
Kendrick Lamar to niekwestionowana ikona hip-hopu XXI wieku. Każdy jego album to prawdziwe wydarzenie i nie sposób nie natknąć się na wieści o jego nadchodzącej premierze. W przypadku Mr. Morale & the Big Steppers było zgoła inaczej, którego oficjalne wydanie nie wiązało się praktycznie z jakąkolwiek promocją czy zapowiedziami. Co zatem po ponad pięciu latach artystycznej przerwy ma nam do powiedzenia ten amerykański wiesz?
Mr. Morale & the Big Steppers to już piąty w karierze krążek tego amerykańskiego rapera. Ze względu na swoje poprzednie dzieła, takie jak DAMN. czy To Pimp My Butterfly, oczekiwania wobec Kendricka były naprawdę wysokie. Zresztą chyba nie było takiego albumu Pana Lamara, którego opinia publiczna nie określiłaby mianem przełomowego, poruszającego bądź legendarnego. Nie dziwi zatem fakt, że jego twórczość trafiła również pod polskie strzechy znanej sieci sklepów spożywczych, nie mając w zasadzie na koncie żadnych typowych radiowych przebojów. Tym sposobem trafiliśmy do roku 2022, gdzie opinia publiczna wręcz oczekuje od Kendricka Lamara kolejnego pokoleniowego dzieła. Dostała natomiast wgląd w prywatne życie wielkiej gwiazdy oraz jej liczne opinie na temat życia w gnijącym społeczeństwie Ameryki oraz świata.
Mr. Morale & the Big Steppers to aż osiemnaście utworów, dzielących się po równo na dwie części – pierwszą zatytułowaną the Big Steppers oraz drugą Mr. Morale. Abstrahując od tego podziału, Kendrick Lamar za jego sprawą zabiera nas w podróż do świata artysty, który zmaga się zarówno z konsekwencjami sławy, jak i zwykłym, rodzinnym życiem. Stąd też wynika jego wewnętrzny konflikt, gdzie codziennie musi szukać balansu między tymi rzeczywistościami, co bywa emocjonalnie wykańczające. Dlatego mamy tu do czynienia z tak zwanym podwójnym albumem, gdzie the Big Steppers odnosi się głównie do gwiazdorstwa, zaś Mr. Morale to perspektywa dojrzałego mężczyzny, chcącego być najlepszym wzorem dla swoich dzieci.
Będąc artystą rozchwytywanym medialnie na prawo i lewo, trzeba umieć wyznaczać granice, co w przypadku Pana Lamara nie było dla niego proste. Z jednej strony chciałby zachować swój status amerykańskiego wieszcza, prawiąc o tym, co złego dzieje się aktualnie w społeczeństwie. Mowa tu między innymi o wewnętrznej walce z homofobią, statusie kobietom w patriarchalnym świecie, czy rasizmie, również w środowisku osób czarnoskórych. Z drugiej jednak strony, Kendrick zastanawia się też nad tym, czy to w ogóle przystoi, żeby wypowiadał się na te tematy. Zresztą sam nie uznaje się za szczególnie dobry przykład do naśladowania, nie chcąc pełnić roli zbawiciela narodu. Ta dychotomia charakterów i postaw Kendricka Lamara stanowi sedno albumu Mr. Morale & the Big Steppers, co jest niezwykle intrygujące.
Ze względu na brak dogłębnej wiedzy na temat amerykańskiego kontekstu tego krążka, po prostu nie jestem wstanie zrozumieć wszystkiego, co Kendrick Lamar miał mi potencjalnie do zakomunikowania. Niemniej, nie mogę odmówić mu charyzmy, która po prostu przyciąga do poznania jego słów, choć te w jego mniemaniu nie są najważniejsze na świecie. Pomimo na wskroś afroamerykańskiej perspektywy na życie oraz rzeczywistość Kendricka, jestem nią zainteresowany – w końcu to największy raper aktualnych czasów, a warto słuchać osób dzierżących takie tytuły. Co ważne, ten sam aspekt jego twórczości stanowi też poniekąd pewną przeszkodę, jednak nie powstrzymuje mnie to od zachwytów nad tym albumem.
Jeśli nigdy nie mieliście kontaktu z twórczością Kendricka Lamara, na pewno możecie oczekiwać świetnych tekstów, jak i równie udanego stylu ich serwowania. Tu liczą się tylko słowa i ich znaczenie w kontekście danych utworów oraz całego dzieła. To jest kwintesencja hip-hopu, gdzie nie liczy się prędkość, melodia, czy cokolwiek innego. Nie zmienia to jednak tego, że produkcja tego albumu jest pierwszorzędna i doprawy zrobiła na mnie spore rażenie. Nawet słuchając tego albumu bezwiednie, nie zwracając uwagi na treść, jest to doświadczenie według mnie naprawdę godne polecenia.
Ze względu na to, że Mr. Morale & the Big Steppers to dzieło kompleksowe, gdzie każdy utwór jest ważny, chciałbym powiedzieć o tych z nich, które wzbudziły we mnie największe emocje. Father Time porusza temat toksycznej męskości, przechodzącej na kolejne pokolenia młodych mężczyzn, co między innymi skutkuje wydarzeniami z utworu Cry Together. Teoretycznie zakochani w sobie ludzie tak samo intensywnie okazują te dobre, jak i te negatywne emocje, co w przypadku tego konkretnego utworu jest absolutnie szokujące. Cudowny natomiast jest utwór Auntie Diaries poświęcony transpłciowemu wujkowi oraz kuzynce Pana Lamara. W świecie hip-hopu nadal istnieje ogromna homofobia, więc każdy raper traktujący osoby ze społeczności LGBT z należnym każdemu człowiekowi szacunkiem, jest na wagę złota. No i oczywiście Mother I Sober, które jest niezwykle otwartą spowiedzią Kendricka ze swoich rodzinnych traum – najbardziej poruszająca kompozycja albumu.
Mr. Morale & the Big Steppers to kolejny kamień milowy w twórczości Kendricka Lamara. Jeszcze przez wiele miesięcy będziemy analizować i próbować dociec, co jeszcze przed nami ukrywa jego treść. Ten album to doświadczenie, które czeka na to, aby się z nim zmierzyć. Nie jest to album pełen hitów, a dzieło, dzięki któremu dostajemy możliwość wejścia do myśli jednego z najistotniejszych muzyków XXI wieku. Unikatowe doświadczenie i oby takich więcej świat popkultury mi dostarczał.

