Site icon All About Music

„Jednym laptopem jesteś w stanie zrobić potężny hit” Wywiad z The Bullseyes

Na pewno wyróżniają się na polskiej scenie muzycznej. Grają na długo pozostającego w głowie indie rocka, w którym nie trudno o odniesienia do psychologii. Jeśli lubicie granie w stylu White Stripes, czy The Black Keys, zdecydowanie jest to grupa, której powinniście się bliżej przyjrzeć!

30 października wypuścili debiutancki album, The Best of The Bullseyes. Z tej okazji mieliśmy możliwość porozmawiania z Mateuszem i Darkiem, którzy tworzą zespół. Opowiedzieli nam o historii pewnej gitary, która była impulsem do zaczęcia przygody z muzyką, skąd pojawiła się psychologia w ich twórczości, o tym, jak radzą sobie z pandemiczną rzeczywistością i w czym ostatnio się zasłuchują.

Daria Radomska:  Gratuluję wydania debiutanckiego albumu. Powiedzcie, czego możemy się na nim spodziewać? Oczywiście po singlach widać, jaki kierunek obraliście w swojej twórczości, ale co przygotowaliście dla swoich fanów?

Mateusz: Darek, chcesz odpowiedzieć na to pytanie?

Darek: Nie ma niespodzianek na tym albumie i taki poziom, jaki dostarczaliśmy do tej pory słuchaczom zostanie dostarczony. Włożyliśmy mnóstwo pracy edytorskiej i producenckiej, szczególnie ze strony Mateusza i Marcina Samorzewskiego, żeby poziom był wyrównany.

DR: Szczerze mówiąc, gdy usłyszałam Was po raz pierwszy, byłam w szoku, że coś takiego powstało na polskim rynku muzycznym. Indie rock nie jest gatunkiem zbyt popularnym w naszym kraju, jest to wręcz granie na światowym poziomie.

Mateusz: Bardzo miło to słyszeć. Co do albumu jeszcze, nazywamy go The Best of The Bullseyes, bo dotychczas wydawaliśmy single z racji tego, że wymusił to na nas stan obecnego rynku muzycznego. Lepiej w obecnych czasach wydawać single, a nie sypać albumami non stop, bo i tak cała jego zawartość nie zdąży wybrzmieć w czasie, a przez to co oferuje Spotify, co oferują  wszystkie serwisy streamingowe, lepiej wypuszczać stopniowo single, żeby jakoś budować ten wizerunek artysty i poszerzać grupę odbiorców. Dlatego płyta nie mogła nazywać się inaczej, bo już 9 piosenek z niej zostało wcześniej opublikowanych, natomiast dodatkowe trzy będą jako zwieńczenie  tego pierwszego sezonu. „Klepniemy” ten album i skupimy się na produkcji kolejnych utworów, których też bardzo dużo porzuciliśmy, aby tylko te najlepsze pojawiły się na  pierwszym wydawnictwie.

Darek: Te trzy single są taką wisienką na torcie, znanego wszystkim, sprawdzonego smaku serniczka.

DR: Ale z drugiej strony.. wracając jeszcze do tytułu, odnoszę wrażenie, że to może też być poniekąd taka chęć pokazania się, dania odbiorcom na sam początek tego, co jest w Was najlepsze. Oczywiście interpretacje są dowolne.

Mateusz:  Świat się wali, koronawirus panuje za oknem, jeśli mielibyśmy umrzeć jutro to najlepiej w taki sposób, że już mamy za sobą The Best Of jednego. Wszystko, co najlepsze zostało wydane. klub 27? już jesteśmy dawno po, co więc więcej zostało?

Darek: Gdyby nasz projekt został założony trzy miesiące temu, po to żeby nagrać płytę to głupio byłoby wydawać The Best Of, ale my z Mateuszem gramy już razem tak długo, że uzbierało się sporo tego materiału, że to jest nasz subiektywny The Best Of.

DR: Opowiedzcie może trochę o Waszych początkach. Jak kształtował się zespół?

