Szczerze powiedziawszy Zeusa odkryłam dopiero w tym roku. I zdziwiłam się, że album Zeus. Nie żyje. to już czwarty krążek łódzkiego rapera. Moja przygoda z jego rapem rozpoczęła się od singla Hipotermia, który dosłownie zmiótł mnie i którego mogę słuchać non stop. Później pojawiały się kolejne numery z płyty i tylko zaostrzały mój apetyt. I tak 24 listopada w końcu mogłam przesłuchać w całości Zeusa, który nie żyje.
Zeus, czyli Kamil Rutkowski na swoim koncie do tej pory miał trzy krążki. W tym roku dołożył czwarty – Zeus. Nie żyje. (z kropką na końcu i bez 'ę’). To album zawierający 15 tracków, które od pierwszej minuty wpadają w ucho i sprawiają, że za każdym kolejnym ma się ochotę na co raz więcej. Ten rok, a szczególnie jego końcówka, to bardzo dobry i mocny rapowy akcent. Mieliśmy m.in.: Wilka chodnikowego Bisza, Rekontakt Pokahontaz, Przemytnika emocji Onara, Projekt jeden z życia moment DGE i teraz dołączył do nich Zeus (Pokahontaz i Onara recenzje mojego autorstwa możecie już przeczytać na All About Music – Zeusa właśnie czytacie, a DGE będzie za godzinę;).
Czwarty album łódzkiego rapera jest niesamowity. I osobiście jestem nim całkowicie zauroczona. Zacznę może od wspomnianego singla Hipotermii. Zeus balansuje w nim na granicy emocjonalnych skrajności osoby rozmyślającej o samobójstwie. Słuchając możemy mieć wrażenie, że są to jego przeżycia:
To siedzi we mnie gdzieś, Czemu lubię przytknąć do skroni swoje palce imitując ich kształtem kształt broni ? i kończy „lecz wiem bo przekonałem się nie raz,/Że nie ma co wychodzić z kina póki trwa seans”.
Podobny motyw człowieka na krawędzi porusza w Świcie, gdzie słyszymy:
Nim zaciśniesz tę pętlę na szyi, połkniesz te kilka tabletek w chwili, kiedy cię dopada zwątpienie wylicz, choć jeden raz kiedy świat cię zadziwił. Wiem, czasem to wredny skurwiel, raczej nie siedzi potulnie. I kiedy już plecak masz pełen wkurwień, dorzuci chętnie furie.
Bardzo lubię Mr. Undergranda oraz ODP. W pierwszym raper odnosi się do społeczeństwa, które jest jak dziecko we mgle i przyjmuje wszystko co poda mu świat.
Jeśli cię media ogłupią, później cię kupią za dolca, za grosza /Historia to nie fakty, to tylko wersja zwycięzców / W świecie manipulacji i nieświadomych, podatnych na to jeńców.
Nawinięte pod żywy, wpadający w ucho bit. O podobnej sytuacji jest również Strumień.
ODP. to opowieść o fanach, którzy na każdym kroku zadają pytania. Z kolei Śnieg i lód to odniesienie do pseudo artystów, dla których liczy się tylko hajs.
Minęły czasy koleżeństwa i szczerych słów / Zamiast zajawki jest w sercach śnieg i lód /Idziesz po hajsy przez deptak ze ściętych głów /A dawne ideały robią puff.
Kojarzy mi się to z numerem Halo Ziemie?!? z najnowszej płyty Onara, który dosyć bezpretensjonalnie odniósł się do rynku muzycznego i zasad w nich panujących.
Z każdym kolejnym kawałkiem jest coraz lepiej. Przede wszystkim jest szczerze. Zeus to kolejna, po Onarze, dawka truschoolu, jednak bez banałów i truizmów. To kolejna dawka emocji. W jego przypadku tych skrajnych: bólu, rozczarowania, rozgoryczenia, smutku. Ale znajdziemy czasami pozorne przebłyski dobrych uczuć, jak chociaż w Muzyka, Miłość i Przyjaźń, gdzie sam tytuł dobrze nam się kojarzy (nie potrzeba willi mi by być szczęśliwym). Wszystko ubrane w dobre i trafne porównania, epitety oraz wyważone wersy. To bezkompromisowe teksty w połączeniu z wszechstronnymi umiejętnościami rapera, który płynnie porusza się po bitach, miejscami zaskakując swoją techniką i szybkością. Flow Zeusa jest plastyczne, a przy tym pewne i wyraziste. Wie kiedy przyspieszyć, ale również dobrze odnajduje się na wolniejszych bitach.
Za sukcesem materiału nie stoi rzesza znanych producentów ani gości. Jedna osoba, która odwaliła kawał solidnej roboty. Wyjątkiem mogą być jedynie DJ Cube, DJ Mixair i DJ Jarzomb, którzy dołożyli swoje do warstwy muzycznej. Łódzki raper potraktował nas bombą emocjonalną zapakowaną w ciekawą formę i ubraną w bogate wersy. To bardzo dobrze dopracowany materiał, do tego przemyślany i inteligentnie podany słuchaczowi.
Dawno nie słyszałam hip-hopowego albumu tak żywego i z taką energią, która czasami może wgnieść nas w fotel, a jeżeli akurat stoimy to wyrywa nas z butów. Krążek to pokaz możliwości łódzkiego rapera, który pokazuje, że chce się rozwijać. To 15 numerów, które w inteligentny sposób pokazują nam zabawę formą i treścią. Merytorycznie Zeus dotyka kwestii ważnych takich jak: miłość, ból istnienia czy zwykłe trudy codziennego życia. Co ciekawe krążek jest wyłącznie jego. Nie mamy tutaj ani jednego gościa ani producentów. Jest tylko Zeus w czystej postaci, który zabiera nas w swój świat. Zeus żyje i ma się bardzo dobrze. Zeus. Nie żyje. – to mocna i energiczna dawka solidnie okraszona bogatym słownictwem oraz przepełniona emocjami. Płyta roku? Cóż jak dla mnie mocny kandydat do tego tytułu.
Album Zeusa został wydany nakładem wytwórni Pierwszy Milion, za promocję odpowiada Step Records.
