Dział Publicystyka Kasia Moś - Inspination (2015), recenzja Beaty Prętnickiej

Kasia Moś – Inspination (2015), recenzja Beaty Prętnickiej

O tym, że bardzo ciężko jest zadebiutować ze swoim autorskim materiałem na scenie muzycznej wspominałam już wielokrotnie. Z jednej strony powstaje on bardzo długo, by uzyskać satysfakcjonujący efekt. Z drugiej strony jednak występuje pewnego rodzaju parcie na to, by podzielić się ze słuchaczami utworami jak najszybciej, jak to tylko możliwe. Z takim zjawiskiem spotkała się zapewne Kasia Moś, gdy została finalistką III edycji talent show Must Be The Music. Czy się tym przejmowała? Zapewne nie, kontynuując prace nad krążkiem na którym bez wstydu i skrępowania może się podpisać. Nieprzypadkowo swojemu dziewiczemu wydawnictwu nadała nazwę Inspiration…

Większość z Was zapewne kojarzy Kasię Moś z jej ostatnich muzycznych dokonań, bowiem niedawno zaliczyła dość udane występy razem z The Chance w Opolu (śmiem twierdzić, że te zapowiedzi były najjaśniejszym punktem nudnej i dość przewidywalnej – pod pewnym względem – gali wręczenia SuperJedynek). Ponadto od czasu do czasu zachwyca nas swoimi unikalnymi wykonaniami popularnych piosenek. Tak samo, jak kilka lat temu podczas castingów do Must Be The Music zaprezentowała Natural Woman Arethy Franklin, tak i kilkanaście dni temu swoją interpretacją Białej armii Bajmu zaskoczyła niejednego odbiorcę. Aż ciężko uwierzyć, że do tej pory, osoba z takim dorobkiem artystycznym (współpracowała z The Pussycat Dolls czy Kelly Osbourne) nie wydała solowego materiału. Tak, wiem że na bardzo dobry materiał trzeba bardzo długo czekać… Należę jednak do osób, które mają zbyt małą tą muzyczną cierpliwość, więc chciałabym dostać jak najwięcej, najlepszej jakości i przede wszystkim czegoś przyjemnego oraz jednocześnie innego.

W przypadku Kasi Moś spodziewałam się, że prędzej czy później wyda coś własnego. Pytanie jednak brzmiało: co to miałoby być? A przede wszystkim – w którą stronę to poszłoby, gdyż Kasia miałaby zadatki zarówno na alternatywę jak i na mainstream (z naciskiem bardziej na to drugie). O tym, że ma spore możliwości świadczą dwa fakty. Po pierwsze, ma dość szeroki wachlarz głosowy ćwiczony latami – wszak jest przecież absolwentką Szkoły Muzycznej w Bytomiu, gdzie uczyła się gry na wiolonczeli i fortepianie oraz Wydziału Jazzu i Muzyki Rozrywkowej w klasie wokalu, Akademii Muzycznej im. Karola Szymanowskiego w Katowicach… A po drugie – jest w stanie dopasować się do każdych warunków, czego dowodem jest angaż w reklamę OC i AC w pewnej firmie ubezpieczeniowej.

Na odpowiedź musiałam czekać aż rok, gdyż o tyle była spóźniona premiera debiutanckiego albumu. Przynajmniej według ogłoszenia skierowanego przy okazji ukazania się pierwszej muzycznej zapowiedzi, czyli klipu do Zatracam się. Do tej pory mam problem z tym, co usłyszałam na Inspination. Bardziej pod kątem: jak to ocenić? jak to sklasyfikować? Wrzucić do jednego worka jest strasznie trudno, gdyż utwory czerpią ze wszystkich możliwych gatunków muzycznych. To niekonwencjonalny eksperyment z kawałkami takimi jak różni są ludzie. Na przykład Kasia Moś, jej brat Mateusz oraz drugi Mateusz Kołakowski, którzy są wpisani jako twórcy lwiej części krążka. Tak więc mamy trochę bluesu, soulu, być może jazzu z lekkim muśnięciem elektronicznego beatu czy czasem funku. Czyli dla każdego coś fajnego.

9 pażdziernika 2015 roku do rąk dostaliśmy dwupłytowe wydanie. Przed odsłuchem nie za bardzo rozumiałam dlaczego tak jest, skoro do dyspozycji mamy 13 utworów, w tym dwa remixy (które wyszły lepiej niż oryginały dobra, przy If You Looking się to nie sprawdza), intro i outro a wszystko spokojnie zmieściłoby się na jednym krążku. Potem jednak zrozumiałam, że mamy do czynienia z smutną Kasią z intymnymi wyznaniami, obecną na pierwszej części wydawnictwa oraz weselszym i pełniejszym nadziei, czasem romantycznym alter ego, obecnym na jej drugiej części. Właśnie to ta druga część przypadła mi do gustu – mamy tutaj przepiękny wstęp i zakończenie, oparty w pełni na fortepianie przy współudziale skrzypiec. Jest również bardziej przyjazna bardziej komercyjnemu odbiorcy, który od czasu do czasu chciałby poszukać spokoju w muzyce i tam go odnajdzie, chociażby przy singlowym (i wspomnianym już wcześniej) Zatracam się czy Supernowej.





Nie oznacza to wcale, że pierwsza część wydawnictwa jest gorsza. Po prostu sądzę, że może być niezrozumiała dla większości społeczeństwa zachwyconych większością gwiazdek pop. Również i tutaj znalazłam coś dla siebie. Bardzo często przychodzą do mnie myśli typu co by było gdyby tu dodać, a tu odjąć w melodii? Jak by to brzmiało? Ciekawostką pod tym względem jest dla mnie utwory Addiction oraz Strep. Generalnie nie potrafię tego uzasadnić – nigdy z resztą nie potrafiłam uzasadniać, dlaczego mi się takie coś podoba. Po prostu zawsze brak mi słów na to, co jest perfekcyjne – a tak jest w wypadku tych dwóch utworów. Może to przez refren w Addiction, tak piękny że nie mogę spać po nocy? Może przez tą niesamowitą energię, eksponowaną w Strep? Sama nie wiem.





Kasia Moś na pewno zaskoczyła mnie mocnym wejściem do branży muzycznej. Terenu naszpikowanemu komercją i bylejakością. Terenu, gdzie liczy się, by sprzedać jak najwięcej, niekoniecznie dobrego materiału. Na Inspination jednak warto było czekać, gdyż mimo pewnych mankamentów (Pryzmat i nieudany Beautiful Sunrise)pozostawia po sobie dobre wrażenie. Wydawnictwo udowadnia, że jednak można stworzyć coś fajnego, profesjonalnego. Tego też życzę przyszłym debiutantom: odwagi, by zaistnieć z efektem swoich własnych poszukiwań muzycznych. By przekazać cząstkę siebie, bo tylko wtedy odczuwa się prawdziwą satysfakcję. Wiem już, że bardzo często będę do niego wracać. Dzięki, Kasiu.

Beata Prętnickahttp://mojemuzykowanie.blog.pl
Lat 23, blogerka. Fanka muzyki wszelakiej, nie zamyka się na jeden gatunek muzyczny. Szybko się nudzi znalezionymi wcześniej utworami, które zawierają w sobie nutę szczerości i prawdziwości. Z chęcią chodziłaby na wszystkie interesujące koncerty. Lubi obejrzeć dobrą komedię. Zagorzały kibic sportowy.

Popularne