Site icon All About Music

Z Tobą jakoś łatwiej mi się śpiewa. Koncert Mroza w Stodole. Relacja Martyny Szoty

Pamiętacie jeszcze przedpandemiczne czasy? Jaki smak miała normalność?
Poczułam ją w czwartek…stojąc w długiej kolejce do Stodoły, gdzie sold-out, przy stuprocentowej dostępności miejsc, miał Mrozu. Jak zwykle w biegu, niedospaniu i niedoczasie, spóźniłam się na występ supportującej Jagody Kret, ale następnym razem nie popełnię tego błędu, bo dziewczyna jest co najmniej interesująca.

Trasa promująca wydany na początku kwietnia album Złote Bloki (szósty w karierze, choć tak naprawdę to trzeci odkąd Mrozu nakreślił charakterystyczny dla siebie styl) wyprzedała się w mgnieniu oka. I nic dziwnego, bo kto raz zobaczył, co Łukasz i jego zespół robią na scenie, ten będzie chciał tylko więcej i więcej.
Świetny wokal? Jak najbardziej. Idealnie dograny team? Zdecydowanie (sekcja dęta i perkusjonalia robią robotę!). Dopracowane aranże? Oczywiście. Jednak przede wszystkim na pierwszy plan wysuwa się osobowość Mroza. Energia, gdy śpiewa, biega, skacze, tańczy i wchodzi w interakcje z kolegami z zespołu. Swoboda i luz z jakim przychodzi mu konferansjerka i prowadzenie koncertu wedle własnych reguł, za którymi publika podąża bez wahania. Nie można też oprzeć się wrażeniu, że ten uśmiechnięty chłopak ze sceny jest jak jeden z Twoich osiedlowych koleżków zawsze chętnych poharatać w gałę.

Oprócz kawałków z najnowszej płyty zabrzmiały wczoraj, wyśpiewane tłumnie, takie hity jak Aura, Jak Nie My To Kto, Szerokie Wody czy Bez Snu oraz-jak to mówią specjaliści- „truskawka na torcie” czyli Miliony Monet w aranżacyjnie nowej odsłonie, wywołującej dreszcz ekscytacji, zwłaszcza u millenialsów.

Niezmiennie godne pochwały są także stylizacje zespołu-spójne, utrzymane w stylu vintage. Bardzo cieszy fakt, że coraz więcej artystów planuje ze szczegółami każdy element trasy-stroje, scenografię, światła czy wizualizacje. Tu naprawdę nie mogę mieć żadnych uwag, a kto chociaż raz był ze mną na koncercie lub czytał moje relacje, wie, że na punkcie światła i nagłośnienia mam nad wyraz wysokie wymagania (tak samo jak dla butów w stylówkach, nie ma nic gorszego niż zepsuć piękny outfit słabym obuwiem-odetchnijcie z ulgą-Pan Mróz obronił się na piątkę)

Niezależnie od tego czy ktoś miał ciężki dzień w pracy, przejechał kilkadziesiąt lub nawet kilkaset kilometrów by dotrzeć do Stodoły lub spędził intensywne godziny na uczelni, po występie wychodził rozbudzony od tańców i podskoków, z gardłem zdartym od śpiewania i sercem pełnym radości. Takie koncerty zostają w głowie na bardzo długo, a pieniądze wydane na bilet, to najlepsza inwestycja, uśmiechu, który towarzyszy mi nawet teraz przy pisaniu relacji, nie zabierze nikt (chociaż przez chwilę to wcale taka wesoła nie byłam, bo nie wiedziałam czy zrelacjonowanie tak doskonałego koncertu to wygrany los na loterii czy raczej gol samobój).

Podczas tego wieczoru przemknęła mi przez głowę refleksja o podobieństwie energii z Panem Stylesem na Coachelli, jednak jako, że zdecydowanie bliżej mi do Złota niż do Golden, to zapytam równie lokalnie, Męskie Granie Orkiestra, kiedy się obudzicie? Idealny kandydat na lidera tego przedsięwzięcia stoi pod blokiem.

Letnie plenery już za rogiem, wyczekujcie ogłoszeń i kupujcie bilety. NAJLEPIEJ OD RAZU.

Grajcie jak Galácticos i nie palcie za dużo w oknie!

Exit mobile version