Site icon All About Music

„Na razie jaram się tym hyperpopem i cieszy mnie to” Wywiad z Lottą

Lotta, znana szerszej publice jako Karolina Pielesiak od 2023 roku tworzy swoją własną hyperpopową muzykę. Po zakończonym projekcie Szparagi pod pseudonimem artystycznym Lotty powstały pierwsze piosenki, które na bieżąco promuje na swoich social mediach. Lotta opowiedziała nam o swojej drodze muzycznej, swoich utworach, a także wspomniała o planach muzycznych na przyszłość.

Julia Maciąg: Skąd pomysł, żeby zacząć od hyperpopu? Czy nie rozważałaś innych gatunków muzycznych na przykład rapu jak za czasów Szaragów?

Lotta: Zakochałam się w rapie dawno temu. Zobaczyłam, że mój głos, który jest raczej specyficzny, trochę kreskówkowy brzmi w rapie ciekawie. Mogłam się bawić formą muzyczną, rytmiką i mój głos nie odstawał, a wręcz pasował. Dlatego myślałam, że to właśnie rap będę robić po zakończeniu projektu Szparagi. Zrobiłam nawet EPkę muzyczną, która jest rapowa. Po zakończeniu kariery na YouTube skupiłam się na dokształcaniu w pisaniu tekstów. Zamknęłam się w studiu na rok, aby się uczyć oraz szukałam nowych gatunków muzycznych. Wtedy też lizałam nowej muzy — trochę rapu, muzyki alternatywnej. Zaczęłam grzebać i kopać w tym aż pewnego dnia przyszedł do studia młody chłopak Gereb, z który pokazał mi hyperpop. Ta muzyka sprawiła, że miałam motylki w brzuchu. Stwierdziłam, że to jest gatunek, który chciałabym pogłębić. Po miesiącu zakochałam się w hyperpopie.

JM: Pod jednym ze swoich Tik Toków napisałaś, że jest to taki nieznany gatunek. Dlaczego tak uważasz?

Lotta: Bo hyperpop jest w podziemiu. Ja nie mówię na świecie, bo na Zachodzie jest go bardzo dużo. W Polsce jest tylko kilku artystów, którzy się tym zajmują, więc jest to podziemie, ja też jestem w podziemiu. Wydaje mi się, że moment, w którym pierwsza osoba przebije się do mainstreamu, sprawi, że ten gatunek będzie lepiej znany. Mam nadzieję, że będę częścią tej grupy, która odkrywa hyperpop na polskim rynku.

JM: Jak wypuszczałaś nową żonę, to bałaś się odbioru fanów, którzy mówiliby lub mówią „Jak to? Ona nie wydaje rapu, tylko jakieś piosenki z mocnym autotunem? Nie da się tego słuchać”? Czy bałaś się takich reakcji?

Lotta: Oczywiście. Zawsze jest takie ryzyko, że coś się nie uda. Ja lubię swoje numery i nie wypuszczam rzeczy, których nie jestem pewna. Wiedziałam, że to jest inne i może się nie przyjąć. Natomiast stwierdziłam, że to jest tak dziwne i tak surrealistyczne, że nikt nie przejdzie wobec tego obojętnie. Stwierdziłam, że raz się żyje i trzeba iść za głosem serca, bo ta muzyka, którą robię, jest totalnie zgodna ze mną i z tym, co czuję.

JM: A planujesz jednak nie zamykać się na ten hyperpop? Może masz w planach coś wydać popowego lub wrócić do rapu, czy jednak hyperpop jest na pierwszym miejscu?

Lotta: Ja mam nagrane numery, które są totalnie z innej bajki. Są bardziej alternatywne i chciałabym je wydać, bo one były takim pamiętnikiem, kiedy było u mnie najgorzej i bardzo źle się czułam. Muzyka była dla mnie autoterapią, żeby mi mocno pomóc. Te numery, które trzymam gdzieś w swoim zaciszu, to są właśnie takie numery, które mi towarzyszyły wtedy najbardziej i chciałabym je wydać. Na razie jaram się tym hyperpopem i cieszy mnie to.

JM: Uważasz, że jesteś takim prekusorem na rynku muzycznym tego hyperpopu czy raczej nie?

Lotta: Ja nie chciałabym się tak określać. Jeżeli ktoś tak uważa, to jest mi bardzo miło. Natomiast czuję niesamowitą radość jak mogę tę muzykę robić. Ona jest niesamowicie skoczna, urocza, wspaniała.

JM: I cukierkowa.

