Za nami ósma edycja Międzynarodowego Festiwalu Producentów Muzycznych Soundedit. Impreza odbyła się w dniach od 27 do 30 października w Łodzi. Specjalnie dla Was relację z tego wydarzenia przygotował nasz redaktor – Maciej Wojszkun.
Przede wszystkim, na początku należą się przeprosiny za to, że relacja pojawiła się tak późno… Niestety, sprawy poza moją kontrolą sprawiły, że nie mogłem wrzucić jej od razu po evencie. Inne obowiązki sprawiły także, że nie mogłem być obecny na wszystkich koncertach. Ominął mnie niestety pierwszy dzień festiwalu – wobec czego będzie to relacja raczej z dnia drugiego…
Festiwal odbywał się w łódzkim klubie Wytwórnia, znajdującym się w interesującej lokalizacji (z tyłu przeogromnego hotelu… Nie powiem, że nieobeznanemu z terenem było łatwo trafić). W pierwszej, przestrzennej sali konferencyjnej klubu odbywały się warsztaty i panele (na które wstęp był darmowy), w drugiej, koncertowej – no cóż, koncerty, już biletowane. W sali konferencyjnej rozłożyło się także kilka stanowisk z płytami (m.in. z fenomenalnego Requiem Records) oraz sprzętem.
Do klubu przybyłem ok. godziny 14.00, tuż przed rozpoczęciem debaty o rynku wytwórni niezależnych w Polsce i na świecie. Bardzo ciekawą dyskusję, pełną interesujących danych (ciężko uwierzyć, że wartość rynku tzw. niezalu wyniosła w poprzednim roku niemal 6 mld dolarów – ok. 40% rynku światowego!) prowadzili reprezentujący ZPAV Laura Strzałkowska i Bogusław Pluta oraz Tony Duckworth, przedstawiciel PIAS Entertainment Group. Kolejnymi atrakcjami programu były fascynujące sesje Q&A z Adamem Nowakiem z Raz Dwa Trzy oraz z Alekiem Empire z Atari Teenage Riot, a także panele dyskusyjne, m.in. Jak wygrać z YouTube’em?
Jedną z atrakcji, na którą ostrzyłem sobie zęby, był odsłuch albumów Beatlesów z taśm analogowych, dzięki uprzejmości firmy Voice Audio. Niestety, nie zdążyłem na pokaz (który odbywał się, dla odmiany, w sali konferencyjnej wspomnianego hotelu). Żałuję tym bardziej, że panowie z Voice Audio, jak wspomnieli, grali album, który darzę ogromnym sentymentem – Magical Mystery Tour… Wróciłem więc z nosem na kwintę z powrotem do klubu.
Wybiła godzina 19.00 – należało się więc powoli przemieścić do sali koncertowej, gdzie będzie miało miejsce ukoronowanie festiwalu – gala nagrody „Człowieka ze Złotym Uchem”, wręczanej co roku na Soundedit wybitnym producentom muzycznym. Nagrodę wręczaną od 2009 roku, w poprzednich latach otrzymali m.in. Władysław Komendarek, Józef Skrzek, Wojciech Waglewski, Lech Janerka, sir Bob Geldof, John Cale, Mark „Flood” Ellis, Daniel Lanois…
Zanim jednak rozpoczęła się gala – Piotr Metz zaprosił na krótką pogawędkę gościa honorowego festiwalu, prawdopodobnie jednego z najważniejszych i najbardziej wpływowych producentów muzycznych współczesnej muzyki, człowieka, o spotkaniu którego Maciej Werk, organizator Soundedit, marzył od ośmiu lat – Briana Eno. Atmosferę oczekiwania przed spotkaniem podkreślała niepokojąca, ambientowa muzyka, a na „zaostrzenie apetytów” na ekranie zobaczyliśmy świetnie zmontowany film dedykowany Eno, miksujący fragmenty najbardziej znanych utworów przezeń wyprodukowanych – Heroes Davida Bowie, Once in a Lifetime Talking Heads, Viva la Vida Coldplay…
Brain Eno okazał się bardzo sympatycznym rozmówcą, o bardzo szerokiej wiedzy. Z przyjemnością słuchałem, jak opowiadał o tym, jak „nauczył się muzyki przez przypadek”, jak w jego opinii postęp technologiczny zmieniał muzykę całkowicie (Technologia to nazwa, jaką nadajemy rzeczom, które jeszcze nie działają, jak trzeba – zauważył z uśmiechem), czy gdy wyjaśniał pojęcie generative music… Zaskoczyło mnie, że Eno jest znawcą malarstwa rosyjskiego z początku XX wieku – sam niedawno zajmowałem się tym tematem! Łezka zakręciła się w oku, gdy Eno wspominał Davida Bowie i jego fascynującej „etyce pracy”…
W planie imprezy nastąpiło niestety przesunięcie – Peter Murphy nie dotarł planowo na miejsce, wobec czego jego akustyczny koncert został przesunięty na sam koniec imprezy, już po godzinie dwunastej. Chwilę po rozmowie Brian Eno nagrodzony został statuetką Człowieka ze Złotym Uchem – przyjął ją z wdzięcznością i wzruszeniem, z lekką pomocą Macieja Werka wymawiając po polsku nazwę nagrody (Rzeczywiście, jest pan człowiekiem ze złotym uchem – rzucił rozbawiony Werk, gdy Eno udało się wymówić nazwę niemal perfekcyjnie). Obok Briana Eno, laureatami zostali Alec Empire oraz Adam Nowak (zapowiedziany przesympatycznym filmikiem z gratulacjami od Muńka Staszczyka, Lecha Janerki i Skubasa).
