LUNA to młoda artystka ze wspaniałym, a zarazem ogromnie autentycznym pomysłem na siebie. Swoją muzyką zabiera nas do krainy snów, ale sama ze względu na napięty grafik musi ostatnio mocniej stąpać po Ziemi. W naszej rozmowie opowiedziała mi między innymi o swojej anglojęzycznej EPce, duetach, przy których pracowała oraz o nadchodzącej płycie! Nie zabrakło też głębszych przemyśleń. Przeczytajcie.
Adrianna Małolepszy: Serdecznie gratuluję nowej EPki!
Dziękuję!
Adrianna Małolepszy: Nie jest to do końca zwyczajna EPka, bo jest pierwszą Twoją całkowicie po angielsku. Czy wynika to z Twojego udziału w Spotify Equal?
Poniekąd tak jest. Nigdy nie planowałam wydawać żadnego materiału po angielsku, ale pojawiło się zainteresowanie mną ze świata, a zaraz potem, razem z piosenką Blind zaproszono mnie do udziału w akcji Spotify Equal. Spodobało mi się pisanie w tym języku. Żeby domknąć ten etap wydaliśmy taki minialbum, bo nie chciałam tego łączyć. Chciałam rozdzielić to co po polsku od anglojęzycznych piosenek.
Pełna płyta, która ukaże się niedługo, będzie już cała po polsku.
AM: A planujesz jeszcze wracać do twórczości po angielsku?
Oczywiście! Ta EPka to taki przedsmak. Planuję wciąż tworzyć w obu językach. Cały czas się uczę i rozwijam.
AM: Cały projekt Spotify Equal opiera się na tym, by zniwelować trochę dyskryminację kobiet w biznesie muzycznym. Czy ty, jako młoda artystka w Polsce, odczuwasz ją w jakiś sposób?
Bezpośrednio może nie, ale widzę, że jest obecna w moim artystycznym życiu. Rynek muzyczny nie jest tylko rynkiem wokalistów, którzy występują na scenie. Tworzą go też producenci, realizatorzy dźwięku, cała masa ludzi, których nie widać na froncie… Jeszcze nigdy nie miałam okazji pracować z kobietą na żadnym z tych stanowisk. Wydaje mi się, że wśród managerów też dominują mężczyźni.
Myślę, że ta akcja skupia się bardziej na tym, by pokazać, że branża muzyczna to nie tylko wokalistki, ale całe spektrum ludzi, którzy zasługują na uwagę. Bardzo się cieszę, że taka akcja istnieje.
Wydaje mi się też, że wokalistek jest nawet więcej niż wokalistów i może być trudniej odnaleźć swoje miejsce w tej branży.
AM: Ty po przeistoczeniu się w LUNĘ znalazłaś swoją niszę i jesteś w tym bardzo wyjątkowa. Jak do tego doszłaś sama ze sobą i jak to potem przeforsowałaś?
Myślę, że postawiłam sobie dość trudne zadanie, bo ja nie bardzo lubię określenie “muzyka alternatywna” czy “niszowa”, choć moja często jest tak klasyfikowana. Moim marzeniem jest dotrzeć do jak największej grupy odbiorców i wejść kiedyś w mainstream. Nie chcę się do niego dostosowywać. Chcę, żeby on przyszedł do mnie.
Robię po prostu to, co jest mi najbliższe i mimo, że jest w tym sporo kreacji to bardzo czerpię z tego jaka jestem, skąd pochodzę i jak przeżywam różne rzeczy. Z tego powodu sięgnęłam po taką kosmiczną elektronikę. Trochę czuję się jakbym była z innej planety, teksty są poetyckie i oniryczne, bo sny są moją dużą inspiracją, a z drugiej strony dużo tam słowiańskości i dawnych melodii.
AM: Ale jest na tej EPce jeden bardziej mainstreamowy utwór. Mam tu na myśli Palm of Your Hand.
To ciekawe. Bo z moimi producentami stwierdziliśmy, że jest najbardziej mroczny i alternatywny. Może melodia jest bardziej chwytliwa, ale sam utwór jest bardzo symboliczny.
W warstwie muzycznej można usłyszeć dźwięki ćmy lecącej do światła, pohukiwanie sowy czy wycie wilka. Miał to być trochę koszmar senny.
Na początku miał być to utwór o spotkaniu z diabłem, ale było tak mrocznie i trudno, że stwierdziłam, że chyba trochę przesadziłam i powinnam odrobinę zejść na Ziemię.
Ten utwór jest metaforą demoniczno-toksycznej relacji, w której zatracamy siebie – jesteśmy od niej uzależnieni i nie możemy się z niej uwolnić. Czasami lubimy się niszczyć i podejmować destrukcyjne działania. To nawet nie musi być za sprawą drugiej osoby.
AM: Często musisz tak schodzić na Ziemię?
I tak, i nie. Staram się być gdzieś pomiędzy. To moje poetyckie, oniryczne życie pozwala mi tworzyć i żyć kilkoma życiami na raz, ale jednak tworzę dla ludzi, którzy są na Ziemi. Chcę też inspirować się ludźmi. Chcę zabierać moich odbiorców w tę sferę marzeń, ale sama staram się schodzić na Ziemię.
AM: Wspomniałaś o płycie. Czy będą to tylko premierowe utwory, czy będzie też coś co już znamy?
Będzie trochę singli, które już się ukazały i oczywiście też premierowy materiał. Teraz, jak o tym myślę, to ta płyta będzie dosyć długa. Chcę też czymś zaskoczyć i pokazać swoją inną stronę. Będzie trochę brzmień słowiańskich, ale nie wprost. Jeden z utworów stworzyłam na podstawie dwóch wierszy Leśmiana. Jest to chyba mój ulubiony polski poeta i wydaję mi się, że mamy ze sobą sporo wspólnego. On też tworzy leśne, oniryczne rzeczy.
AM: Wygląda na to, że będzie ciekawie. Musisz połączyć bardzo wiele różnych elementów.
Mam nadzieję, że będzie. A to połączenie przychodzi mi naturalnie.
AM: Ale nie zajmujesz się tylko płytą, bo są jeszcze duety!
Tak! Jest duet z Justyną Steczkowską i z Marie.
AM: Gdy pracujesz w duecie to zachowujesz swój styl czy idziesz bardziej w stronę tej drugiej osoby?
Jestem bardzo otwarta i staram się łączyć to co moje ze stylem artysty, który mnie zaprasza, ale muszę przyznać, że w tych przy których miałam okazję pracować do tej pory, jest bardziej mój klimat niż tego artysty.
Duet z Justyną Steczkowską napisałam ja i też pewnie dlatego jest bardzo w moim stylu, ale zrobiłam na pewno ukłon w stronę Justyny i jej pierwszej płyty, którą uwielbiam i bardzo sobie cenię. Jest on bardzo mroczny, magiczny, leśny…
AM: Bardzo serdecznie Ci dziękuję i trzymam kciuki!
Dziękuję bardzo!

