Site icon All About Music

Zjawiskowa Marika w toruńskim Enerde. Relacja Łukasza Jaćkiewicza i zdjęcia Jakuba Molina

Są takie wydarzenia, na które czeka się długo i to był bez wątpienia jeden z nich. Moje pierwsze koncertowe spotkanie z Mariką skończyło się tak pozytywnie jak myślałem, a w pewnych momentach rzekłbym, że zrobiła coś, czego się nie spodziewałem. Wokalistka wystąpiła w Toruniu, a oto garść zdjęć Jakuba Molina i kilka słów ode mnie o tym, co się wydarzyło.

Marika oczarowała mnie swoim nowym albumem w pełnej okazałości. Gdy przesłuchałem go w całości, zacząłem się zastanawiać czy to na pewno ta sama osoba, która wcześniej raczyła nas muzyką w innych klimatach. Szok i niedowierzanie – takie były wówczas moje pierwsze słowa. Całkowita metamorfoza wokalistki to jednak tylko początek. Jak udało mi się podpytać, to wciąż pewna część drogi jaką się kieruje i to wciąż pewnego rodzaju poszukiwania do których dąży. Z jednym trzeba się jednak bezwzględnie zgodzić – ten album zasługuje na wiele nagród, ale jak to w Polsce czasami bywa – coś dobrego często zostaje niedoceniane.

To było moje pierwsze koncertowe spotkanie z Mariką i powiem szczerze – żałuję, że dopiero teraz się to wydarzyło. Miałem co prawda pojawić się na zamkniętym koncercie promocyjnym w Warszawie w ubiegłym roku, ale do tego nie doszło. Gdy więc na mapie koncertowej ukazał się Toruń i klub Enerde, byłem wniebowzięty. Odliczałem dni, godziny i minuty – musiałem tam po prostu być. Marika na scenie promowała oczywiście wydany w ubiegłym roku album Marta Kosakowska, który w naszej redakcji zdobył wiele pochlebnych recenzji. Zaczęło się jednak bardzo elektronicznie, a na scenie wybrzmiał utwór Bezsenność w Warszawie z wydanego sześć lat temu krążka Put Your Shoes On/Off. Piosenka zwiastowała coś magicznego.

To był piękny wieczór. Ubrana w biel Marika prezentowała się znakomicie, co możecie zobaczyć na poniższych zdjęciach. Wszystko dopracowane było w najmniejszych szczegółach. Było bardzo energicznie, z paletą dźwięków i barw. To co mnie szczególnie zaskakuje w nowym materiale, to fakt, że odkrywam nowe wcielenia głosowe wokalistki. Jest trochę nostalgicznie jak w Łodyżce i trochę weselej jak w przypadku drum’n’bassowych Tabletek. W każdej jednak piosence wypada bardzo dobrze, a koncertowo jest to mega pozytywne zaskoczenie. Wielkie brawa należą się również całemu zespołowi z znakomitymi Buslavem i Archi Shevskym na czele. Świetnie sprawdzały się smyczki i perkusja. Bardzo zgrana ekipa! Usłyszeliśmy zatem A jeśli to ja, Idę, Jak rozmawiać, Niebieskiego ptaka czy 1000 Lamp. Marta Kosakowska zabrzmiała więc praktycznie w całości. Na deser dostaliśmy kultowe już Moje serce w odświeżonej wersji.

Marika ma świetny kontakt z publiczności i za to należą jej się wielkie brawa. Pomiędzy piosenkami chętnie opowiada luźne historie na temat utworów, zwraca się do publiczności, uśmiecha się. To bardzo ważne na koncertach, a nie każdy artysta jednak tego się trzyma. Marika robi to otwarcie, szczerze – chciałbym, żeby wszyscy muzycy mieli taki stosunek do publiczności. Po koncercie również nam to wszystko udowodniła. Każdy z obecnych mógł sobie zrobić z Mariką zdjęcie, wokalistka chętnie podpisywała płyty i co mnie najbardziej zaciekawiło, rozmawiała z nami. Luźno, bez spin, na każdy możliwy temat. Były uściski, całusy – miałem wrażenie, że jestem na kawie z koleżanką.

Jeśli w Waszym mieście pojawi się Marika, szybko biegnijcie po bilety, a na pewno się nie rozczarujecie. Ja gwarantuje Wam to co napisałem wyżej, a Marika niesamowity koncert. Marta – good job!

Zdjęcia: Jakub Molin

Exit mobile version