Site icon All About Music

Zalatujący starocią stadion, na którym występują gwiazdy rocka. Felieton Kuby Koziołkiewicza

Kolejny raz jestem zaskoczony. 25 sierpnia w Rybniku zagra Linkin Park. Nie było to większą tajemnicą, gdyż już mniej więcej od tygodnia przed ogłoszeniem wydarzenia, najwięksi fani tej amerykańskiej grupy informowali na forach, że zespół na pewno powróci w tym roku do naszego kraju. Zatem nie nazwa i renoma artysty mnie zdumiała (latem zagra u nas chociażby AC/DC) tylko miejsce, gdzie odbędzie się show – stadion w Rybniku. Miasto, które nie przyciąga ani architekturą, ani lokalizacją, ani samym obiektem imprezy po raz piąty ugości światową gwiazdę muzyki. Ręce same składają się do oklasków.

Jeżeli czytelniku jesteś mieszkańcem Rybnika, to nie obrażaj się po tym, jak przeczytasz poniższe akapity. Nie będą one laurką dla Twojego miasta.

W czerwcu zeszłego roku miałem okazję obejrzeć koncert Thirty Seconds To Mars właśnie w Rybniku. Byłem tam przez ok. 7 godzin, więc oczywiście nie mogę nazwać się jego znawcą, ale co nieco w nim zobaczyłem. I niestety muszę stwierdzić, że nie ma w nim nic szczególnego. To typowe miasto, którego liczba mieszkańców nie przekracza 200 tysięcy osób. Brak w nim jakichkolwiek turystycznych atrakcji, miejscowych zabytków, czy też czegokolwiek, co przyciągnęłoby turystów. Krzykacze mogą teraz napisać: „Jak to, przecież w Rybniku jest piękny rynek, czy też bazylika św. Antoniego”. Fakt, są, ale nie wyróżniają się one czymś szczególnym na tle rynków i bazylik w Przemyślu, Krośnie, czy Rzeszowie. Fajnie jest je zobaczyć, obok nich pospacerować, ale wątpliwym pomysłem jest pokonywanie 200 km żeby to uczynić.

Na ten moment jedyne, co ewidentnie zachęca ludzi do odwiedzania Rybnika to kabaretowy festiwal, mecze lokalnej drużyny żużlowej oraz rzeczone koncerty gwiazd. Dwie ostatnie grupy przybywających ludzi łączy Stadion Miejski. To właśnie tam żużlowcy kopcą silnikami swoich maszyn, a gwiazdy muzyki rozgrzewają kilkunastotysięczną publikę. Wielu z Was czytając, że Linkin Park zagra w Rybniku pomyślało: Małe miasto, to pewnie ten obiekt, gdzie chłopaki zagrają, musi być mega wypasiony. W końcu taki znany artysta byle gdzie nie wystąpi. Ja też myślałem, że miejsce to będzie jakimś architektonicznym arcydziełem. Jednak rzeczywistość szybko sprowadziła mnie na ziemię w momencie, gdy stanąłem pod główną brama wejściową. Powiedzieć o tej arenie, że jest przeciętna, to tak, jakby nic o niej nie powiedzieć.

Gdybyście mnie spytali, jakie trzy rzeczy związane z tym stadionem zapamiętałem, to byłyby to: drewniana ławka marki home made znajdująca się zaraz obok wejścia na płytę; stary, obskurny budynek, nie mam pojęcia do czego służący, umiejscowiony obok sceny oraz chamsko i perfidnie zaklejone czarną płachtą loga sponsorów nad sektorami z krzesełkami. Co zabawne, część z nich odpadła, więc nazwy firm i tak były widoczne. Ogólnie bida z nędzą, w której to zagrał zespół występujący w trakcie tej trasy między innymi w Saint- Tropez. Muzycy przynajmniej zasmakowali u nas odrobiny folkloru.

Zdjęcia z rybnickiego koncertu Marsów zupełnie nie oddają charakterystyki tego obiektu. Jak dla mnie, już dawno powinien on zostać odrestaurowany, a jeżeli został, to były to pieniądze wyrzucone w błoto. Wszystkie stadiony drużyn z piłkarskiej ekstraklasy oraz znaczna część ekip z 1 ligi posiadają lepszą, ładniejszą i okazalszą arenę. Jednak to nie na nich, w przeciągu ostatnich kilku lat, zagrali m.in Bryan Adams, czy Rod Stewart.

Urząd Miasta Rybnika to dla mnie fenomen na skalę naszego kraju. Potrafili oni bowiem do małego miasta i na bardzo kiepski stadion sprowadzić gwiazdy światowej muzyki. Z roku na rok są to artyści coraz wyżsi rangą. O ile niektórzy mogą powiedzieć, że Rod Stewart, Bryan Adams czy Guns N’ Roses (oni też wystąpili w tym mieście) to gwiazdy sprzed kilkunastu lat, o tyle Thirty Seconds To Mars i Linkin Park są obecnie jednymi z najbardziej rozchwytywanych zespołów rockowych.

Podoba mi się aktualne myślenie władz Rybnika. Jako jedni z pierwszych zrozumieli, że występ muzyczny to nie tylko frajda dla mieszkańców, ale też genialny sposób na promocję miasta. Aby ceniony artysta przyjął takie zaproszenie, trzeba mu sporo zapłacić. Nie wiem, ile kosztowało zakontraktowanie Linkin Park (oczywiście większość spraw załatwia agencja koncertowa, ale miasto musiało ich w końcu jakoś zachęcić do organizacji występu u nich, a nie np. na stadionie w Gdańsku), ale nawet, jeśli kwota ta była bardzo duża, to uważam, że jest ona warta swojej ceny. Jak dla mnie lepiej wydać ponad milion złotych na show, które sprowadzi na stadion całą Polskę (i zapewne też mieszkańców sąsiadujących Czech i Słowacji) niż na żenującą kampanię w mediach, która ograniczy się do schematycznego, kilkudziesięciu sekundowego filmiku o jakże wspaniałych walorach mieściny i zakończy się hasłem w stylu Rybnik – tu spełniają się marzenia.

Zwróćcie też uwagę na tę sprawę: przez najbliższych kilka miesięcy fraza „Rybnik” będzie widniała na oficjalnej stronie Linkin Park w zakładce „Events”. Tak samo było w przypadku poprzednich występujących w tym mieście artystów. Pojawia i pojawiała się ona w towarzystwie takich metropolii jak Moskwa, Berlin, czy Rzym. Miliony fanów, odwiedzających codziennie witrynę swojego ulubionego wykonawcy, z czystej ciekawości wklepie w Google nazwę tego małego miasta na literę R aby zobaczyć, jak wygląda miejsce, w którym ich ukochany zespół zagra kolejne show.

Na ten moment oczywiście ciężko stwierdzić, czy koncerty te przynoszą miastu zyski. Projekt jest inwestycją w przyszłość, wyrabianiem marki. To praca nad tym, by Rybnik kojarzył się z występami genialnych muzyków i poprzez właśnie ten fakt przyciągał turystów. W teorii wszystko brzmi fajnie, a w praktyce pierwszą rzeczą przychodzącą mi na myśl w związku z tym miastem jest przestarzały stadion, którego liche, metalowe ogrodzenie nie wytrzymało naporu oczekujących na wejście fanów Thirty Seconds To Mars przed ich występem.

Jak mówi stare porzekadło – pierwsze wrażenie robi się tylko raz.

 

Exit mobile version