Mikołaja Kubickiego poznałam niedawno, bo dopiero rok temu, w dodatku najpierw nie przez jego twórczość, tylko przez… psa. Obserwowałam wtedy Fileta, czyli czworonożną gwiazdę instagrama, i kojarzyłam ze stories jego „Starego”, Wawrzyńca Topę. Gdy podczas festiwalu Salt Wave wypatrzyłam Wawrzyńca na scenie obok nieznanego mi wokalisty w czarnych ciuchach, wiedziałam już, że trafiłam na dobry zespół. Kiedy w piątkowy wieczór opowiedziałam tę historię Mikołajowi, okazało się, że nie jestem jedyna. Podobno zdarza się, że fani proszą muzyka o zdjęcie, ale nie z nim samym, tylko właśnie ze słynnym psinfluencerem.
Mimo mojej szczerej miłości do charta o chorym sercu, muszę wyznać, że jego śpiew nie poruszył mnie nigdy w takim stopniu jak głos Mikołaja. Kultowe już piosenki „Zachód” i „Nów” miałam zapętlone na Spotify’u przez kilka miesięcy po festiwalu, a teksty z „Płyty Rodzaju” znam już nie tylko ja, ale z pewnością wszyscy, którzy mieli to (nie)szczęście znaleźć się w zasięgu mojego głosu na przystankach czy na ulicy. Jednak to nowa płyta „Offline” wymagała ode mnie największego skupienia. Jak pisze sam Meek, Oh Why?, jest to krążek, którego należy słuchać w całości, gdzie każde słowo ma znaczenie, a poruszane wątki i zastosowane metafory nie wydają się ani trochę oczywiste przy pierwszym odsłuchu.
Czuję się naprawdę zaszczycona, że Mikołaj Kubicki zgodził się na szczerą, momentami wręcz intymną rozmowę w zaciszu warszawskiej kawiarni, bo miałam możliwość zapytać go o rzeczy, których nie usłyszycie w krótkich i lekkich wywiadach radiowych. Mam nadzieję, że lektura tego wywiadu będzie dla Was tak samo fascynująca, jak dla mnie okazja porozmawiania z tym nietuzinkowym twórcą.
Marta Umiejewska: Gratuluję wydania kolejnej płyty! Muszę przyznać, że okoliczności tej premiery są dość wyjątkowe. Czy w czwartek przeszło Ci przez myśl, żeby ją wstrzymać?
Meek, Oh Why?: Nie miałem takich myśli, bo proces już się rozpoczął, pierwszy singiel został opublikowany. Przyznaję, że wydarzenia ostatnich lat przewartościowały mój świat i zacząłem się zastanawiać, czy to co robię, w ogóle ma sens, czy nie powinien bardziej bezpośrednio działać na korzyść drugiego człowieka. Mimo to kocham muzykę i nie uważam, że jest ona bez znaczenia – ma wręcz namacalny wpływ na ludzi. Czuję w sobie to rozdarcie, ale jednocześnie wiem, że trudne czasy zawsze okazywały się owocne dla artystów, bo powstaje potrzeba stworzenia alternatywnej rzeczywistości w momencie, gdy ta wokół nas jest zbyt ciemiężąca.
MU: W piosence pt. “Sagrada” śpiewasz “dlaczego wszystkim dookoła tak zależy, żeby toczyć jakąś bitwę?” Czy niektóre numery na płycie zdążyłeś jeszcze dopasować do obecnej sytuacji?
Meek, Oh Why?: Nie, pisząc te utwory nie miałem świadomości, że wybuchnie wojna. Mimo to wyraźnie manifestuję w nich pokój. Jestem pacyfistą i uważam, że każda wielka wojna zaczyna się od małego konfliktu – dwóch ludzi czy dwóch idei. Muszę jednak przyznać, że od jakiegoś czasu czuć było w powietrzu, że coś się zmienia. W czasie pandemii okazało się, że jedna informacja potrafi zmienić cały świat w ciągu jednego dnia. Wojna jest skrajnym przypadkiem takiej sytuacji, dotychczas dla mnie niewyobrażalnym.
MU: Wspomniana pandemia to okres, kiedy pisałeś swoją nowa płytę “Offline”. Jaki to był dla Ciebie czas?
Meek, Oh Why?: Zaskakujący. Wydawało mi się, że jestem osobą, która dobrze się czuje właśnie offline – za miastem, sama w domu, otoczona naturą. Jednak zbiegło się to z wydaniem “Zachodu”, który spotkał się ze wspaniałą reakcją słuchaczy. Po trzech fantastycznych koncertach okazało się, że musimy zrobić przerwę i nagle zabrakło mi dopaminy. Gdy większość ludzi brała się za pieczenie chleba, ja wróciłem do szachów, w które grałem kiedyś jako ośmiolatek w szkolnej świetlicy. Niestety matematyczny charakter tej gry sprawił, że szybko straciłem do niej romantyczne nastawienie. Był to też czas, kiedy bacznie obserwowałem wpływ mediów na zachowania społeczeństwa i na moje własne myśli.