Mateusz: Z Darkiem znamy się odkąd mieliśmy po osiem lat, od czasów drugiej klasy podstawówki, muzyka zawsze gdzieś była, jednak u mnie przejawiała się ona zainteresowaniem samplerami i muzyką elektroniczną, gramofonami i ogólnie takimi zabawkami z tworzeniem muzyki, ale to też rzutowało na muzykę w kontekście hip hopowym, dubstepowym, drum’n’base’owym. Natomiast u Darka..

Darek: U  mnie gdyby nie to, co jest też zabawną historią, z racji tego, że z Mateuszem  znamy się od tak dawna, on był pierwszą osobą w naszym kręgu znajomych, która na komunię dostała Playstation 1 i u niego spotykaliśmy się, żeby grać sobie na konsoli. Tata Mateusza też jest gitarzystą i gdyby nie to, że pewnego dnia zobaczyłem stojącego tam białego Fendera Stratocastera, który mnie po prostu oczarował, to może nawet nie byłbym gitarzystą teraz. Dla mnie to w tym momencie się zaczęło.

Mateusz: To są w ogóle rzeczy nie poruszane kiedykolwiek. Darek, dlaczego ta gitara tam stojąca cię tak zainteresowała? Co tam się takiego wydarzyło?

Darek: To pokrywało się z popularnością Bon Jovi w 2000 roku i niesamowitym riffem It’s My Life no i Richie Sambora grał to na fenderze…

Mateusz: Czyli to wszystko przez Bon Jovi! Gdyby nie Bon Jovi to by nas tutaj nie było!  Tak to jest, jak się jest młodym to człowiek się radykalizuje i żąda coraz bardziej konkretnych bodźców, dlatego ja szedłem w coraz to bardziej hardkorową elektronikę, a Darek szedł w coraz bardziej hardkorowe progresywne riffy i techniczne solóweczki.

Darek: Wszystko po to, żeby się przekonać, że nigdy tak technicznie dobry nie będę i, że lepiej się po prostu skupić na treści.

Mateusz: Jakoś w 2010 ja już byłem znudzony kręceniem gałkami, bo miałem te skłonności do perfekcjonizmu i cały czas mam, i mogłem do końca życia nie ukręcić tego co bym chciał, Darek też jakoś dążył do tego swojego perfekcjonizmu w żyletowaniu tej gitary. Natomiast właśnie mniej więcej w tym okresie obiła nam się o uszy ta fala neogarażowej muzyki, tylko to już tak naprawdę była końcówka, bo The Black Keys to już chyba wydawali dziesiąty czy któryś album, White Stripes już prawie się rozpadli, ale jakoś wtedy ta muzyka do nas przypłynęła i zobaczyliśmy, że kurczę, to może odsuńmy się od tego perfekcjonizmu i może ten garażowy rock ale z tym producenckim zacięciem, może to jest to, co nas uszczęśliwi w tym momencie. I jakoś tak zostało.

DR: I chyba bardzo dobrze się złożyło! Bo szczerze mówiąc, mam wrażenie, że jakość polskiej muzyki jest na coraz wyższym poziomie i naprawdę na bardzo wysokim poziomie już w tym momencie, a taki kierunek, jaki Wy obraliście, jest bardzo trudno znaleźć tutaj.  

 Mateusz: W obecnym świecie przoduje hip-hop i muzyka elektroniczna, alternatywna przoduje, ale dzieje się to też z takiego faktu, że o wiele szybciej jest wyprodukować kawałek hip-hopowy czy elektroniczny, nie potrzeba aż takiego nakładu pieniędzy, sprzętu, chociaż sprzętu zależy.. bo tak naprawdę jednym laptopem jesteś w stanie zrobić potężny hit, dobry mikrofon i laptop i mamy wszystko. Muzyk rockowy nigdy nie wygra z czymś takim, bo hip-hopowiec może nagrać utwór o zakończeniu sezonu serialu, który się skończył wczoraj, a zanim muzyk taki instrumentalny, rockowy podepnie te wszystkie mikrofony, nagra ślady, zmiksuje – to  minie olbrzymi pułap czasu. Nic dziwnego, że tak atrakcyjne jest robienie  muzyki  w nurcie hip-hopowo/alternatywnym i powstają doskonałe kompozycje, którymi też się jaramy. Może ogólnie, globalnie zanik rocka trochę następuje na skutek tego, że trzeba włożyć w to trochę więcej pracy, żeby w ogóle cokolwiek się pojawiło. A wszystko mamy dzisiaj szybciej, więc jak robić muzykę,  to czemu nie szybciej?

