5 czerwca odbyła się premiera debiutanckiego albumu Marii Tyszkiewicz. Z tej okazji miałem przyjemność porozmawiać z artystką na temat tego, co zawiera krążek.
- Tomasz Ochota: Hej, jak się masz?
Wszystko rusza powoli do życia, więc ja też się bardzo dobrze czuję.
- TO: Do dobrego samopoczucia przyczynia się na pewno premiera debiutanckiego albumu – Ufam Sobie, który ukazał się 5 czerwca. Jak jest z tą ufnością? Ciężko jest sobie samemu zaufać
Uczę się tego do tej pory. Muszę przyznać, że przez te wszystkie lata mojej działalności artystycznej nie do końca wierzyłam w siebie. Nie widać tego na pierwszy rzut oka, bo jestem odważną, uśmiechniętą, towarzyską osobą. Ciągle się uczę jak występować, śpiewać i grać. Dopiero po programie Twoja Twarz Brzmi Znajomo małymi kroczkami zaczęła budować się we mnie pewność siebie. Zaczęłam zauważać, że ludzie chcą mnie słuchać i im się to podoba. Sam utwór Ufam Sobie, oprócz tej pewności, opowiada również o nauce bycia samemu, nie uzależnianiu się od drugiej osoby i ufaniu sobie w podejmowaniu życiowych decyzji. Na początku płyta miała nazywać się Prolog – jako początek moich wydawnictw i powiązanie z moim drugim domem, czyli teatrem, ale stwierdziłam, że nie będę kombinować. Musiałam podjąć sporo decyzji w związku z muzyką, nagraniami oraz graficznymi pomysłami na teledyski, zdjęcia i wizerunek. Zaufałam sobie i myślę, że jest to dobry kierunek.
- Muszę więc zapytać o ten wizerunek, czyli czerwień, z którą jesteś już kojarzona.
Szczerzę mówiąc to co chwilę muszę zakładać te czerwone rzeczy i już mi się powoli kończą (śmiech).
- Miałem pytać ile ich masz w szafie!
Sporo! A wcześniej przed płytą nie miałam żadnych. To nie był mój kolor i nawet nie był moim ulubionym. Ta czerwień pojawiła się wraz z pomysłem na pierwszy teledysk. Nie wiem skąd, ale wyobraziłam siebie ten kolor i po jego zrealizowaniu stwierdziliśmy, że pójdziemy tą drogą i w nią brniemy dalej. Myślę, że przy drugim albumie będzie inaczej.
- Inny kolor?
Nie wiem czy inny kolor czy inny pomysł. Natomiast ja bardzo lubię spójne rzeczy, jeżeli chodzi o wizerunek. Od ubierania się po konto na Instagramie. Nie wiem z czego to wynika, bo w życiu nie jestem taka uporządkowana.
- Kolor czerwony oznacza nie tylko siłę, moc i energię, ale też pasję czy miłość, o której piszesz na albumie. Nie tylko do drugiej osoby, ale też do siebie samego. Trudno było Ci pisać osobiste teksty?
Jeżeli chodzi o samo pisanie, to faktycznie na początku było to dla mnie trudne, bo nigdy tego wcześniej nie robiłam. Bardzo wspiera mnie mój chłopak, który pisze razem ze mną. Dzięki temu nie bałam się pisać o uczuciach i emocjach. Poruszam takie tematy, bo pracując od lat w teatrze, uczyłam się śpiewać prawdę. Zauważyłam, że coraz bardziej się otwieram na to, żeby wplatać w swoje piosenki inne historie.
- Skoro piszesz teksty z chłopakiem, traktujecie to jako rozmowę, terapię?
Tak, skłania to do rozmowy, nawet jeśli niektóre utwory były o moich przeżyciach z przeszłości. Utwór Miasto nie jest stricte o nas, ale wyobrażaliśmy sobie nas podczas końca świata. Rozmawialiśmy o tym jakbyśmy pisali scenariusz do filmu. Są też teksty napisane m.in. przez Kamila Zawiślaka, czyli Wishlake’a. Bardzo dobrze się dogadujemy od samego początku. Oboje mieliśmy podobne sytuacje życiowe. Jego teksty są bardzo osobiste, ale jednocześnie bardzo trafiają do mnie. Od razu potrafiłam je przełożyć na moje życie. Do Deszczu tekst napisał Arkadiusz Sitarz, czyli Ras z Rasmentalism. Zdzwoniliśmy się i opowiedziałam mu, o czym chciałabym utwór. Więc nawet jeżeli tekst pisał ktoś inny, to chciałam, aby te historie były zbliżone do tego, co sama czuję.
- Powiem Ci, że jak na debiutantkę, to masz dużo szczęścia. Współpraca z takimi artystami przy albumie to marzenie niejednego artysty. Na albumie poruszasz tematykę miłości, zmian klimatycznych oraz obaw o przyszłość. Każdy może na niej znaleźć kawałek siebie. A dla kogo nie jest ten album?