Lotta: Tak, ale potrafi też dać w kość. „Monstery” są zupełnie z innej bajki. Tam jest dużo takiego emocjonalnego wyżycia się i bardzo dużo rockowego brzmienia. Ta muzyka ma wszystko, czego ja potrzebuję, żeby się świetnie bawić, ale nie chciałabym się zamykać w jakichś ramach. Lubię wiele gatunków muzycznych i „Szparap” mi to pokazał. Cały czas lubię się bawić muzyką. Mam nadzieję, że będę mogła pobawić się muzą na czyichś trackach i ktoś mnie zaprosi do siebie i powie „Ej, mam coś takiego, robię coś takiego i jak byś się w tym odnalazła?” Podejrzewam, że odnalazłabym się super, bo ja po prostu uwielbiam muzykę i uwielbiam to, że ona jest taką plastyczną formą wyrażania się.

JM: Właśnie w taki sposób można wyrażać swoją osobę i można też siebie lepiej poznać i czy w takim wypadku poznajesz siebie na nowo?

Lotta: Tak. Tak jak mówiłam ta muzyka była w pewnym momencie moją terapią. Szukałam bardzo długo dobrego terapeuty, byłam też na terapii. Okazało się, że najwięcej ukojenia znalazłam w pisaniu tekstów i tam właściwie zostawiłam bardzo dużo emocji, które we mnie siedziały. Potrafię opisać te rzeczy w tekstach, a potem pozwolić im być. Wiem, że one tam są, ale już nie mam rozkmin na temat tego, co się dzieje w mojej głowie. Te testy to taki mój schowek. Potem sobie do tego wracam, kiedy tego słucham. Muza jest wspaniałym narzędziem, które dało mi przede wszystkim wiary na to, że jest jeszcze coś po i że mogę czuć nawet większą przyjemność z tego, co robię.

JM: Kto z tego świata hyperpopu najbardziej Cię inspiruje? 

Lotta: Glaive jest wspaniały. Będzie grał teraz w listopadzie w Berlinie swój koncert. Pięknie bawi się formą i wspaniale łączy ten świat hyperpopu i popu.

JM: Wybierasz się?

Lotta: Chciałabym pojechać, ale nie wiem, czy ja nie będę grała wtedy swojego koncertu. Nie jest to jeszcze pewniak, więc zostawiam decyzję na ostatni moment. Drugim inspirującym Artystą jest Midwxst, który jest po prostu wspaniały, pełen energii i wdzięku.

JM: Z Twojej twórczości bardzo ciekawi mnie motyw królika, bo u Ciebie się on tak przejawiał na początku kariery i tak zastanawia mnie, dlaczego królik?

Lotta: Wymyśliłam królika, jak pisałam oszukał mnie disney. W momencie, w którym robiłam sobie taką wizualizację, jak chciałabym, aby wyglądał mój klip, gdybym miała na niego milionowe budżety. Wymyśliłam cały bajkowy świat, w którym skaczą małe króliczki. Ten królik w sumie ze mną został i pomyślałam, żeby zrobić z tego motyw na całą EPkę. Nie wiem, czy ma to jakieś symboliczne znaczenie.

JM: Czyli to jest po prostu motyw do EPki?

Lotta: Tak. Przy każdym nowym numerze przemycałam motyw Pana Królika, kolorów, jako motywu przewodniego i sygnału dla słuchaczy jak Batman, że coś się pojawiło. Chciałam też, żeby każdy klip rozpoczynała buźka, która jest zawsze lekko modyfikowana. Ja cały czas jestem filmowcem, zostało mi to po Szparagach i jest we mnie element tego filmowca. Bardzo sobie cenię to, że mogę mieć tak duży wpływ na swoje klipy i się tutaj wyrażać, bo nie ukrywam, że najbardziej mi brakuje pracy na planach zdjęciowych. Teledyski spadły mi po prostu z nieba. 

JM: Wspomniałaś coś o EPce, więc czy możesz zdradzić coś więcej?

Lotta: No właśnie, bo z tą EPką to się zrobiło zamieszanie. Zależało mi na tym, żeby już wyjść ze skorupy i zacząć robić hyperpop. Stwierdziłam, że wydam EPkę na początek, to się samo rozkręci. Po tym, jak zaczęłam wydawać i obracać się w tym świecie algorytmów muzycznych, stwierdziłam, że to totalnie nie ma sensu. Musiałam wyciągnąć trochę z wiedzy youtubowej i dostarczać nowej muzyki moim odbiorcom systematycznie, żeby każdy singiel miał tyle samo uwagi odbiorcy i algorytmu i miał szansę wybrzmieć, również promocyjnie.

