Monika Kowalczyk to songwriterka, wokalistka, autorka tekstów pochodząca z Lublina. Miałem okazję porozmawiać z Artystką przy okazji premiery jej najnowszego singla – Wołam o twórczości oraz przyszłościowch planach.
Hej, jak się masz?
Dobrze się mam! Jestem podekscytowana premierą singla, a poza tym wszystko spokojnie leci. Niewiele się dzieje przez tą pandemię, ale jest radośnie.
Co udało Ci się zrobić podczas trwania pandemii, co ciągle odkładałaś na później?
Upiekłam w domu cebularze, czyli naszą lubelską drożdżówkę. Usiadłam wreszcie do napisania nowych piosenek i znalazłam czas na dłuższe rozmowy telefoniczne ze znajomymi. Oczywiście muszę dodać, że wyspałam się za wszystkie czasy!
I jeszcze zagrałaś koncert bez publiczności w Radio Lublin! Jakie uczucia towarzyszą muzykowi, którzy nie słyszy braw, nie widzi ludzi, ale znajduje się w miejscu, gdzie te koncerty w rzeczywistości się odbywają?
Oprócz nas byli organizatorzy i fotograf. Wielka pusta sala bez krzeseł powoduje pewnego rodzaju smutek. Nie powiem, że było normalnie, ale myślałam, że będzie dziwniej. Czytaliśmy komentarze w przerwie między piosenkami, więc trochę poczuliśmy, że Ci ludzie rzeczywiście są z nami i oglądają. Czułam się jak podczas kręcenia teledysku bądź nagrywania live session. Cisza pomiędzy utworami była lekko zbijająca z tropu, ale z czasem było coraz raźniej. Byliśmy pierwszymi, którzy zagrali koncert online w Radiu Lublin. Z pewnością jest to ciekawe doświadczenie, dzięki któremu jeszcze bardziej docenię granie przed publicznością. Nie ważne czy pięć czy sto osób, to jednak dzięki człowiekowi po drugiej stronie jest wymiana energii.
Uważasz, że koncerty online są przyszłościowe?
Myślę, że w przyszłości będzie więcej takich koncertów, bo technika idzie do przodu i mamy takie możliwości. Z koncertów live nigdy nie zrezygnujemy, bo jest to niepowtarzalny klimat. Tęsknię za tym zarówno jako artysta jak i odbiorca.
Teksty, które piszesz są o rzeczywistości, która nas otacza i która jest w Twojej głowie. Jakby wyglądał Twój idealny świat muzyczny?
Idealny świat muzyczny istnieje wtedy, gdy muzyka łączy a nie dzieli i dzięki niej możemy dać sobie całkowity upust swojej wyobraźni. Ta muzyka musi być pisana bardziej sercem a nie rozumem, przynajmniej ja tak ją odczuwam.
Takiej muzyki często nie spotkamy w hip-hopie, gdzie często dissuje się innych artystów.
Powiem Ci, że ostatnio nagrałam #hot16challenge 2 i dużo osób mi powiedziało, żebym dalej w to szła, więc kto wie (śmiech).
Pandemia nie jest Ci straszna pod względem muzycznym, a kolejnym dowodem na to jest Twój najnowszy singiel – Wołam. Co chciałaś nim przekazać?
Wołam jest o szukaniu drugiej osoby, która da nam poczucie zrozumienia, oparcia. Tekst nawiązuje do głębokiej relacji, takiej, która nie jest powierzchowna. Jest to bardzo osobisty utwór o szukaniu osoby, która odpowie na moje wołanie.
Czym dla słuchacza może być punkt oparcia i wsparcia, gdzie może odsłonić bez wstydu swoje otarcia o którym śpiewasz w utworze?
Może to być przestrzeń, w której jesteśmy w zupełności sobą bez względu na to, co inni powiedzą. Miejscem w nas lub drugim człowieku bądź w świecie, w którym czujemy akceptację w stosunku do siebie po wszystkim, co nas w życiu spotkało.
Teledysk został nagrany spontanicznie wśród natury. Skąd wzięła się ta spontaniczność i pomysł na taki obrazek?
Początkowo chciałam zaangażować w niego wiele osób, ale przez pandemię się nie udało. Od razu wiedziałam, że ma się w nim pojawić taniec. Jak byłam mała to tańczyłam taniec współczesny i uwielbiam go też oglądać. Pomyślałam więc, że sama zaimprowizuje. Mój kolega Mikołaj to nagrał, ja się wygłupiałam, śmiałam, tańczyłam. Dałam się ponieść, chociaż wcześniej tańczyłam tylko w domu, bo się wstydziłam, więc klip jest również aktem mojej odwagi. Nagraliśmy go na polach Lubelszczyzny i nie spodziewałam się, że będę aż tak zadowolona z mojego pląsania.
Zauważyłem pewną spójność w teledysku do utworu Wołam oraz Te Twoje Sukienki – przyroda i zieleń w różnych odcieniach. Czy to ma związek z jakimś symbolizmem?
Bardzo lubię kolor zielony osobiście, zwłaszcza limonkowy i wpadający w żółć. Używam bardzo często zieleni w stylizacjach na koncertach. To już jest taki mój wizerunek nie tylko sceniczny. To są kolory pełne pozytywnej energii, którą chciałabym przekazywać muzyką. Zielony to też kolor nadziei, której chciałabym też sama mieć więcej.
Zielony też uspokaja, chociaż w porównaniu do Twojej EP’ki – Piosenki, którą wydałaś w 2017 roku, te utwory są bardziej taneczne. Czy są one zapowiedzią czegoś nowego?
Chciałabym, aby tak było i mam nadzieję, że to do tego prowadzi. Obecnie nic nie jest pewne. Nowe utwory są ze sobą połączone i póki co będę tą drogą szła, aż powstanie coś większego. To na pewno duży krok w mojej twórczości i jestem zadowolona, że tak zaczęliśmy współpracę z MTJ. Płytę długogrającą chciałabym nagrać, bo myślę, że czas najwyższy. Mam sporo piosenek, teraz należy to wszystko przemyśleć, nagrać no i wydać!
Czy nowe utwory, które są żywsze w porównaniu z tymi na EP’ce są efektem wewnętrznej przemiany?
Tak. Stałam się bardziej otwarta, ekstrawertyczna. Nadal uważam się za nieśmiałą i zamkniętą osobę. Mimo to, odkąd tworzę, śpiewam i spotykam się z rówieśnikami oraz muzykami uważam, że bardziej się otworzyłam. Stałam się bardziej szalona, na luzie, ale też roztrzepana. Przestałam się wstydzić, że lubię i robię pop. Nie chcę przed tym uciekać. Chcę tworzyć takie rzeczy, które grają mi w sercu.
Nie widać tej nieśmiałości po Twoim Instagramie!
Zawsze jest tak, że w mediach jesteśmy trochę inni niż w zaciszu domowym. Nie oznacza to, że kreuję się na kogoś innego. Lubię się wygłupiać i ludzie często odpisują mi entuzjastycznie na rzeczy, które publikuje. Mam nadzieję że pomaga to w akceptacji siebie, bo wygłupianie się jest spoko. Chciałbym do tego zachęcić wszystkich. Często widzimy wyidealizowany i przerobiony w komputerze wizerunek, a jesteśmy przecież ludźmi z krwi i kości.
I nie należy się wstydzić swoich wad! Czekamy zatem na nowości od Ciebie oraz płytę, trzymamy za Ciebie kciuki!
Dziękuję bardzo!

