Jego najnowszy album, weird!, właśnie wspiął się na pierwsze miejsce listy przebojów w Wielkiej Brytanii. Ma na swoim koncie utwory z takimi artystami jak Halsey, blackbear, Machine Gun Kelly czy Bring Me The Horizon. Jest otaczany wręcz czcią przez słuchającą alternatywnego rocka młodzież. Dominic Harrison, znany jako Yungblud, opowiada All About Music o konieczności mówienia prawdy, zamykaniu uczuć w dźwiękach i dzieleniu się optymizmem.
Izabela Zadura: Gratuluję wydania nowego krążka! Jest nie tylko bardzo wymowny i szczery w swym przekazie, ale także niesamowicie przebojowy.
Dominic Harrison (Yungblud): Dzięki! To właśnie chciałem zrobić – wydać przebojowy, energetyczny, optymistyczny album, który porusza ważne, chwytające za serce kwestie. Chciałem podkreślić moje przekonanie, że nasze pokolenie odniesie zwycięstwo. To dlatego byłem taki podekscytowany możliwością udzielenia wywiadów polskim mediom – Polska zajmuje sporo miejsca w moim sercu. Za każdym razem, gdy przyjeżdżam do Warszawy, widzę odwagę i pasję młodych ludzi tłamszonych przez rząd. Nie mogłem więc doczekać się, aż Polacy dostaną w swoje ręce mój krążek. To oni będą zmieniać świat.
IZ: Twoje wsparcie wiele dla nas znaczy.
DH: Odkąd tylko spotkałem swoich polskich fanów, wiedziałem, że te dzieciaki są genialne. Jestem dumny, że Was znam.
IZ: Weird! to Twój drugi długogrający krążek. Wydanie drugiego albumu to często przełomowy moment w karierze artysty. Czy odczuwałeś jakąkolwiek presję?
DH: Na początku tak, zwłaszcza ze strony osób, które nie rozumieją mnie jako artysty. Nie chciałem tworzyć bardziej komercyjnej muzyki, chciałem nagrać głośny, eksperymentalny album. Byłem to winien swoim fanom. Ten krążek jest o nich: ludziach wszelkich kształtów, rozmiarów, kolorów skóry, orientacji seksualnych, spojrzeń na świat. To moi fani zmienili moje życie. nie mogłem więc zaserwować im komercyjnej szmiry. Ten album nauczył mnie, że jestem winien prawdę każdej osobie, którą spotykam na swojej drodze, ponieważ oni oferują mi swoją prawdę. Chcę tworzyć muzykę z potrzeby serca, a nie dla realizacji jakiegoś planu.
IZ: Czy jako osoba tworząca dla fanów i z samej potrzeby kreacji, czytasz w ogóle recenzje swojej muzyki? Czy negatywna krytyka ma na Ciebie jakikolwiek wpływ?
DH: Krytycy piszący dla rockowych magazynów to często starsi faceci, którzy oglądają za dużo porno w internecie. Nie chcą, aby rock się rozwijał i ewoluował. Dla mnie rock & roll to energia pomiędzy ludźmi, wolność, możliwość bycia tym, kim chcemy. Chodzi o możliwość kochania ludzi, których chcemy kochać, przyjaźnienia się z ludźmi, z którymi chcemy się przyjaźnić. To są nasze prawa. Jeśli moi fani i moja rodzina kochają moją muzykę, nic więcej mnie nie obchodzi. Nie będę pisać kawałków do reklam, nie chcę być tego częścią.
IZ: Jeszcze nigdy nie było takiego roku, jak 2020. Jak to jest promować album podczas pandemii?
DH: To dziwaczne doświadczenie. Kiedy to wszystko się zaczęło, byliśmy przerażeni, ale nie mieliśmy wyjścia – musieliśmy się przystosować. Wydaje mi się, że najbardziej rozwijamy się w momentach, w których musimy z czymś walczyć. Na weird! chciałem podkreślić, że nawet jeżeli nie możemy się spotkać i dotknąć, cały czas możemy dzielić się uczuciami. To był dziwaczny, trudny rok, ale mimo to nie chciałem przekładać premiery albumu. Zależało mi, aby być z moimi fanami w święta i w Nowy Rok, który musi być lepszy. To był najdziwniejszy czas w naszym życiu, ale damy sobie radę, ponieważ mamy siebie nawzajem.
IZ: Ten rok był niezwykle trudny również dla przemysłu muzycznego. Zespoły się rozpadają, artyści szukają alternatywnych metod zarabiania na życie. Jak myślisz, czy mamy szansę na powrót do normalności? Jak szybko?