Darek: Żeby nagrać utwór rockowy z żywą perkusją to nawet jeśli miałaby być to jedna osoba, to musi być osoba, która trochę potrafi grać. Teraz jest mnóstwo takich solowych artystów, którzy  robią elektronikę i dużo łatwiej jest opanować obce instrumenty, bo wystarczy im klawiatura midi, żeby zrobić bit, żeby zrobić bas, żeby zrobić wszystko. Utwór rockowy wymaga tego, żeby zagrać na perkusji, zagrać na gitarze, zagrać na basie…

Mateusz: Musi być pomieszczenie… Znaczy nie musi, to wszystko można wykroić, tylko cała idea polega na tym, że gdzieś jednak ten głośny instrument się pojawia. Nawet jak on jest na końcu zsamplowany, nawet jak jest wycięta cała ścieżka  i nagrana osobno jeszcze raz na komputerze na wirtualnym wzmacniaczu, to gdzieś ta idea wymusza, że ci ludzie są słyszalni, że ten plastik taki w cudzysłowie pojawia się na dalszym etapie, a bazą jest cały czas coś takiego organicznego.

DR: Wracając do tego o czym wcześniej rozmawialiśmy – do Bon Jovi, do elektroniki.. Co obecnie gości w Waszych słuchawkach? I jakie jest Wasze obecnie największe muzyczne marzenie? Na jakiej scenie, bądź z kim chcielibyście zagrać?

Mateusz: Marzy nam się headlining jakiegoś festiwalu, ale to takie marzenie marzenie, wiadomo. Natomiast z tych krótszych marzeń, na krótszy dystans to fajny byłby jakiś Open’er, Off Festival. Miał być Spring Break, no ale ze względu na obecną sytuację wspierają lokalsów, my jesteśmy jednak od nich troszeczkę oddaleni, więc niestety się nie załapaliśmy, ale to są takie przyziemne marzenia. Później takie te dalsze, to jakiś fajny festiwal zagranicą, mamy mnóstwo słuchaczy  w innych krajach i fajnie byłoby dla nich zagrać, rozprzestrzeniać tę muzykę, dosięgać niedosięgniętego, żeby język naszej muzyki był jak najbardziej globalny.Jeśli zaś chodzi o to co gości w naszych słuchawkach.. to z Darkiem ostatnio podczas podróży, kręcąc klipy bardzo mocno męczyliśmy solową twórczość Ozzy’ego Osbourne’a – wszystkie solowe albumy przesłuchaliśmy, jesteśmy zauroczeni tym, jakich ma doskonałych muzyków, że tam jest ten rockowy duch, ta charyzmatyczna postać jaką jest Ozzy Osbourne – my cały czas zachodzimy w głowę, na ile on jest odpowiedzialny za to, jak te utwory brzmią, a na ile to jest praca producenta, muzyków, a on po prostu się gdzieś tam w pewnym momencie pojawił. Myślę jednak, że żeby nagrać tyle solowych albumów, to coś tam musi być i on jednak wie, o co chodzi. Jesteśmy zauroczeni solówkami, które są serwowane przez gitarzystę Ozzy’ego, każdego z nich, bo było ich trzech w międzyczasie. To męczyliśmy bardzo mocno. Natomiast prywatnie na muzykę w tle bardzo często puszczam klimaty neo-surf rock, neo-psychodela, tam bardzo dużo tej organiki słychać, bardzo dużo takich odważnych ruchów w mixie, że często wokal jest niesłyszalny, często jest coś bardzo dziwnie zmiksowane, jarają mnie takie odważne ruchy. Myślę, że jeszcze musimy dorosnąć, żeby sami serwować takie odważne ruchy, na razie robimy wszystko, żeby było słyszalne, ale żeby tak umyślnie spierdzielić coś na maxa, na to też trzeba mieć, za przeproszeniem, jaja.