JM: Niektórzy artyści mają taki zabieg, że wydają co jakiś piosenki, na przykład co dwa tygodnie, miesiąc i dostarczają tych nowości. A jak wydają album to jest większość tych wydanych utworów i dwa-trzy, których nie wydano.

Lotta: Ja bym chciała zamknąć „nową żonę” w nowej żonie oczywiście.

JM: Czyli tak się nazywa EPka?

Lotta: Tak, ale zamiast wydawać ją w całości, skupiłam się na systematycznym wydawaniu singli. Chciałabym to zamknąć w EPce, bo to jedna historia, ale nie chciałabym zamykać się w ramach co do publikacji.

JM: Mówiłaś już o piosence oszukał mnie disney i ja zauważyłam, że jest to taki polski odpowiednik mad at disney, która jest jednym z hymnów pandemii. Czy inspirowałaś się może tym utworem?

Lotta: Prawdopodobnie ja go słyszałam, bo nie sposób, żebym go nie słyszała, skoro to był ogromny trend. Natomiast ja w tym czasie nie byłam na Tik Toku, więc mnie ten trend trochę ominął. Nie była to bezpośrednia inspiracja. Mam wrażenie, że na bank gdzieś w mózgu to u mnie zagrało, ale nie było na pewno tak, że, jak to zobaczyłam, to powiedziałam, że zrobię coś takiego samego. 

JM: Masz piosenkę, która wyszła w sumie niedawno, czyli dziwne dzieciaki z klasy. Nie ukrywam, że poniekąd utożsamiam się z tą piosenką, bo też byłam takim dziwnym dzieckiem, nastolatką, no i teraz *śmiech*. Co Cię w sumie natchnęło, aby o tym napisać piosenkę? Bo to jest taka piosenka, z którą każdy może się utożsamić, kto miał problemy w szkole.

Lotta: Terapia. Ja na terapii wymyśliłam tę piosenkę, a właściwie wróciłam z niej i wyrzuciłam wszystkie emocje, które mi wtedy towarzyszyły. Wtedy też się zorientowałam, że byłam takim dziwnym dzieckiem. Nie byłam tą dziewczynką z klasy, która była popularna i chłopcy zwracali uwagę. Raczej byłam tym dziwakiem, którego ludzie lubili tylko za to, że był błaznem klasowym. To była moja mocna maska w tym wszystkim. W drugiej klasie liceum założyłam Szparagi i nagle się stałam super popularna w internecie oraz w szkole. To było dla mnie absurdalne. We wspomnianej piosence postanowiłam sięgnąć do tego dzieciaka, który nie był popularny i był czasem smutny z tego powodu, że jest dziwny. Dzisiaj dziękuję za to, że byłam dziwna, bo dzięki temu wykształciło się we mnie dużo innych wartościowych rzeczy, które pozwoliły mi być tym, kim jestem dzisiaj. Dziwne dzieciaki to są super dzieciaki, mimo że to czasami nie jest nic fajnego, że w jakiś sposób odstajesz od grupy.

JM: A czy wypaliłam się tyczy się Twojej kariery w czasie Szparagów, czy jest to jakieś inne znaczenie? Ja tak interpretuję ten tytuł, że coś się kończy, coś się zaczyna, trzeba to przepracować. Jak Ty to interpretujesz?

Lotta: wypaliłam się jest fajnym singlem, bo to jest mój pierwszy hyperpopowy numer, jaki napisałam w życiu. Właściwie ja go napisałam, a potem przełożyłam na hyperpop. Uznałam, że to świetnie będzie pasować do beatu, który zrobiliśmy. I tak dobrze celujesz. To jest na temat mojego wypalenia się zawodowego. Ja w internecie jestem od 2013 roku, a w tym roku mija 10 lat. Miałam 17 lat, kiedy zaczynałam kanał na Youtube i nie spodziewałyśmy się, że to ułoży później całe nasze życie. Jak miałam 17 lat to jedyne, co wiedziałam, to to, że będę aktorką. I nagle się okazało, że taki mały projekt sprawi, że zamieszkałam w tym mieście [Warszawie], a nie w innym, bo prawdopodobnie mieszkałabym gdzieś, gdzie dostałabym się do szkoły i nie wybrzydzałabym, że chcę mieszkać w Warszawie. Robiłyśmy to przez 8 lat. Zrobiłyśmy film  krótkometrażowy „Skansen”, serial krótkometrażowy „Szparadox”, Musical. Nagle wszystko, co chciałam osiągnąć, czyli ten cel, żeby Youtube stał się hybrydą między światem filmowym i internetowym, stał się jawą, więc co dalej? Usiadłam i zaczęłam się zastanawiać, co się dzieje. Wtedy też przyszła pandemia, która i mi i Natalii pokazała, że to nie byłby koniec świata, gdybyśmy nagle przestały nagrywać i że każda z nas jest już na innym torze. Było mi bardzo źle, bo czułam się, jakbym zakończyła wieloletni związek i nagle zostałam sama ze sobą. Ten numer jest o tym właśnie momencie. Natomiast cieszę się, że zauważyłaś to, że on daje nowe nadzieje. Tam był kiedyś taki refren, który brzmiał: 

