Site icon All About Music

Zedd – Clarity: Deluxe Edition (2014), recenzja Piotra Krajewskiego

Entuzjastą muzyki z gatunku electro house (a taką m.in. tworzy 24-letni Anton Zaslavski) nie jestem. Daleko też mi do kategoryzowania muzyki przy pomocy gatunków i nie słuchania płyt, argumentując to wyłącznie krótkim „bo nie!”. Wyznaję ideę „daj szansę każdemu”. Tak było w tym przypadku. Sięgnąłem po to wydawnictwo w wersji deluxe (polska premiera – kwiecień 2014), przede wszystkim z czystej ciekawości, która narodziła się we mnie po przesłuchaniu bardzo obiecujących singli. Skoro wiele obiecywały, to czy słowa dotrzymały? Przekonajmy się.

Album otwiera utwór Hourglass (z gościnnym udziałem wokalistki LIZ), który jest swoistą tykającą bombą. Czemu właśnie bombą? Wystarczy wsłuchać się w nadzwyczaj przyjemny dla ucha instrumental, przeplatany łagodnym głosem artystki i subtelnymi dźwiękami fortepianu, wspomaganego odgłosem tykającego zegara. Bomba jednak ma to do siebie, iż stworzona jest po to, aby wybuchnąć. Tak też jest właśnie w tym przypadku. Po 2-minutowej sielance, Zedd przenosi nas do świata usłanego mocnym dźwiękami, typowymi dla tego gatunku muzycznego. Woląc spokojniejszą część kawałka, muszę jednak przyznać, iż Hourglass to idealny opening track, świetnie oddający to, co czeka słuchacza dalej.

A co mamy dalej? Wielki kocioł utworów kapitalnych zmieszanych z tymi gorszymi. Być może narażę się prawdziwym fanom elektroniki, być może też uzna mnie ktoś za nieznającego się na muzyce. Bywa i tak. Chętnie jednak podzielę się moimi uwagami na temat kawałka Shave It Up, czyli utworu z którego (podobno?) słynie właśnie Zedd. Piosenka ta jest zapewne idealnym przykładem electro houso’wego brzmienia, jednak do mnie ona zupełnie nie trafiła. Napiszę więcej. Zmęczyłem się słuchając tego numeru.

Kolejny flagowy utwór rosyjsko-niemieckiego producenta, singlowy materiał Spectrum ani trochę nie zapadł mi w pamięci. Gościnnie słyszymy tutaj Matthew Komę, artystę którego miałem okazję zobaczyć na żywo przy okazji koncertu Ellie Goulding (którą również słyszymy gościnnie na Clarity) w warszawskiej Stodole. Występ Amerykanina wspominam pozytywnie, jednak tutaj jego głos mi kompletnie nie podszedł. Jest po prostu irytujący. W każdym razie, od strony produkcyjnej, utwór trzyma wysoki poziom. Wybacz, Zedd. Wolę Spectrum, ale stworzone przez Florence and The Machine.

Dobrze słucha się kawałka Lost At Sea, gdzie możemy usłyszeć Ryana Teddera. Nie jest to jednak utwór w żaden sposób innowacyjny. Słuchając go, wydaje mi się, jakoby wszystko to już było. Tak czy inaczej, numer ten na pewno połknęłyby rozgłośnie radiowe, przede wszystkim za sprawą charakterystycznego już głosu lidera OneRepublic.

Czy tak samo hitem radiowym okazałoby się nie najgorsze Push Play? Bardzo prawdopodobne. Niemniej jednak, trudno nie oprzeć się wrażeniu w jakim celu utwór powstał. Jak się zdaje, przede wszystkim po to, aby podbić klubowe parkiety. Głos Miriam Bryant sprawia, że refrenu nie da się zapomnieć i nuci się go jeszcze długo (przynajmniej w moim przypadku) po ostatnim przesłuchaniu.

Czytając moją recenzję i słuchając tego longplaya, śmiało można stwierdzić, że fanem progresywnego EDM nazwać mnie nie można. To prawda. Nie odnalazłem nic interesującego w reszcie utworów. Nie mogę jednak powiedzieć złego słowa o produkcji krążka. Jest naprawdę dobra.

Co więc ratuje tę płytę? Dwa świetne single! Mowa tutaj o Clarity oraz Stay The Night. Pierwszy utwór to po prostu cztery i pół minuty wspaniałej melodii, kapitalnego refrenu i ujmującego wokalu Foxes. To przede wszystkim dzięki Brytyjce, numer ten podbił parkiety w Stanach Zjednoczonych, pokrywając się przy okazji tam podwójną platyną. Chociaż nagrody Grammy (w mojej opinii) wyraźnie uległy dewaluacji, to w tym roku Clarity zdobyło nagrodę zasłużenie w kategorii Best Dance Recording, pokonując utwory m.in. Calvina Harrisa czy Armina Van Buurena. Zwyciężając, Zedd & Foxes dołączyli do grona wcześniejszych triumfatorów w tej kategorii takich jak chociażby: Skrillex, Rihanna, Daft Punk czy Justin Timberlake.

Nie mogę również zapomnieć o numerze Stay The Night, gdzie gościnnie słyszymy Hayley Williams z zespołu Paramore, którego fanem jestem od lat. Mogąc zostać uznanym za mało obiektywnego, zaryzykuję bowiem uważam utwór ten za jeden z najlepszych na płycie, nie tylko dzięki wokalowi artystki, ale również za sprawą bardzo przyjaznego tanecznego beatu, który z powodzeniem może stać się stałym numer na klubowych parkietach.

Ciężko ostatecznie dokonać oceny tego albumu. Nie była to dla mnie podróż łatwa. Słuchanie muzyki powinno kojarzyć się z czymś przyjemnym i przywoływać przede wszystkim pozytywne emocje, tutaj momentami zwyczajnie się męczyłem. Teksty nie są mocną stroną albumu, mamy jednak do czynienia z krążkiem, którego priorytetem na pewno nie będzie strona liryczna, a produkcja – charakteryzująca się tutaj bardzo wysokim poziomem i której jakość usłyszymy najlepiej, zaprzyjaźniając się ze słuchawkami. Niewątpliwie obecność tak wielu interesujących artystów, czyni Clarity płytą naprawdę intrygującą i jednoznacznie wskazuje na to, iż Zedd jest artystą nieprzeciętnym i z którym chętnie współpracują inni. Niestety. Moja przygoda ze słuchaniem tego krążka, zakończy się najpewniej wraz z napisaniem tej recenzji.

Exit mobile version