Darek: Ja w aucie ostatnio bardzo często sobie puszczam Rat Kru, zespół Wczasy – jestem zakochany w płycie Zawody, a między te nowe rzeczy, które jakoś do mnie docierają, albo docierają do mojego Spotify, to jestem bardzo sentymentalny i lubię wracać do tego czego słuchałem w liceum…

MATEUSZ: Bon Jovi !

Darek: Akurat Bon Jovi nie, ale dzisiaj sobie puszczę w przypływie nostalgii.  Zawsze u mnie gości Radiohead, nie było chyba tygodnia, żebym nie słuchał Radiohead. Ostatnio trochę Comy, trochę Roguckiego solo, dużo polskiej muzyki, jak się okazuje.

Mateusz: Darek jest tym, co wspiera polską scenę i zawsze do niego wychodzę z pytaniem, jak coś jest dobre lokalne, nasze, bo mój Spotify jest tak globalny, że bardziej się nie da.

Darek: O, a z globalnych to..  album z tego roku chyba, The Flaming Lips, ta inspiracja Beatlesami.. No i Beatlesi.

Mateusz: Z polskiej muzyki, to faktycznie jeśli coś leci, to Rat Kru, A tak poza tym, to mam sąsiada, który jak myje auto, a jest bardzo porządnicki więc robi to dość często, puszcza przy tym jakieś Maanamy,  jakieś O.N.A, jakieś takie oldschoolowe Urszule, jestem zakochany w tych riffach i solówkach, nie wiedziałem nawet, że mieliśmy takie Deep Purple i inne polskie Guns’n’Roses.

DR: Bardzo często mówicie o tym, że inspiracją do Waszych utworów jest psychologia i ona ma również odzwierciedlenie w nazwie. Skąd pojawiło się u Was takie zainteresowanie i nawiązanie do psychologii?

Mateusz: U mnie się to budowało od wczesnej dorosłości,  jak miałem jakieś 17-18 lat byłem coraz bardziej zainteresowany tematami marketingu, społecznego oddziaływania, zaczęło się to od analizowania reklam w telewizji, potem jakoś się to rozszerzyło. Szukając kierunku studiów, natknąłem się na coś takiego, że to co mnie interesuje jest wykładane na uczelniach psychologicznych i stąd się to rozwinęło. Tak naprawdę z wykształcenia jestem psychologiem i tak to się zarysowało.

DR: A skąd, poza psychologią, czerpiecie inspiracje?

Mateusz: Zdarzało się, że przyśniła mi się melodia, że gdzieś widziałem jakiś fajny wyraz i na podstawie tego został zbudowany cały tekst.  Na przykład Can’t Believer powstał na podstawie rozmowy z moją dziewczyną, ona nie mówi po polsku, porozumiewamy się po angielsku, ma bardzo fajne poczucie humoru, jak wszyscy w naszych kręgach. W większości jednak jest to spróbowanie złapania jakiegoś stanu, jakiegoś uczucia i wyolbrzymienie go, hiperbolizowanie, rozpisanie  z perspektywy kogoś, kto mógłby czuć 300% tego uczucia. Jeśli chodzi o melodię, są to często zlepki riffów, na przykład gdy podczas prób Darek zagrał coś mimochodem i mi się to bardzo spodobało, zapętliłem to sobie i na podstawie tego powstała melodia. Ciężko złapać jedną rzecz, każdy z utworów powstawał w inny sposób, a  o dziwo te najdłużej ciosane to są te dwa najnowsze   –  My Head Is Full Of You i Nothing Disturbs Me –  to piosenki które powstały jakoś w 2011 roku, na początku po polsku, potem się zmieniła linia melodyczna, zmienił się wokal, tak naprawdę powstawały przez osiem lat. World Doesn’t Care – to też był bardzo długi proces. Ten utwór zaczął się od skocznego utworu, potem przechodził przez powolną, neo-psychodeliczną fazę, aż skończył na takiej wyprodukowanej, sztampowej, skocznej wersji jaką jest teraz…  Darek, co powstało najszybciej?

DarekYet There’s You powstało najszybciej. Mi się bardzo w tym naszym procesie podoba ten taki efekt głuchego telefonu. Mateusz mi nucił jakąś melodię, albo nagrywał na telefon, na Messengerze na zasadzie „zaraz zasnę, ale mam melodię taką” i nuci. Później ja staram się to przerzucić na gitarę, na jakieś dźwięki, niesamowity proces, później to ubieramy w riff, ale Yet There’s You było takim utworem, gdzie to poszło raz dwa.

