Site icon All About Music

Żabson to ziomal Krakowian, czyli koncert rapera w krakowskiej Nowej Rezydencji. Relacja Julii Stankowskiej

Już od dłuższego czasu zacierałam ręce i polowałam na jakiś ciekawy, rapowy koncert. Chociaż na co dzień nie jestem wielką fanką polskiego rapu, chciałam poczuć i zobaczyć na żywo to wszystko, o czym słyszałam od moich znajomych: ZABAWĘ, IMPREZĘ i SZALEŃSTWO. Dlatego postanowiłam wybrać się na Żabsona.

Koncert początkującego artysty wypromowanego przez boginię rapu Młodą Leokadię idealnie wpisuje się w definicję wyżej wymienionych słów. Tym razem Żabson wystąpił 19 sierpnia w nowohuckiej Nowej Rezydencji, gdzie zagrał podwójny koncert: o godz. 19.00 oraz 23.00 w ramach „Lata w Plenerze”. Ja, wraz z moimi znajomymi, wybraliśmy się na drugi z eventów, co było zdecydowanie strzałem w dziesiątkę – bo czy jest coś lepszego niż koncert pod gwieździstym niebem?

fot. Julia Stankowska

Koncert rapera poprzedziły dwa występy polskich DJ-ów. Pierwszy wystąpił DJ Matteq, a następnie Mattz Fresh, współpracujący z Żabsonem. Panowie doskonale poradzili sobie z zadaniem, jakim było rozgrzanie krakowskiej publiczności. Oboje zaprezentowali dość podobny repertuar, w głośnikach rozbrzmiewały głównie największe rapowe hity tego lata.

Po godz. 23.00 pojawił się Żabson, występując z jednym z moich ulubionych kawałków. Energiczne wejście wraz z Puerto Bounce było naprawdę mocnym początkiem! Las rąk w górze, okrzyki fanów i energia artysty tworzyły wyjątkową koncertową atmosferę. Na odbiór koncertu pozytywnie wpłynął również świetny kontakt Żabsona z publicznością – krótkie wypowiedzi pomiędzy piosenkami, rozgrzewanie i zachęcanie do zabawy oraz już sztandarowe rzucanie butelkami z wodą. Oczywiście, nie sposób pominąć najciekawszego fragmentu show, czyli tzw. stage diving, kiedy raper, podczas kawałka Pokora, skoczył ze sceny w kierunku publiczności. Jako uczestnik koncertu, pierwszy raz byłam świadkiem takiej praktyki, ale jestem bardzo pozytywnie zaskoczona. Mimo tego, że stałam dość daleko od sceny, udało mi się nawet wziąć udział w podnoszeniu artysty, co było zarówno dziwnym, jak i ciekawym przeżyciem.

Ku mojemu zdziwieniu, Żabson, pomimo nieobecności Young Leosi (która mnie bardzo zasmuciła), nie zrezygnował z piosenki Jungle Girl i postanowił wykonać ją sam. Kolejny strzał w dziesiątkę i kawałek, przy którym chyba najlepiej się bawiłam, pomimo tego, że po szalonym pogo, znalazłam się w oddali od wszystkich moich znajomych. Na koncercie nie było chyba osoby, która nie śpiewałaby o „kwiatach w Amsterdamie i Hiszpani” i nie skakała wraz z tłumem i Żabsonem!

fot. Julia Stankowska

Po Jungle Girl przyszła kolej na trochę spokojniejszy kawałek. Bez Emocji to jeden z mniej bangerowych utworów w repertuarze artysty. Nieco spokojniejszy moment jednak bardzo korzystnie wpłynął na całość show. Po ponad pół godzinie koncertowego szaleństwa zdecydowanie potrzebowaliśmy chociaż kilku minut refleksji.

Bardzo przypadło mi do gustu również wykonanie Obok, zadedykowane specjalnie nam, fanom, oraz ukochanej artysty, która sama pojawiła się na scenie. Niezwykle miło było oglądać Żabę kierującego tak kochane słowa w kierunku Lilki Janowskiej, którą zresztą od małego uwielbiam – tym samym, mogąc zobaczyć ją na żywo, upiekłam dwie pieczenie na jednym ogniu.

Niemałe poruszenie wzbudziła również piosenka Floyd Mayweather – chyba moja ulubiona z repertuaru rapera, a równocześnie, wraz z Sexoholikiem, najbardziej popularna. Niezwykła energia i okrzyki ze strony publiczności sprawiły, że poczułam się jak na prawdziwym rapowym festiwalu, chociaż na koncercie było jedynie tysiąc osób. Podobne wrażenia, a nawet silniejsze poczułam podczas ostatniego kawałka, jakim okazał się być, zagrany już kolejny raz, Puerto Bounce. Pomimo niewątpliwie ogromnego zmęczenia, zarówno Żabson, jak i cała publiczność, nie zawiedli. Szalone pogo, tańce i krzyki nie ustały, a nawet rozbrzmiewały ze zdwojoną siłą. Wiedzieliśmy, że to już, niestety, ostatni kawałek, a na bisy nie liczyliśmy, ponieważ raper w większości przypadków z nich rezygnuje i kończy koncert z przytupem „raz a dobrze”.

Jeśli zapytalibyście mnie czy warto zainwestować w bilety na koncert Żabsona, bez wahania odpowiedziałabym twierdząco. Jeśli bowiem jesteście fanami dużego show, pogo i szaleństwa pod sceną – zdecydowanie pokochacie koncerty, oferowane przez Żabę i jego ekipę. Jeśli jednak poszukujecie bardziej poruszających i emocjonalnych treści, takie show prawdopodobnie nie spełni waszych oczekiwań. Żabson bowiem podczas swoich występów skupia się głównie na zabawie i zapewnieniu słuchaczom mocnego, imprezowego show, którego z pewnością nie zapomną, o czym przekonałam się na własnej skórze.

Setlista:

  1. Puerto Bounce
  2. Small Town Boy
  3. Trapczan
  4. Aromatyczne Przyprawy
  5. Jungle Girl
  6. Bez Emocji
  7. Twister
  8. DMT
  9. Młody Boss
  10. Sexoholik
  11. Pokora
  12. Floyd Mayweather
  13. Obok
  14. Księżniczki
  15. Puerto Bounce
Exit mobile version