Queen + Adam Lambert wystąpili w Kraków Arenie. Relacja Kuby Koziołkiewicza

Queen + Adam Lambert wystąpili w Kraków Arenie. Relacja Kuby Koziołkiewicza

Array

— Dziękuję wam wszystkim za danie mi wspaniałej szansy śpiewania z tym wielkim zespołem — powiedział do krakowskiej publiczności Adam Lambert, wokalista, występujący obecnie z Queen. Adam, napiszę to w ten sposób – nie musiałeś nam za nic dziękować. Ty, zdaniem zdecydowanej większości widowni, na to po prostu w 100 procentach zasłużyłeś.

***

To był niesamowity wieczór. Spełnienie najskrytszych marzeń. Na moich oczach ziściły się sny ponad 15 tysięcy osób zgromadzonych w Kraków Arenie. W czasie ponad dwugodzinnego show, wszyscy ujrzeliśmy jeden z najbardziej legendarnych zespołów rockowych w historii. Fakt – bez Freddiego Mercury’ego – niepodrabialnej ikony, która na całą trasę patrzy, mam nadzieję, z niebieskiego piedestału. Fakt – bez Johna Deacona – basisty, niezainteresowanego udziałem w projekcie bez swego wąsatego kolegi. Lecz Queen to nadal Brian May i Roger Taylor – członkowie pierwotnego, wspaniałego i niepowtarzalnego składu. A wspiera ich młody i cholernie uzdolniony chłopak, który – wbrew wszystkim głosom hejterów – uniósł ciężar występowania z jednym z najwspanialszych tworów brytyjskiej muzyki. I to bez żadnej zadyszki. Na totalnym luzie.

Show rozpoczęło prawie 20 minutowe intro, odgrywane z głośników umieszczonych obok wielkiej, białej płachty z logiem zespołu, przysłaniającej estradę. Kosmiczne dźwięki przerodziły się w początek One Vision – koncertowej petardy, którą Queen rozpoczynało większość swoich show od 1986 roku. Gdy kurtyna w końcu uniosła się w górę, ujrzeliśmy ubranego, niczym Elvis Presley w drugiej połowie lat 60. Adama, siwowłosych Briana i Rogera oraz występujących wraz z nimi wspaniałych muzyków, wśród których znalazł się Rufus – syn Taylora. Wspiera on w czasie obecnej trasy swojego tatę, który nie wytrzymałby fizycznie trudów grania na bębnach całego show. Aż wierzyć się nie chcę, ale w lipcu skończy 66 lat.

Po wykonaniu One Vision, w początkowej części koncertu usłyszeliśmy jeszcze m.in Another One Bites The Dust, Fat Bottomed Girls, w czasie którego Brian May wykonał rundę wokół podestu, z przyczepioną u gryfu gitary kamerką, filmującą wypełnioną niemal po brzegi arenę, czy I Want To Break Free.

style=”display:inline-block;width:728px;height:90px” data-ad-client=”ca-pub-7374627092908685″ data-ad-slot=”3389026700″>

Następnie przyszedł czas na bardziej kameralny etap występu. Na czubie podestu, z dwunastostrunową gitarą akustyczną, zasiadł Brian, i zapowiedział wykonanie przepięknej ballady – Love Of My Life. Poprosił wszystkich zebranych, by wspierali go w odśpiewaniu tego utworu w pamięci dla jego wielkiego przyjaciela – Freddiego Mercury’ego. Gdy wypowiadał te słowa, nie trudno było zauważyć kilka łez, spływających spod jego lekko pomarszczonych powiek. W czasie odgrywania tej kompozycji popisała się cała zebrana publiczność, wyciągając swoje telefony i włączonymi latarkami, stworzyła cudowną oprawę. Brian nie krył swojego podziwu wobec zaistniałej sytuacji. W Love Of My Life pojawił się też Freddie Mercury – na ogromnym telebimie, przez kilkanaście sekund wyświetlono jego wykonanie tego utworu z Wembley z 1986 roku. To był piękny i bardzo wzruszający moment, który ciężko wymazać z pamięci.

Drugą część show otworzyła porywające drum battle, pomiędzy starszym a młodszym Taylorem. Ciężko było wyłonić zwycięzcę tej bitwy, ale moim osobistym wygranym był oczywiście Roger, który ze swoim nieco większym niż 30 lat temu brzuszkiem, wyglądał po prostu uroczo.