„wypalam bu-u-uch

chcę przemyśleć każdy ru-u-uch

jak się kończy no to kru-u-usz

ru-u-usz głową 

szkoda twego czasu,

czas na nowe”.

Więc to jest taki optymistyczny refren, który muszę dodać do jakiejś wersji koncertowej.

JM: Albo do rozszerzonej wersji.

Lotta: Zobaczymy, zobaczymy. Bardzo lubię ten singiel. Ostatnio też się dowiedziałam, że lubię go wykonywać na żywo, bo właśnie z tym singlem można się pobawić z publicznością. Mam nadzieję, że uda mi się niedługo z moją publicznością spotkać i dla mojej publiczności zagrać go na żywo.

JM: No właśnie, bo ty z Lordofonem koncertujesz na ten moment.

Lotta: Tak.

JM: Jak się z nimi współpracuje i jak to w ogóle się stało, że stałaś się ich supportem?

Lotta: Maciek prywatnie jest najlepszym przyjacielem z dzieciństwa mojego partnera i tak się poznaliśmy, i bardzo się polubiliśmy. Byli dla mnie dużym wsparciem jak zaczynałam, dużo rad od nich dostałam i wsparcia mentalnego. W pewnym momencie Maciek mnie spytał, czy nie chciałabym zagrać na jednym z ich koncertów supportu, żeby sprawdzić, czy w ogóle to czuję i czy mi się podoba. Zgodziłam się, po czym przespałam się z tą myślą i powiedziałam „Ej Maciek, ja mogę na większej ilości zagrać”. Ja chcę poczuć taką energię od ludzi. Praca, z jaką się teraz mierzę, jest o tyle trudna, że to jest praca bardzo mozolna w studiu, w której sama jestem ze swoją muzyką, co jest piękne z jednej strony, ale potrafi też dawać w kość. W momencie, kiedy możesz wyjść do ludzi ze swoją muzyką i zobaczyć, jak reagują, co się dzieje na ich twarzach, kiedy śpiewasz, no to jest to. Tutaj dostajesz potężną dawkę adrenaliny i potężną dawkę energii, którą potem w sobie kumulujesz i wypuszczasz w postaci nowej muzyki i nowych tracków. To mi dało bardzo dużo, ale nie ukrywam, że moi fani są zawiedzeni, bo kiedy ogłosiłam ten koncert, to wszędzie był sold out. Oni są w ogóle wspaniali. Wchodzili na grupki Lordofoniarzy i szukali biletów, żeby je odkupić. Byłam w szoku, że tam są moi ludzie i znają teksty, i śpiewają ze mną. Wow. W Krakowie mam nadzieję, że też się z nimi spotkam i znowu naładuję się kolejną energią, bo dzięki temu urodziłam kolejny numer, więc każdy koncert będzie dawał mi nowe numery.

JM: Czyli sprawdziłaś się na tych koncertach i uważasz, że możesz już wyruszać w taką swoją prywatną trasę?

Lotta: Myślę, że to nie będą jakieś długie koncerty. Mogę grać numery, których nie ma nigdzie, więc mogę sobie to przedłużyć. Tych numerów mam sporo. Jakieś małe rzeczy już mogę grać i mam nadzieję, że to się zacznie już w tym roku. Tym bardziej że jakieś okazje już się pojawiły, więc to jest wspaniałe, że okazja rodzi okazję. Jak ktoś robi jakieś małe rzeczy to taka wiadomość — nie zamykajcie się tylko na siebie, tylko otwierajcie się z tym, co robicie. Opowiadajcie ludziom o tym, bo to może zaskutkować tym, że ktoś może powiedzieć komuś i zacznie się dziać wokół was jakiś szum. To jest coś, co ja powinnam też wyznawać i robić, bo też mam wrażenie, że wszystko spadnie na mnie z nieba. A tak to nie działa w życiu. Trzeba po prostu próbować, pojawiać się i kombinować, żeby sobie takie okazje stwarzać.

JM: Super, dzięki bardzo za rozmowę.

Lotta: Dzięki.

Exit mobile version