Mateusz: Chyba w Regular Sky też się od początku nic nie zmieniło. Jak na tego minimalistycznego ducha to bardzo długo powstają te piosenki.

DR:  Zaczynacie najpierw od słów (tekstu) czy od muzyki? Czy też jest to różnie?

Mateusz: Też jest to zmiksowane. Czasami od melodii, która się zmienia i już potem nigdy nie wraca i zostaje melodia ta zwykła.  Większość tekstów do tego czasu była moja i to nie jest tak, że jestem tekściarzem, że wysypuję tych tekstów od groma i mam jakieś teksty poukrywane , może nawet chciałbym, żeby tak było, ale nie jest. Myślę Darek, że chyba to wszystko się rodzi od melodii, jest jakaś idea, powstaje słowo, później powstaje cała melodia i  utwór, a dopiero na końcu pojawia się tekst.

Darek: Jeszcze można pinezkę wcisnąć w rytm tej melodii – to bardzo ważny element tego wszystkiego.

DR:  Na płycie nie ma żadnego utworu w języku polskim. Czy wynika to z tego, że chcecie po prostu dotrzeć do szerszego grona odbiorców, bo język angielski, w którym tworzycie, jest bardziej dostępny dla wszystkich?

Mateusz:  Na samym początku w tym 2010- 2011, idąc dokładnie tym, o czym mówiłaś, wydawało się nam, że takiej muzyki w Polsce nie ma, więc my ją pisaliśmy po polsku i teksty też były po polsku. Jeszcze w czeluściach naszych dysków mamy te utwory zaśpiewane i zagrane po polsku. Natomiast z czasem tak stwierdziliśmy, że kurczę, my nie słuchamy (i wtedy też nie słuchaliśmy) polskiej muzyki, najbardziej się jaramy tą w języku angielskim. Siedzimy na tych Redditach itd. – 90% tego, co serwuje nam Internet jest po angielsku, reszta to kilka rozmów na messengerze, które odbywamy po polsku. Później jeszcze pojawił się fakt, że moja dziewczyna nie mówi po polsku i to jeszcze bardziej utwierdziło mnie w tym, że skoro my skracamy sobie ten dystans, skoro żadne z nas nie jest nativem angielskim, a jednak  porozumiewamy się w tym języku, to dlaczego nie zawrzeć tej idei we wszystkim, co robimy i nie dotrzeć z tą naszą muzyką najdalej jak się da. Chyba właśnie to stało się taką najfajniejszą rzeczą, jak zaczęli pojawiać się fani np. z Chile, z Brazylii czy Meksyku, którzy wysyłają nam insta story, jak siedzą sobie w ogrodzie z przyjaciółmi, na rękach koleżka ma chihuahuę, czyli już bardziej południowo-amerykańsko się nie da, a w tle leci nasza muzyka. I to jest takie wow, te kilkanaście tysięcy kilometrów, oni mogli słuchać wszystkiego, a słuchają nas. Język angielski stał się takim esperanto, stosunkowo dużo ludzi na świecie mówi po angielsku, ale nie aż tak dużo mówi po angielsku jako native. My, pisząc teksty po angielsku, staramy się, aby były one dość proste – jest to taki wiążący element. Pozwala nam spełniać się w tym, że ten świat sobie pomniejszamy.

DR: Okres pandemii zbiegł się z premierą Waszego debiutanckiego albumu. Uważacie to za dobre posunięcie? Jak wiadomo, wielu artystów obecnie przekłada premiery, nie mówiąc o odwoływaniu i przekładaniu tras koncertowych. Z drugiej strony trudno jednak nie odnieść wrażenia, że ta muzyka jest teraz jeszcze bardziej potrzebna.

Mateusz: Wychodzę z takiego samego założenia. Czujemy się mocniej w Internecie i i tak, czy to pandemia czy nie, na razie byśmy żadnego festiwalu w Meksyku nie zaklepali, więc dla tych ludzi nie ma większego znaczenia, czy my wypuścimy ten album teraz, czy za rok.

Exit mobile version