Dalej usłyszeliśmy m.in It’s A Kind Of Magic, z perkusistą zespołu za mikrofonem, Somebody To Love, Who Wants To Live Forever, w czasie którego z sufitu zsunęła się dyskotekowa kula, odbijająca światła laserów wystrzelonych z estrady. Było też I Want It All, z chóralnie odśpiewywanym refrenem przez wszystkich zgromadzonych na Kraków Arenie. W dalszej części Brian May popisał się monumentalną, kosmiczną i hipnotyzującą gitarowa solówką, trwającą ponad 10 minut. Następnie Queen zagrali odrobinę wolniejszą wersję Radio Gaga, a w czasie refrenu, cała hala wyklaskiwała charakterystyczny rytm tak samo, jak zrobiło to w 1985 roku siedemdziesiąt dwa tysiące osób na londyńskim Live Aid, kiedy to Brytyjczycy roznieśli wembley’owską scenę.

Na sam koniec otrzymaliśmy dwie wspaniałe kompozycje, bez których występ ten nie miał prawa się zakończyć. Było to, nie zaśpiewane nigdy na żywo przez Freddiego, The Show Must Go On oraz Bohemian Rhapsody – utwór legenda, będący kamieniem milowym w twórczości nie tylko Queen, ale też całej muzyki rockowej. Po chwili muzycy zeszli ze sceny…

… by po gromkich brawach na nią powrócić i odegrać jeszcze dwa utwory – We Will Rock You, gdzie poziom ekstazy widowni osiągnął poziom krytyczny oraz We Are The Champions, idealnie nadające się na zakończenie tak wspaniałego koncertu.

Ciężko opuszczało się płytę Kraków Areny. Najchętniej zostałbym tam jeszcze przez kilka najbliższych dni i w kółko oglądał zakończony chwilę wcześniej występ. Koncert ten był po prostu niesamowity i bynajmniej nie chodzi mi o poziom artystyczny, o który chyba nikt z zebranych pod sceną się nie obawiał: olbrzymia estrada z wielką literą Q, będącą telebimem, światła, lasery, dymy, confetti – to wszystko stworzyło najwspanialsze show, na jakim kiedykolwiek byłem. Sam się teraz zastanawiam, kto będzie mógł to w przyszłości przebić. Chyba tylko Queen.

Częścią składową tego epickiego show był niewątpliwie Adam Lambert. Co do jego umiejętności wokalnych chyba nikt nie miał prawa mieć wątpliwości – na swoich solowych nagraniach, czy nawet w czasie przeszłych koncertów z muzykami Queen udowodnił, że posiada ponadprzeciętny, wysoki głos, idealnie pasujący do utworów Brytyjczyków. Kiedyś jego sporym problemem była jednak postawa na scenie. Jeszcze dwa lata temu, występując ze swoimi nowymi kolegami, wyglądał jak przerażony maturzysta wchodzący na salę egzaminacyjną, a wczoraj prezentował się jak stary wyjadacz światowych scen. Emanował pewnością siebie, z łatwością łapał kontakt z publicznością. Pięciokrotnie zmieniał swoją kreację, jak prawdziwa diva! Zastąpił Freddiego, ale nie wszedł w jego buty. Zrobił to w swój własny sposób, który przypadł do gustu większości widzów wczorajszego koncertu. W tym momencie nie wyobrażam sobie nikogo innego, kto mógłby występować wraz z Queen. Po niezbyt owocnej przygodzie z Paulem Rodgersem, May i Taylor w końcu znaleźli odpowiednią osobę na to bardzo elitarne miejsce.

style=”display:inline-block;width:728px;height:90px” data-ad-client=”ca-pub-7374627092908685″ data-ad-slot=”3389026700″>

Muszę też oddać wielki szacunek dla samego Briana i Rogera za to, że pomimo tylu wiosen na karku, potrafią z taką radością i wigorem odgrywać dla swoich fanów te wszystkie wspaniałe przeboje. Ich lekko pomarszczone twarze oraz siwe włosy nie odbierają im rockowej energii, z którą występują od ponad 40 lat.

