecie muzyki istnieje pewne fatum, nazywane syndromem drugiej płyty, w przypadku Lady Gagi nie było się o co martwić. Przez fanów został okrzyknięty opus magnum dotychczasowego dorobku artystki. Born This Way pokazał nam, że Gaga to nie tylko królowa popowych kawałków. Na płycie można usłyszeć inspiracje rock’n’rollem, heavy metalem, operą, techno i muzyką elektroniczną. Jednak oprócz samej muzyki ważne są też teksty, które również poruszają skrajną, kontrowersyjną tematykę. Wolność, religia, seksualność, indywidualizm to filary, na których artystka oparła swój album. Nie obyło się oczywiście bez kontrowersji, ale to tylko świadczy o tym, jak mocny jest ten album. W innym przypadku raczej nie wywoływałby tak silnych emocji.
Nicole Scherzinger – Killer Love
Znana z zespołu The Pussycat Dolls już w 2007 roku zaczęła pracować nad swoim solowym projektem. Napisała na jego potrzeby ponad sto piosenek, lecz z niewiadomych przyczyn data premiery była wielokrotnie przesuwana. Wówczas debiutancki album miał nosić tytuł Her Name Is Nicole. Mijały lata, a płyta nadal nie ujrzała światła dziennego. Ostatecznie, w 2011 roku postanowiła nagrać wszystko od nowa i w taki sposób powstało Killer Love.
One Direction – Up All Night
Za powstanie One Direction odpowiada Simon Cowell – juror brytyjskiej edycji X-Factora, który postanowił połączyć pięciu chłopców w zespół. Z odcinka na odcinek zdobywali rzesze fanów. Choć nie wygrali programu (zajęli trzecie miejsce), wytwórnia Soyco Music zaproponowała im kontrakt, który opiewał aż na dwa miliony funtów. Z programu trafili prosto do studia nagraniowego, gdzie powstało Up All Night. Zadebiutowali na drugiej pozycji UK Album Charts dzięki sprzedaży 138,631 ilości kopii płyty, która była najlepiej sprzedawaną płytą w Wielkiej Brytanii. Tak zaczął się fenomen najpopularniejszego boysbandu zeszłej dekady.
Rihanna – Talk That Talk
Na początku swojej kariery Rihanna nie próżnowała. Praktycznie co roku dawała fanom dawki nowej muzyki. 2011 rok przyniósł album Talk That Talk. Początkowo planowano stworzenie reedycji Loud, lecz porzucono ten projekt na rzecz świeżego materiału. Wydawnictwo powstało głównie podczas trasy koncertowej, więc w tym czasie artystka nie miała czasu wytchnienia. Non-stop pracowała. Co ciekawe, pierwszą osobą spoza ekipy, która zobaczyła okładkę była jedna z fanek, której Riri dała ją podczas jednego z koncertów. Potwierdziła to na Twitterze, gdzie napisała: Jeden szczęśliwy człowiek po moim koncercie dostał pierwszy okładkę! Ona jest pierwszą, która to zobaczyła! Tylko jedna osoba na świecie to ma!
Doda – 7 Pokus Głównych
Gdyby ten album wyszedł dziesięć lat później, wszyscy oszaleliby na jego punkcie. Po prostu ludzie w 2011 roku nie byli gotowi na to, czego dokonała Doda. Zacznijmy od siedmiu różnych okładek, które wywołały na dzień dobry sporo kontrowersji. Kilka dni przed premierą rozpoczęła się trasa The Seven Temptations Tour, która wyraźnie była inspirowana najlepszymi koncertami Lady Gagi i Britney Spears, jednak z rockowym pazurem. Tego na polskim podwórku jeszcze nie grali. Sama płyta to połączenie mocnych brzmień z popowym klimatem, a łącznikiem między utworami są wstawki w wymyślonym języku Dadarin. Czasochłonny, dopieszczony projekt spotkał się z krytyką recenzentów i dziennikarzy, którzy krytykowali artystkę za brak przebojowego materiału, czy pretensjonalność. Ale przeboje na tej płycie są, i to jakie! Bad Girls, XXX, Electrode… Planowano też premierę anglojęzycznej wersji, która miała być nagrywana w Stanach, lecz niestety nie doszło to do skutku. A szkoda, bo może amerykański rynek doceniłby Dodę bardziej, niż ten rodzimy.
Sylwia Grzeszczak – Sen o przyszłości
Sylwia Grzeszczak współpracowała wcześniej z Liberem, lecz przyszedł czas na jej solowy projekt. Sen o przyszłości to album, na którym znajdzie się głównie ballady. Artystka pokazała, co naprawdę gra w jej duszy, a są to sentymentalne kawałki. Jednak nie tylko one, bo mamy też kilka żywych utworów. To właśnie stąd pochodzą takie przeboje jak Małe rzeczy, czy tytułowy Sen o przyszłości.
