Site icon All About Music

„[Błędy] ukazują nasze człowieczeństwo i prawdziwą osobowość. Ludzie nie są idealni, nigdy nie będą. Całe piękno polega na tym by ciągle się rozwijać i doskonalić.” Wywiad z VONDA7

Zajmująca się muzyką elektroniczną, mieszkająca w Berlinie Polka Sylwia występująca pod pseudonimem Vonda7 po epizodach z tworami czysto klubowymi wraca do swoich korzeni. Jej nowy, a zarazem debiutancki album Let Go zawiera w sobie znacznie więcej melodii i wokalu Sylwii. Z okazji premiery rozmawiałyśmy między innymi o jego powstawaniu, o wydawaniu muzyki we własnej wytwórni. Przeczytajcie!

Adrianna Małolepszy: Ogromnie gratuluję! Twój debiutancki album właśnie się ukazał. Jakie emocje towarzyszą premierze?

Ogromne, choć już są takie ogromne od dłuższego czasu. Ta płyta miała wyjść o wiele wcześniej. Mieliśmy opóźnienia z produkcją ze względu na pandemię. Jestem w takim letargu od chyba 6 miesięcy ale najważniejsze, żę w końcu jest, i to na winylu!

AM: Są do tego projektu piękne fotki, które tworzą naprawdę świetny klimat. Czyj to był pomysł?

Miałam w tym pomyśle swój udział, ale zdjęcia są autorstwa Johanna Makowski, wspaniałej pani fotograf z Berlina, która teraz przeprowadziła się do Wiednia. Polskie nazwisko może mylić, ale to Niemka. Próbowałyśmy różnych pomysłów z kryształami, z przesłonami… Obgadałyśmy wszystko wcześniej wspólnie. Ona robi bardzo dużo zdjęć nawiązujących do natury, a mój album też ma przesłanie wracania do korzeni, które są po części w naturze, więc myślę, że to się dobrze łączy i wyszło coś ładnego.

AM: To co robiłaś wcześniej bardzo odbiega od tego co jest na tym albumie.

Tak. Próbowałam po drodze różnych nurtów, ale na samym początku, gdy zaczynałam z muzyką, to były właśnie takie synth popowe dźwięki. W pierwszych moich projektach udzielałam się tylko wokalnie, miałam zespół z bratem… Więc tak naprawdę takie prawdziwe początki to było dokładnie to co robię teraz. Miałam swój okres, kiedy grałam tylko w klubach, mocniej i skupiałam się bardziej na techno. Tutaj w Berlinie to jest bardzo popularne i jakoś się to na mnie odbiło. Wszyscy moi znajomi to robią, ale przez pandemię zdałam sobie sprawę, że ja najlepiej czuję się w czymś melodyjnym. Lubię robić utwory, które mają wiele warstw, wokale…

AM: Wcześniej były też tylko jakieś pojedyncze rzeczy. Dlaczego album akurat teraz?

Myślę, że właśnie dlatego, że wróciłam do takich brzmień, które potrafią złożyć się w historię jako album. Wyszło to też zupełnie naturalnie. Już bardzo długo myślałam o tym, żeby wydać album, ale nie byłam jeszcze gotowa, te utwory jakoś ze sobą wspólnie nie grały.
Przez pandemię miałam też na pewno więcej czasu żeby pomyśleć jak chcę się rozwinąć jako artystka, w którą stronę chcę iść i doszłam do tego co sprawia mi największą frajdę.
Album daje możliwość pokazania historii z wielu stron i opowiedzenia jej utworami, które nie są tylko na parkiet, a tego mi zawsze bardzo brakowało. Chciałabym iść dalej w tym kierunku.

AM: Czyli będzie więcej płyt.

Mam nadzieję!

AM: Pomimo, że te utwory naprawdę dobrze łączą się w całość to wiem, że powstały w bardzo dużym rozstrzale czasowym. Jak to mniej więcej wyglądało? Ile trwało?

Nie wiem dokładnie, bo te utwory czasami są tworzone rok wcześniej, potem jeszcze przerabiane, ale pierwszy z nich wydany był chyba w 2019 roku. Wydałam te utwory cyfrowo w mojej wytwórni. Jest to takie trochę podsumowanie tego co robiłam. Pomyślałam, że wyszłoby fajnie gdyby je wydać na vinylu. Potem zaczęłam słuchać ich wszystkich razem i pomysł sam mi się budował. To bardzo fajne uczucie, kiedy nie trzeba na siłę czegoś tworzyć tylko dzieję się to samo. Myślę, że chyba odnalazłam też w końcu swój styl, co było dość trudne, bo lubię dużo bardzo różnych rzeczy.