Fantastyczna była też widownia. Obok mnie stali i nastolatkowie i osoby, które pierwsza młodość mają daleko za sobą. Przyszły rodziny z dziećmi, a czasem też dziadkowie z wnukami. Mimo tych różnic wieku, każdy bawił się jak dwudziestolatek. To chyba najlepiej pokazuje, jak wielkim zespołem jest Queen oraz to, że muzyka – zwłaszcza legend rocka – rzeczywiście potrafi łączyć pokolenia.

 

Kuba Koziołkiewicz
Kuba Koziołkiewicz
W swoim życiu posiada 3 pasje: muzykę, sport i film. Niespełniony muzyk, spełniający się w dziennikarstwie muzycznym.

Najnowsze wpisy

Popularne

9 KOMENTARZE

  1. Już bardziej subiektywnie się nie dało chyba…nieudana współpraca z Rodgersem? Większość osób, które były na koncertach z Paulem twierdzi, że o wiele lepiej właśnie pasował do klimatu zespołu, wokalnie też wiele osób preferuje zasłużonego i doświadczonego wokalistę niż popisującego się i oblizującego mikrofon naturszczyka ;-) Adam pasuje do popu, ewnetualnie pop – rocka w komercyjnym wydaniu, a nie do legendy jaką jest Queen. Potrafi śpiewać, ale jeszcze bardzo długa droga przed nim by chociaż w procencie zbliżyć się do sukcesu Królowej.

  2. Oczywiście jak każda recenzja bardzo tak i twoja jest bardzo subiektywna, ale w takim wypadku raczej nie powinno się tak lekko zakładać, że wszyscy tak samo oceniają Lamberta. Wystarczyło trochę z uczestnikami porozmawiać, żeby się szybko zorientować, że jednak wielu fanów Queen Lamberta ledwo toleruje. I że dla wielu fanów jego głos nijak do queen nie pasuje, a jego zachowanie jest zbyt musicalowe/teatralne/przerysowane, żeby nie drażnić tych, których do Queen przyciągnął Mercury.W niektórych utworach głos Lamberta wzbudzał uśmiech zamiast podziwu, a wielu oglądających doceniło fakt, że na początku koncertu było nie za dobre nagłośnienie, które fantastycznie Lamberta zagłuszyło. Lambert jest miłym chłopcem, ok. Ale Queen potrzebuje czegoś więcej niż miłego chłopca. Tak czy inaczej, koncert był wspaniały, również dzięki publiczności, która cudownie śpiewała nie tylko refren I want it all, ale przede wszystkim całą Love of my life, o czym kompletnie nie wspomniałeś. I dlaczego określiłeś śpiew widowni jako pompatyczny? To zalatuje krytyką…

  3. Ogromny blad ktory az razi w tej relacji- Adam Lambert NIE JEST obecnym wokalista Queen.Nikt go tak nie traktuje, wlacznie z B. I R. ktorzy sami podkreslaja ze jest to „formacja” Queen plus Adam Lambert a nie Queen. JEDYNYM wokalista tego zespolu byl Freddie. Jak mozna robic tak podstawowe merytoryczne bledy??

    • Wiem, że nie jest wokalistą Queen, ale jak mam go opisywać w tekście, skoro z Queen śpiewa? Ciężko napisać o Adamie Lambercie, że nie jest wokalistą Queen, skoro z Queen występuje. Musiałbym pisac coś w tym stylu: „Adam Lambert, wokalista, występujący z zespołem Queen, który jednak nie jest jego wokalistą”, co chyba nie miałoby żadnego sensu. Poza tym o Adamie jako wokaliscie Queen, są dwie wzmianki ;)

    • Dziekuje bardzo za fajny tekst. Zgadzam sie z nim w pelni. Jest bardzo obiektywny. Ja sama mam takie samo zdanie jak autor reportarzu. Bylam na konercie w Krakowie. Przeszedl moje najwspanialsze oczekiwania.z podziwem obserwowalam zwlaszcza Briana Maya ktory na prawde mial momenty wzruszenia. Jego energia sceniczna byla niebywala. A pomyslec ze tysiace koncertow juz zagral a pomimo to czuc ze traktuje kazdy nowy jakby byl na poczatku kariery. Koncert byl zjawiskowy. Wielki uklon dlapublicznosci. Ciesze sie ze moglam tam byc i uczestniczyc w tym wielkim wydarzeniu.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.