Site icon All About Music

„Siadłam do pianina pełna tych emocji […] i w tamtym momencie już wiedziałam, że muszę w to iść dalej i skończyć” Wywiad z PTAKOVĄ

Niedawno ukazała się nowa, niezwykle osobista płyta PTAKOVEJ. Miałam okazję porozmawiać z artystką o procesie powstawania tego pełnego emocji i empatii materiału. PTAKOVA pracując nad Wesołą dziewczyną z sercem często smutnym, eksplorowała w wielu aspektach zupełnie nowe dla siebie artystyczne terytorium jak choćby produkcja i niezwykle głęboko wchodziła w trudne przeżycia i emocje. Przeczytajcie zapis wywiadu, by dowiedzieć się więcej.

Adrianna Małolepszy: Po pierwsze ogromnie gratuluję płyty, bo jest absolutnie wyjątkowa.

Dziękuję bardzo!

AM: Ty na Tym albumie jesteś taką Panią Złota Rączka. Jesteś obecna w każdym aspekcie. Jakbyś porównała pracę nad tym albumem, a nad Twoim debiutem?

To zupełnie dwie różne historie. Prawda jest taka, że gdyby nie ten pierwszy to tego drugiego bym na pewno nie skończyła, a może nawet nie zaczęła. Debiut bardzo wiele mnie nauczył. Różnica jest na pewno taka, że teraz sama pracowałam nad produkcją i to zmieniło moje postrzeganie całego procesu.
Pierwszy album był dla mnie takim wprowadzeniem. Wszystko dopiero poznawałam. Tylko raz tworzy się pierwszą płytę. Wcześniej tworzyłam tylko single, a to jednak znów, zupełnie co innego. Przy płycie trzeba stworzyć spójną historię i przeprowadzić przez nią słuchacza. Całe szczęście miałam wtedy naprawdę fantastyczną ekipę, bo pracowałam z Markiem Dziedzicem i Jackiem Szymkiewiczem i bardzo wiele się nauczyłam. Tamta płyta pozwoliła mi spojrzeć w siebie, a część tych doświadczeń i emocji zostało ze mną do dziś.
Przy drugiej płycie zdecydowanie bardziej się otworzyłam, nabrałam pewności siebie i pokazałam o wiele więcej. Inną twarz ptakovej.

AM: To co jest niezwykłe w tej płycie to to, że moim zdaniem jest w niej coś takiego co powoduje uczucie lekkiego niepokoju. Idealnie udało ci się oddać uczucie poszukiwania czegoś, jakiegoś lęku…

Cieszę się, że to odczuwasz mimo, że może to nie jest pozytywne uczucie, ale ja gdy zaczynałam tworzyć pierwsze utwory czułam, że ta płyta będzie raczej do płakania i faktycznie jest to podróż o niepewności i smutku. Tworząc ją byłam w emocjonalnej rozsypce i wszystko to przekładałam na dźwięki i ten niepokój na pewno tam jest. Trudno było mi wtedy znaleźć spokój i może to dobrze, że to czuć, bo to zostawia mi przestrzeń, żeby powiedzieć co dalej, a mam już pomysł.

AM: Wydaje mi się, że pomimo tego, że pewnie nie było Ci łatwo to może to pozwoli komuś się odnaleźć w takich emocjach.

Nie było to proste, ale też się z tego cieszę. Cieszę się, że nabrałam odwagi do wydania takiego albumu, bo wiele osób mi mówiło, że to nie jest album na polski rynek, że to trudny materiał i jest w większości anglojęzyczny i może przez to być trudniejszy w odbiorze, ale cieszę się, że zaryzykowałam. Działałam zgodnie z intuicją.

AM: Co było tym głównym zapalnikiem do tego, żeby napisać tę płytę, dotknąć tych trudnych emocji?

Śmieję się, że to była moja wizyta u fryzjera. Bardzo potrzebowałam jakiejś zmiany, bodźca. Odkąd w zeszłym roku ścięłam włosy zaczęła się jakaś lawina dobrych zdarzeń. Moi znajomi z branży pytali mnie dlaczego właściwie sama tego nie produkuję i to na pewno mnie popchnęło w stronę konsoli. Siadłam też do pianina pełna tych emocji i pierwszym utworem był Down, potem Time i w tamtym momencie już wiedziałam, że muszę w to iść dalej i skończyć.