MU: To właśnie je opisujesz w piosence “Chmury”?
Meek, Oh Why?: To dla mnie krępujący temat. Długo rozważałem, czy w ogóle umieszczać ten utwór na albumie, bo jest bardzo intymny i osobisty. Zastanawiałem się, czy to nie będzie jakaś forma ekshibicjonizmu. Napisałem go jednym ciągiem, dla samego siebie. Kiedy w końcu zdecydowałem się go nagrać, poprosiłem zespół, aby tego dnia powstrzymali się od żartów i komentarzy. Teraz nadal czuję się nieswojo słuchając go przy kimś.
MU: Myślę, że wiele osób będzie Ci bardzo wdzięcznych za ten kawałek. To wielka wartość wiedzieć, że nie jest się samemu z podobnymi przeżyciami czy odczuciami.
Meek, Oh Why?: Ja sam poczułem ulgę, nagrywając tak bezpośrednią piosenkę, chociaż to niełatwe pokazać swoją kruchość i czułe punkty.
MU: Czy Twoja wrażliwość to zaleta w tym zawodzie?
Meek, Oh Why?: Z czasem mam coraz bardziej pragmatyczne podejście do pracy, ale moja twórczość jest dla mnie nadal bardzo ważna i osobista. Albumy koncepcyjne, chociażby “Płyta Rodzaju”, to światy, które widzę w mojej głowie w 3D. Jestem głęboko zanurzony w krainy, postaci i historie, które opisuję na kolejnych częściach mojej dyskografii. Czasami nawet zapominam na chwilę, że to nie jest rzeczywistość. Dwie ostatnie płyty napisałem z punktu widzenia przybysza, który odwiedza ten świat. Przy okazji następnego krążka myślę, że wrócę do poprzedniej perspektywy, bo tęsknię za tą fikcją. Wciąż poszukuję muzyczno-tekstowego absolutu, którego mam nadzieję, że nigdy nie znajdę.
MU: Myślałeś o innych środkach wyrazu, aby oddać tę krainę w sposób bardziej wizualny?
Meek, Oh Why?: Bardzo chciałbym potrafić to uniwersum namalować. Póki co brakuje mi niestety warsztatu i narzędzi, ale marzę o tym, że pewnego dnia zobaczę je na przeciwko siebie, nawet jeśli miałbym tego nikomu więcej nie pokazywać.
MU: Skoro tak bardzo utożsamiasz się z tym, co kreujesz w piosenkach, to czy trudno jest Ci je wykonywać na żywo?
Meek, Oh Why?: Były takie utwory, szczególnie na pierwszej płycie. Teraz trochę dojrzałem i nie przeżywam już tak intensywnie tych tematów. Jednocześnie staram się teraz pisać trochę bardziej abstrakcyjnie niż np. na “Miło było poznać”, gdzie przekazywałem historie bardzo wprost.
MU: Na koniec chciałam spytać, jakie masz plany na dziś. Będziesz świętować?
Meek, Oh Why?: Najchętniej wróciłbym do domu i napił się wina. Lubię posiedzieć sam ze sobą w ciszy i uśmierzyć na chwilę nieustannie towarzyszącą mi gonitwę myśli. To chwila dla mnie; czas, kiedy muzyczne krainy znikają, a ja mogę wreszcie odpocząć i przez ten jeden krótki moment nie wymyślać dalszej części mojej historii, nie analizować wszelakich zależności społecznych. Koniec pracy nad płytą to bardzo przyjemne uczucie, ale muszę się pilnować, żeby zejść wtedy na chwilę na ziemię, wstawać rano, jeść śniadanie i chodzić na spacery. Archetyp artysty, który nie śpi całą noc, upija się i czerpie inspirację z narkotycznych wizji, jest kuszący i może gdybym był samotny, to bym mu uległ. Na szczęście mam świadomość tego, że tacy ludzie tak naprawdę nie są szczęśliwi. Widać to chociażby po członkach klubu 27. Dla ludzi z zewnątrz są to ciekawe biografie, jednak najczęściej w rzeczywistości oznaczają wewnętrzny dramat i otchłań ciemności. Znam te emocje i dzisiaj mogę powiedzieć, że człowieczeństwo jest dla mnie ważniejsze niż artyzm. Z tego powodu staram się za bardzo nie odfrunąć, uprawiać jakieś sporty i trzymać się prawdziwych cząstek życia.

