Po 4 latach od swojej ostatniej płyty, Pink Freud powraca i po raz kolejny zaskakuje swoich słuchaczy brzmieniem, tym bardziej byliśmy ciekawi, co o tych albumie powie założyciel zespołu, Wojtek Mazolewski.
Od lat 90′ zespół Pink Freud cieszy się wielkim uznaniem zarówno w Polsce, jak i za granicą. Zespół miał okazję zagrać między innymi w Meksyku, Chile, Peru, Maroko, Belgii, Francji, Szwecji, Chinach, Rumunii, Czechach, Rosji i na Węgrzech. Ich wyjątkowe podejście do muzyki zachwyca wielu i doprowadziło ich do zdobycia wielu prestiżowych nagród. Z okazji premiery płyty, która miała miejsce 27 listopada, zapytaliśmy Wojtka Mazolewskiego o proces twórczy, plany i wiele więcej.
Wydawca: Mystic Production
Nikola Nina Skopowska: Minęły 4 lata od waszej poprzedniej płyty, był to dla was bardzo produktywny czas. Jak przebiegał proces tworzenia tego albumu?
Wojtek Mazolewski: Nasz proces twórczy zaczął się z dniem wydania poprzedniej płyty, ponieważ każde nowe doświadczenie, które przeżywamy wpływa na to, co później nagrywamy. Tworzenie muzyki polega na tym, by być uważnym na to co wszechświat ma ci do powiedzenia, do pokazania i w naszym przypadku przekłuwać to na dźwięki. Pierwsze nasze pomysły pochodzą już z 2016 roku, jednak proces najbardziej intensywnej pracy przypada na rok 2018/2019. To wtedy chcąc pozbierać wszystkie nasze pomysły, postanowiliśmy wyjechać na taki męski wyjazd zespołowy, chcieliśmy się oderwać od wszystkiego co nas otacza i znaleźć nową przestrzeń do tworzenia. Tym razem wybraliśmy góry, a Horse & Power tworzyliśmy nad morzem. Spędziliśmy tam wiele dni tworząc muzykę, szukając najlepszy sposób by wyrazić to, co chcemy przekazać.
NNS: Wielu muzyków odkłada jednak premiery albumów na przyszły rok, ze względu na pandemię. Skąd decyzja, by piano forte brutto netto wyszło jeszcze w tym roku?
Wojtek Mazolewski: Ta decyzja została podjęta z potrzeby tego, co niesie nasza twórczość. Od zawsze robiliśmy to z potrzeby ducha, wyrażenia siebie i nigdy nie było w tym aspektów komercyjnych. Robimy też to po to, by podnieś siebie na duchu, a w tych ciężkich czasach mamy nadzieję, że was też. Wydaje mi się, że teraz muzyka jest jeszcze bardziej potrzebna niż za rok, więc po co czekać, skoro już ona powstała.
NNS: Miałeś okazję grać koncert online, jak się czułeś grając w takich warunkach?
Wojtek Mazolewski: Każdy koncert jest dla mnie świętem niezależnie czy to gramy online, dla najbliższych w moim mieszkaniu, spontanicznie pod wpływem chwili, czy na wielkiej scenie nie ma to znaczenia. Nawet w takiej formie występowanie jest dla mnie ważne, choć ma to swoje ograniczenia. Czekam na to, by móc się spotykać na żywo, bo obecnie najbardziej brakuje mi was – słuchaczy.
NNS: Podkreślacie, że przykładacie dużą wagę, by każdy element waszej płyty, był zgodny z waszą wizją. Dlaczego akurat zadecydowaliście o tak sensualnej oprawie graficznej tej płyty?