AM: Co Ci daje produkcja?

To na pewno element, którego bardzo mi brakowało. Wcześniej produkowałam tylko wstępne demówki dla innych producentów, z którymi pracowałam, żeby zilustrować dokładniej czego chce, więc miałam z tym jakąś styczność, ale na pewno nie na taką skalę jak produkcja całej płyty. Jak usiadłam do tego materiału bardzo mnie to pochłonęło i pozwoliło mi spojrzeć inaczej na cały proces. Trzeba ułożyć formę, znaleźć odpowiednie brzmienia i jest to bardzo intuicyjne. Te brzmienia, które są na płycie siedziały we mnie od dawna, jak choćby muzyka filmowa, którą uwielbiam od lat, ale nigdy nie było tego słychać w mojej twórczości, bo nigdy nie siedziałam przy produkcji.

Na pewno przy niej zostanę.

AM: Napisałaś teksty, muzykę, wyprodukowałaś… teraz oddajesz te niezwykle “Twoją” płytę światu. Czujesz presję związaną z tym, że Ty to wszystko dźwigasz?

Absolutnie tak! Nie dość, że dźwigam wszystkie te swoje przeżycia, smutki i żale, to jeszcze dochodzi do tego stres i presja związana z premierą. Każdy album i premiera wiążą się z jakąś presją. Tworzę oczywiście też dla siebie, ale dzielę się tym ze słuchaczami i zastanawiam się jak to odbiorą, co powiedzą… I teraz cała odpowiedzialność za ten album spoczywa na mnie. Ale nie boję się tego. Jestem gotowa. To jest tak bardzo bliski mi materiał, że chyba jestem w stanie go obronić.

AM: On sam się broni. Dlaczego zdecydowałaś się na album w większości w języku angielskim? Tak było ci łatwiej wyrazić te uczucia?

To wychodziło ze mnie bardzo naturalnie. Nie bardzo analizowałam ten proces. Wewnętrznie wierzyłam, że tak musi być. Na co dzień słucham w większości anglojęzycznego materiału i to na pewno miało na to wpływ. Nie chodziło o to, że chcę coś ukryć w angielskim. Są też tam dwa utwory po polsku, przy których czułam, że muszą takie być.
Nie boję się tych emocji. Mówię o nich szczerze. Najwięcej czasu spędziłam przy Brakujesz Mi, bo zależało mi na tym, żeby dokładnie wyrazić to, o co mi chodziło. Uwielbiam nasz język. można się nim niesamowicie bawić, ale szłam za intuicją.

AM: I wybrałaś też bardzo nieoczywiste single.

Tak. Na pierwszy ogień poszła smutna ballada w języku angielskim, czyli Time.

AM: Wprowadź mnie troszkę w powstawanie Time. Skąd on się wziął?

To różne żale i obserwacje. Kumulacja sytuacji związanych z pandemią, wojną w Ukrainie. Cała ta niestabilna sytuacja. Jest trochę o tym jak bardzo często powtarzamy w życiu schematy i nie potrafimy się uczyć na błędach, wydaje nam się, że możemy zatrzymać czas, a tak przecież nie jest… Bardzo mnie to wszystko dotykało i chciałam to przelać w delikatny, emocjonalny sposób. Ten numer jest mi bardzo bliski. Wybrałam go na pierwszy singiel, bo wydawało mi się, że bardzo mocno zaznacza charakter całej tej płyty. Można w nim wysłyszeć to o co w niej chodzi. O dziwo, wbrew temu, co słyszałam – że to trudny utwór i po angielsku, naprawdę bardzo dobrze się przyjął i cały czas się przez to wzruszam. Warto iść za głosem serca.

AM: Zwłaszcza przy takim materiale gdzie naprawdę trudno cokolwiek kalkulować.
Wprowadź mnie też proszę w Ghosts in Town. Od czego wychodziłaś?