AM: Opowiedz mi może troszkę o utworze przewodnim czyli Move It. Jak powstawał? Skąd się wziął?…

Move It robiłam już właściwie pod koniec powstawania albumu i był gotowy w zeszłe lato. Na pewno są w nim inspiracje ze sceny Wielkiej Brytanii, trochę UK House… Wpływ miało też to, że każdy z nas ma energię męską i żeńską i nie zawsze jesteśmy na tyle odważni by je w sobie odnaleźć i być z nimi zgodni. Chodziło mi trochę o to, że poruszając się razem, w tym samym rytmie czy tempie, tworzymy równowagę i połączenie ze sobą. Czy to na parkiecie czy w bliskiej relacji.

AM: Muszę Cię jeszcze zapytać o Born Again, którego przesłanie uwielbiam.

Jest to na pewno też w pewnym sensie utwór przewodni tego albumu. Mówi o tym, że miejsca i sytuacje, w których się rodzimy nie są od nas zależne i rodzice, system, szkoła narzucają nam jakieś swoje opinie. Jesteśmy uwarunkowani i ta piosenka jest o tym, żeby odejść od tego uwarunkowania. O tym, że dojrzewając uczymy się świata po swojemu, o tym jak dojść do zbudowania własnego sposobu myślenia, o tym by cały czas poznawać świat, różne teorię i nie przyjmować bezwarunkowo wszystkiego co słyszymy wokół nas.

AM: Uwielbiam patrzeć na twoje występy live. Widać od razu, że masz z tego niesamowitą radość.

Jak nie jestem zdenerwowana to jest świetnie, ale szczerze mówiąc te nagrywane rzeczy to ogromny stres. Ma się tę świadomość, że każdy mały błąd będzie zachowany na zawsze, ale trzeba mieć fun. Na tym to polega. Sztuka to oczywiście nie tylko fun, bo można opowiadać o bardzo ważnych, poważnych rzeczach, ale ważne żeby mieć trochę dystansu do siebie.

AM: Ale jest jakaś magia w tych błędach.

Zdecydowanie się z tym zgadzam. One ukazują nasze człowieczeństwo i prawdziwą osobowość. Ludzie nie są idealni, nigdy nie będą. Całe piękno polega na tym, że ciągle możemy się rozwijać i doskonalić i te błędy nas tworzą.

AM: Masz własną wytwórnie, sama oczywiście tworzysz, produkujesz… Skąd taka decyzja żeby działać na własną rękę?

To chyba kwestia doświadczenia pracy z innymi ludźmi. Chciałabym doradzić wszystkim, żeby zanim się zdecydują wydawać sami zdobyli trochę doświadczenia z innymi. Mnie to bardzo pomogło.
Super jest to, że sama mogę podejmować kreatywne decyzję, ale pytam też często o radę osób bardziej doświadczonych, cały czas chcę się uczyć. Ale dla mnie najważniejsze jest to, że nie robię czegoś z czym się nie zgadzam, a to jest czasem problem młodych artystów w dużych wytwórniach.

AM: A gdybyś miała porównać co jest łatwiejsze, a co trudniejsze jeżeli chodzi o te dwie drogi?

To zależy od osobowości. Ja jestem taką osobą, która lubi gdy dużo się dzieje. Lubię pracować z różnymi ludźmi z różnych dziedzin. Tu wywiad, tu rozmowa z dystrybutorem, potem coś jeszcze innego. Ja to lubię i chcę wiedzieć jak to wszystko działa, ale są osoby, które wolą zajmować się stricte muzyką i myślę, że wtedy ta klasyczna droga będzie lepsza.

AM: Zmierzając do końca muszę jeszcze zapytać o Twój pseudonim. Skąd on się wziął?

On właściwie pochodzi od innego pseudonimu, bo wcześniej tworzyłam disco, new disco i wtedy nazywałam się Sylwia van der Wonderland. Była to bardzo długa nazwa i chciałam to jakoś skrócić. VONDA jakoś wyszło od Wonder, ale jest to też imię, a siedem bo jest siedem cudów świata.

AM: Płyta wychodzi w świat. Na czym teraz się skupiasz?

Teraz głównie wywiady, będą też remixy do płyty utrzymane w bardziej tanecznym klimacie, a potem pewnie wrócę do studia i będę tworzyć nowe rzeczy.

AM: Chciałabyś dodać na koniec coś o czym może nie powiedziałyśmy?

Może tylko dopowiem, że właśnie ukazało się video do Move It, które robiliśmy z ekipą z Poznania. Część zdjęć nakręciliśmy własnie w mieście, z którego pochodzę, a część w Berlinie, gdzie mieszkam od 10 lat. Występuje tam ze świetnym aktorem z teatru muzycznego. Jest to moje pierwsze takie taneczne doświadczenie, ale myślę, że wyszło nienajgorzej, bo mieliśmy naprawdę fajny zespół.

AM: Bardzo serdecznie dziękuję za rozmowę!

Ja również dziękuję bardzo.

Exit mobile version