Wojtek Mazolewski: Zdjęcia do tej płyty wykonał Karol Grygoruk, który pamięta nas jeszcze z początków zakładania tego zespołu, co przełożyło się na to co powstało. Tworzenie okładki tego albumu przypadło na ten okres izolacji. W ten sposób odnieśliśmy się do współczesności. Przez to, że więcej czasu spędzamy w domu, każdy z nas doznał na nowo spotkania z samym sobą i ta okładka ma wyrażać taką intymność bycia blisko siebie. Myślę, że jest to bardzo pozytywny aspekt tych czasów. Tylko jeśli jesteśmy dobrzy dla siebie, możemy być dobrzy dla innych. Ta okładka ma również pokazać naszą wrażliwą stronę. Jesteśmy w całości męskim zespołem, ale nauczyliśmy się między sobą wyrażać emocje i przełożyliśmy je w to, co możecie usłyszeć na tej płycie. Jednak chcemy pozostawić przestrzeń do waszej interpretacji, ona współtworzy tę płytę.
NNS: Jak zmieniało się wasze podejście do tworzenia muzyki od początku istnienia waszego zespołu?
Wojtek Mazolewski: Zakładając ten zespół chciałem, żebyśmy zawsze robili to, na co mamy ochotę. Muzykom z którym tworzę zawsze powtarzam, że na koncertach mogą zrobić wszystko: jak im się znudził dany kawałek, to mogą go rozwalić, albo zrobić coś od siebie, co nas wszystkich zaskoczy. Bardzo lubię zaskakiwać. Od początku się po prostu tym bawimy, kochamy to co robimy i to jest dla nas najważniejsze przy tworzeniu.
NNS: Wasz pierwszy singiel Pink Sunrise różni się brzmieniem od waszych wcześniejszych utworów, co też zauważyli wasi słuchacze. Nie obawialiście się ich reakcji?
Wojtek Mazolewski: Staram się pozbawiać obaw, bo nie ma co się martwić czymś, na co nie masz wpływu. Wydaje mi się, że to mogło wynikać z oczekiwań, co całkowicie rozumiem. Bardzo dziękuję za komentarze naszych słuchaczy, którzy to zauważyli. Jestem w stanie je wszystkie zrozumieć, ale jak już wcześniej mówiłem, lubimy zaskakiwać. Jest to bardzo ważny utwór na tej płycie, choć w zupełności nie określa jej brzmienia. Chcemy pozostawić słuchaczom przestrzeń do interpretacji, bo w naszej filozofii, w momencie wydania muzyki, staje się też ona waszą i od tej pory wasze interpretacje współtworzą historię tej płyty. Pink Sunrise było też dla nas bardzo ważne w tych trudnych czasach, pomagało nam przypominać wiele przepięknych momentów, które przeżyliśmy razem, podnosiło na duchu i dawało nadzieję, że jeszcze wiele takich chwil przeżyjemy.
NNS: Dlaczego akurat wybór tego tytułu padł na wschód słońca?
Wojtek Mazolewski: Myślę, że wystarczy wstać jutro rano i obserwować, jak wschodzi słońce, dzięki temu każdy znajdzie swoją odpowiedź. Mi w ostatnim czasie udało się zobaczyć ich naprawdę wiele i niesie to wspaniałą, nową energię. Obserwowanie tego zjawiska w skupieniu i kontemplacji, daje mi dużo energii na cały dzień.
NNS: Od niedawna prowadzisz swoją audycję “Jazz Fajny Jest” w newonce.radio, które dociera raczej do młodych słuchaczy. Zauważyłeś dzięki temu zwiększone zainteresowanie jazzem i waszą muzyką wśród osób w tej grupie wiekowej?
Wojtek Mazolewski: Ja mam nadzieję, że ogólnie muzyka odgrywa w życiu młodych osób ważną rolę, a pracując w tym radiu dostrzegam, że tak jest. Ja sam uwielbiam muzykę, którą tworzą młodzi ludzie, bardzo podziwiam to co obecnie się dzieje na pograniczach sceny hip-hopowej i uważam, że wspaniałe jest to, że ci muzycy potrafią szczerze i normalnie mówić o tym, co czują i tym co ich otacza. My w naszej muzyce sięgamy bardziej w sferę intymną, sensualną, choć nasza twórczość nadaje się bardziej do kontemplowania, to wydaje mi się, że na tym albumie znajdują się też utwory, przy których można się bawić i imprezować.