Przede wszystkim od zwrotu Ghosts in Town. Przeważnie jak tworzę, wychodzę od melodii i bardzo wbił mi się w głowę ten zwrot. Widzimy, a nie patrzymy, nie dostrzegamy tego co dookoła nas, ani siebie nawzajem. Nasza empatia gdzieś wygasa, zasłaniamy zasłony w oknach, nie chcemy brać udziału w tym co się dzieje na świecie.
Mam trochę naturę aktywistki i trochę mi się w tym utworze “ulało”. Cała ta piosenka to refleksja nad naszym społeczeństwem.
Ja należę chyba do osób wysokowrażliwych i wszystko co się dzieję bardzo mocno na mnie wpływa, zwłaszcza te negatywne rzeczy. Często nie jest to proste i czuję się przytłoczona i chyba to we mnie zostaje, a później ujmuję to w muzyce.
Aktualnie nie jestem w terapii, ale mam ten proces za sobą i wydaje mi się, że terapia jest bardzo potrzebna zwłaszcza w dzisiejszych czasach. Pomaga poradzić sobie z nadmiarem bodźców, który otacza nas na co dzień i szukać balansu. 

AM: Ta płyta ma w sobie dużo trudnych emocji, ale jest tam też mała iskierka nadziei czyli Sparks.

Faktycznie ten numer ma w sobie coś takiego. Cieszę się, że odnajdujesz w nim nadzieję. Mam do niego wielki sentyment, bo współprodukowałam go z Bartkiem Szczęsnym, który zrobił też mastering i mix całej płyty. Mnóstwo się od niego nauczyłam.

AM: A jak nawiązała się Wasza współpraca z Kamilem Piotrowiczem?

Bardzo często bywałam w SPATIFie. Bardzo cenię sobie jazz. To środowisko bardzo wiele mi pokazało i otworzyło mi głowę na zabawę dźwiękiem i nieszablonowe myślenie. Kamil tam grywał. Jest fantastycznym pianistą i producentem. Nasz wspólny utwór powstał niezwykle spontanicznie.

Marzyłam, żeby na tej płycie pojawił się ktoś zupełnie spoza tego popowego alternatywnego świata. Gdy poznałam Kamila, wiedziałam, że to odpowiednia osoba. Była to niesamowita przygoda i zaskoczenie. Bardzo się cieszę, że to powstało.

AM: Jest jeszcze jeden ważny techniczny aspekt powstania tej płyty. Kontrakt na którym jesteś nie jest takim typowym kontraktem płytowym z wytwórnią jak to miało miejsce przy Twojej pierwszej płycie.
Co dla Ciebie, jako artystki, która coś tworzy jest największą różnicą?

Faktycznie pierwszą płytę wydawałam na pełnoprawnym kontrakcie, a w tej chwili przeszłam na dystrybucję. Jest to dla mnie znacząca różnica zwłaszcza w kontekście pracy nad promocją albumu i działaniami marketingowymi. Ale tworzenie też wygląda inaczej. Dopiero kiedy przeszłam na dystrybucję zdałam sobie sprawę ile rzeczy teraz spoczywa bezpośrednio na mnie. Zawsze starałam się być obecna w całym procesie, ale na kontrakcie naprawdę wieloma rzeczami zajmuje się wytwórnia. W tym momencie zauważam, jak wielu spraw i etapów muszę pilnować jednocześnie i jak bardzo ta wielozadaniowość bywa niekiedy wyczerpująca. Ale ja lubię być “Zosią Samosią”. 


Jest też dużo więcej swobody. Ma to swoje dwie strony – z jednej to jest super, że nikt nad tobą nie stoi,  nie mówi o deadlinach, a z drugiej strony bardzo trudno czasem być samej dla siebie takim “batem”. Myślę, że przy następnej płycie może być już nieco łatwiej, bo mam  wokół siebie świetnych ludzi, którzy mi pomagają i mnie wspierają oraz kolejne ważne doświadczenia, dużo więcej wiem.

Nie chcę też mówić, że kontrakt jest zły, bo to naprawdę bardzo indywidualna sprawa i każdy może czuć inaczej. 

AM: Miałaś już okazję grać koncerty z tym materiałem. Jak odbiór?

Świetnie. Jestem szczęśliwa i szczerze wzruszona. Koncerty są prawdziwą weryfikacją tego co powstało. To jest album podróż, album do refleksji. Dużą rolę odgrywa tu nastrój i naprawdę widać było, że ludzie przeżywają to ze mną. Weszli w to i to było piękne.
Dużo rozmawiałam potem z ludźmi na socialach, dzielili się ze mną emocjami po koncercie. To dla mnie bardzo wyjątkowe, że mogę poznać moich odbiorców i ich spostrzeżenia.

AM: Bardzo serdecznie dziękuję za rozmowę!

Ja również!

Exit mobile version