DH: To zależy. Miejmy nadzieję, że szczepionka pomoże, i już niedługo będę szalał na polskich scenach – jestem gotowy! Musimy jednak poczekać na rozwój sytuacji, i w razie konieczności adaptować się do okoliczności. Nie ma innego wyjścia. Ja nie mam zamiaru siedzieć miesiącami w jaskini. Jeśli do przyszłego roku sytuacja się nie zmieni, mam zamiar dzielić się optymizmem z moją wspaniałą rodziną, moimi fanami. Rolą muzyki jest właśnie zapewnianie możliwości ucieczki, wsparcia oraz poczucia wspólnoty tak wielu osobom, jak to tylko możliwe.
IZ: Jednym z głównych przesłań albumu weird! jest akceptowanie tego, kim się jest, nawet jeśli jesteśmy kilkoma osobami jednocześnie. Czy Twoje różne osobowości możemy usłyszeć w różnych gatunkach i stylach muzycznych na krążku?
DH: Ten album jest o uczuciach – wszystkich uczuciach, jakie jesteś w stanie poczuć. Możesz być milionem różnych ludzi jednocześnie, i właśnie oni składają się na ciebie. Pisząc utwory na weird! nie myślałem sobie, okej, to teraz nagrajmy piosenkę rockową, teraz punkową, a teraz miłosną balladę. Skupiałem się raczej na tym, jak się danego dnia czułem, i próbowałem zamknąć to uczucie w 3,5 minutach dźwięku. Chciałem, aby każdy, kto usłyszy te utwory, rozpoznał te uczucia i identyfikował się z nimi. Ludzie są wielowymiarowi, każdego dnia czujemy się inaczej i musimy uczyć się tego, że to jest w porządku. W porządku jest być tym, kim jesteśmy.
IZ: Jako artysta nie boisz się poruszać ważnych i trudnych tematów, a także wspierać osób będących w trudnych sytuacjach i walczących o swoje prawa. Twój utwór Mars opowiada o transpłciowej dziewczynie. Czy z powodu tego typu zaangażowania odczuwasz presję, aby wypowiadać się w pewnych kwestiach? Czy boisz się, że w przeciwnym razie internetowe społeczeństwo odwróci się przeciwko Tobie?
DH: Nie lubię idei bycia “cancelled”, nie przykładam do niej dużej wagi. Wydaje mi się, że o ile jestem w zgodzie ze sobą i mówię prawdę, wszystko jest w porządku. Właśnie dlatego rozmawiam z moimi fanami – ich opowieści i historie są dla mnie wszystkim. Po to też powstał mój podcast – chcę dawać innym możliwość wypowiedzenia się. Nie jestem Matką Teresą, nie mam wszystkich odpowiedzi, przeciwnie, mam tylko pytania.
IZ: Miałeś ostatnio okazję współtworzyć utwory z Machine Gun Kellym (Acting Like That, Body Bag) i Bring Me The Horizon (Obey). Jak uzupełniacie się muzycznie?
DH: To zależy. Każdy wnosi do współpracy coś innego. Moje utwory z MGK to po prostu dwóch przyjaciół wspólnie szalejących w jednym pokoju. Z kolei Oli Sykes to jeden z moich bohaterów, osoba, która nauczyła mnie, że bycie sobą jest w porządku. Oba doświadczenia były bardzo ekscytujące. Nie mogę się doczekać, żeby zagrać Obey na żywo.
IZ: Jak uważasz, który utwór z weird! najlepiej wypadnie podczas koncertów?
DH: Myślę, że superdeadfriends. To będzie szał.
IZ: Czy jesteś w stanie wybrać ulubieńców spośród własnych utworów? Jaki jest Twój ulubiony kawałek na weird!?
DH: To jak wybieranie, które ze swoich dzieci kocham najbardziej… Aktualnie bardzo podobają mi się Mars, Charity i Love Song.
IZ: Czy są na weird! utwory, które były dla Ciebie szczególnie trudne do napisania?
DH: Mars, ponieważ musiałem opowiedzieć tę historię pięknie i szczerze. No i Freak Show, który jest jak milion różnych utworów w jednym.
IZ: Porównałeś Freak Show do Bohemian Rhapsody Queen i Jesus of Suburbia Green Day.
DH: Właśnie o to mi chodziło – chciałem nagrać utwór, który ma w sobie mnóstwo różnych stylów i pełno niespodzianek.
IZ: Czego aktualnie słuchasz? Czy możesz nam coś polecić?
DH: Fontaines D.C. z Dublina, beabadoobee i nowy album The Neighbourhood.