Na pewno dla osób, które nie są wrażliwe. Moja barwa głosu i sposób śpiewania spodobają się raczej tym uczuciowym słuchaczom.
- Myśleliście o tym, żeby podkręcić tę elektronikę na albumie? Dzisiaj bardziej artyści wypuszczają albumy, które będą dobre na imprezę. Twój nadaje się na odpoczynek i chill po ciężkim dniu. Utwory są bardzo przyjemne dla ucha i nie męczą.
To kwestia tego, że dopiero się tego wszystkiego uczę i odkrywam siebie muzycznie. Może nie byłam na tyle odważna, żeby zrobić wixę na albumie, chociaż nie ukrywam – lubię poszaleć (śmiech). Na albumie jest jeden utwór – Świt – który nadawałby się na końcówkę imprezy nad Wisłą.
- Na dobitkę!
Tak, dokładnie (śmiech). Myślę, że zrobię coś mocniejszego, żeby móc się wyżyć.
- Zastanawia mnie zabieg, który zastosowaliście na tym albumie, który zawiera dziesięć utworów, a sześć z nich jest już dostępnych w serwisach streamingowych. Nie za dużo przed premierą?
Po pierwszym singlu nadal szukaliśmy, który kierunek będzie dobry. Sprawdzaliśmy, co się bardziej ludziom podoba oraz w czym ja się dobrze czuję. Przekładaliśmy premierę płyty, więc w zamian opublikowaliśmy singiel Miasto, który miał się przed czasem nie pojawić. Chcieliśmy w miarę regularnie wydawać numery, żeby ludzie dostawali nowości muzyczne ode mnie i za długo na nie czekali.
- Pomimo tego, album jest bardzo spójny!
Bo jest prawdziwy. To nie są osobne kawałki pomimo kilku producentów.
- W utworze Pod prąd śpiewasz: „Lecimy razem pod wiatr, mimo strat – miłość w nas. Płyniemy razem pod prąd, ten sam błąd, nowy ląd.” Czy ten kawałek jest o sile miłości?
Trochę tak, ale pisząc ten utwór sugerowałam się swoją przeszłością. Jest on o miłości, która w którymś momencie zaczyna być toksyczna. Para walczy do ostatniego momentu, żeby przetrwać, mimo że nie widzą już sensu. To numer o walce o miłość i przetrwanie.
- Faktycznie! Już się utożsamiam z tym utworem. A jaka historia wiąże się z Motylem?
Motyl to kawałek, który w całości jest pomysłem Wishlake’a. Napisał zarówno tekst, jak i muzykę. Potraktował ten numer jak poemat, wiersz. Zaufałam mu. Piosenka jest o tym, jak traktujemy Ziemię, swoje otoczenie, naturę. Jest tam sporo metafor. Można go traktować jako protest song, ale z nutką nadziei.
- O tych metaforach moglibyśmy rozmawiać kolejne godziny! Moim ulubionym numerem z albumu jest O co chodzi?.
Też uwielbiam ten numer. Dostałam go również od Wishlake’a. Opadła mi szczęka jak posłuchałam prevki. Słuchaliśmy jej pierwszy raz w podróży. Puściliśmy ją z dwadzieścia razy na maxa w samochodzie. Od początku uznałam, że jest to wyjątkowy numer. Są w nim przestrzeń i energia. Kamil zrobił muzykę, ja napisałam tekst. Od początku wiedziałam, że chciałam poruszyć na nim banalne problemy w związku, które prowadzą do bezsensownych kłótni. Każdemu z nas zdarzały się takie historie. Na końcu tego utworu okazuje się, że rzeczy, o które się czepiam, robię również ja. Dlatego śpiewam wtedy ,,Nie wiem o co mi chodzi”. Taki jest przekaz. Dodatkowo muzycznie jest bardzo pozytywny, energiczny. Uwielbiam jak ten Utwór się niesie!
- U mnie ten utwór już króluje na playlistach. Którą wersję utworu Deszczu wolisz?
Akustycznej wersji mogłabym słuchać w domu. Poza tym ta wersja wyszła totalnie spontanicznie. Prawdziwą energię poczułam jednak wychodząc na scenę podczas mojego pierwszego koncertu. To był ostry wpiernicz. Ta wersja ma super energię.
- Już nie mogę się doczekać tego wpierdzielu!
Ja też! Zwłaszcza czekam na Deszcz i O Co Chodzi? podczas koncertów.
- Jest coś, co chciałabyś przekazać słuchaczom tym albumem?
Warto w siebie wierzyć i ufać sobie oraz korzystać z okazji. Teraz albumy nagrywają czternastolatki i robią gigantyczne kariery, ja swój debiut prezentuje w wieku dwudziestu dziewięciu lat.
- A kto Ci zabroni?
No właśnie nikt. Pomimo czternastu lat pracy artystycznej warto myśleć o tym, żeby zrobić coś swojego. Traktuję to jak terapię.
- Zapraszamy wszystkich do kupna oraz odsłuchu albumu i nie mogę się doczekać, aż spotkamy się na koncercie!
Również zapraszam i dziękuję za rozmowę!