Zanim jednak nastąpiło wręczenie nagród i kwiatów – Maciej Werk oddał hołd Eugeniuszowi Rudnikowi – zmarłemu zaledwie parę dni przed festiwalem (24 października) pionierowi muzyki elektronicznej w Polsce, laureatowi wielu prestiżowych nagród – w tym „Człowieka ze Złotym Uchem”… Cześć Pana pamięci, Panie Eugeniuszu.
https://www.youtube.com/watch?v=Oo5oc3B88pc
Kolejnym punktem gali był występ laureata – a raczej laureatki – plebiscytu Soundedit Spotlight. Konkurs ten, wspólny projekt Soundedit i Radia Łódź, jest – zacytuję – serią mini koncertów prezentujących nowe, niezwykle interesujące projekty muzyczne. Festiwal oraz łódzka rozgłośnia pragnie je wesprzeć dając możliwość występu w znakomitym brzmieniowo studiu im. Henryka Debicha w Radiu Łódź. Ośmiu wykonawców (Ukeje, Little White Lies, Makabreski, Futurelight, Daria Zawiałow, Dominika Barabas i Jóga) zaprezentowało się w owym studiu przed słuchaczami, a Ci przez miesiąc mogli głosować, kto wystąpi na festiwalu Soundedit.
Plebiscyt wygrała Daria Zawiałow, otrzymawszy ponad 5000 głosów. Przyznaję, że było to pierwsze moje zetknięcie się z jej muzyką… Jednak jej krótki koncert był prawdziwą eksplozją energii i kalejdoskopem brzmień. Obok eterycznego, indie-popowego Malinowego chruśniaka usłyszeliśmy znakomity, ostry, rockowy kosior Lwy… Znać, że Daria nie chce ograniczać się do jednego typu brzmienia, jest otwarta na muzyczne eksperymenty. Bardzo fajny występ, z zaciekawieniem czekam, co też usłyszymy na debiutanckim albumie, który ma wyjść jeszcze w tym roku.
Występ Darii Zawiałow nie oznaczał jeszcze końca gali. Statuetką uhonorowany został także legendarny producent, którego niestety nie ma już pośród nas – sir George Martin (który zmarł 8 marca tego roku). Maciej Werk i Piotr Metz, którzy mieli okazję spotkać się z sir George’em osobiście, wspomnieli go, przytaczając zabawne anegdotki – a także wyświetlając wideo z legendarnego występu Beatlesów, wykonujących All You Need is Love w programie Our World z 25 czerwca 1967 roku… Dla mnie osobiście był to najbardziej wzruszający i magiczny moment wieczoru.
Po zakończeniu gali nadszedł czas na specjalny koncert połączonych sił zespołu Raz Dwa Trzy, kwartetu jazzowego Henryka Miśkiewicza oraz orkiestry Icon. Mam dziwne szczęście bywać ostatnio i zdawać relacje z koncertów zestawiających światy orkiestry i rocka… Koncert wypadł znakomicie – delikatne i poetyckie kompozycje Adama Nowaka jak ulał pasują do orkiestrowego akompaniamentu, nawet instrumentalne przerywniki – jak wspominał sam Nowak, muzyczne żarty o tytułach typu Policjanci w Sztokholmie gonią się po sex-shopie (!) – w jazzowym wykonaniu kwartetu były fantastyczne…. Szczególnie podobało mi się wykonanie klasycznego Trudno nie wierzyć w nic, ze świetną solówką Nowaka… Prócz tego w dwóch utworach wystąpili popularni artyści z młodego pokolenia – przy czym muszę przyznać, że ich występy były najsłabszym punktem koncertu. Dawid Podsiadło jakby od niechcenia wykonał wraz z zespołem Sufit, zmywając się ze sceny, niemal bez słowa, jak najszybciej. Roześmiana Brodka, świetnie rozumiejąca się, wymieniająca się żartami z zespołem, zaśpiewała wraz z Nowakiem Jutro możemy być szczęśliwi – osobiście jednak uważam, że jej głos średnio pasował do aranżacji…
Niestety, tuż po koncercie Raz Dwa Trzy musiałem uciekać już z festiwalu, ominął mnie więc koncert Petera Murphy’ego. Podsumowując – Soundedit 2016 okazał się wszystkim tym, czego oczekiwałem. Sprawnie zorganizowanym, bardzo dobrze rozplanowanym festiwalem, oferującym mnóstwo dobrej zabawy, ale też sporo nauki. Bardzo dziękuję za możliwość uczestnictwa w tym wydarzeniu, szczególnie w bardzo inspirującym spotkaniu z Brianem Eno. Widzimy się za rok, i obiecuję, że tym razem relację napiszę od razu!

