Uczestnictwo w talent show nie jest gwarantem sukcesu, jednak gdy w parze z nim idzie obecność w bardziej prestiżowych projektach, wydaje się to być całkiem dobrym pomysłem. Zhavia Ward nie tylko wystąpiła w finale amerykańskiej wersji programu „The Four”, ale pojawiła się również na ścieżkach dźwiękowych takich filmów jak „Deadpool 2”, czy tegorocznym remake’u „Aladyna”. Po tych niewątpliwych sukcesach przyszedł czas na coś autorskiego i tak w nasze ręce trafia jej debiutancka epka pod tytułem 17.
Nie owijając w bawełnę, tytuł 17 idealnie oddaje emocjonalność i charakter tego niewielkiego dzieła. Zresztą nic dziwnego, gdy wokalistka ma obecnie lat 18, a połowa z zamieszczonych na tym krążku utworów ukazało się już w zeszłym roku, gdy Zhavia miała lat właśnie 17. Co więc oznacza to dla przeciętnego słuchacza?
Warstwa tekstowa jest wręcz do bólu banalna i podana słuchaczowi w równie banalny sposób. Same melodie również nie są zbytnio inspirujące, choć nie mogę powiedzieć, że nie kryje się za nimi solidna produkcja i zestaw konkretnych inspiracji. Najsilniej czuć tu nawiązania do reggae oraz dancehallu, które bardzo płynnie wplotły się w spokojny i nienachalny popowy rytm oferowany przez wokalistkę. Niestety, na ten moment jedynym czym Zhavia może się chwalić, to bardzo ciekawy głos. Niby słodki, niby kwaśny i trochę ostry, ale bardzo charakterystyczny, co myślę, że jest jej oczywistym atutem. Pani Ward z pewnością ma też jakąś stylówkę, choć ta z pewnością jeszcze się kształtuje i będzie zmieniać na przestrzeni lat. Blond dredy? Czemu nie! Tyle, że nie tylko dredami i głosem staje się gwiazdą, ale i dobrymi piosenkami, a tych na krążku Zhavii mało.
Co dobrego mogę powiedzieć o 17? W istocie niewiele, bo tylko dwie piosenki przypadły mi do gustu i to w dodatku bez większej ekscytacji. 100 Ways urzekł mnie intrygującą i dynamiczną melodią, która z pewnością najbardziej wyróżniła ten utwór na całej epce. Natomiast tym drugim wyróżnikiem 17 jest duet z Skipem Marley’em All I Am. Piosenka uspokajająca, acz rytmiczna i przyjemna w odbiorze. Niestety, pozostała czwórka piosenek naprawdę nie ma słuchaczowi nic szczególnego do przekazania, po za tym, że istnieją i szukają jego atencji. Nie są ani inspirujące, ani szczególnie wyjątkowe, a tym bardziej nie są muzycznymi dziełami sztuki. Pomimo, że Deep Down i Candlelight mają na swoim koncie po 15 milionów odtworzeń, trudno mi stwierdzić, czym zachwyciły społeczność platformy Spotify, bo mnie po prostu znudziły.
Myślę, że przed Zhavią Ward całkiem świetlana przyszłość w muzycznym biznesie. I choć 17 nie jest jej zbyt optymistycznym początkiem, tak później może być tylko i wyłącznie lepiej. Osobiście z uwagą będę śledzić przyszłe artystyczne losy Pani Ward, bo potencjał w niej jest ogromny, byle się on tylko rozwinął.

